damskie_2

 

Już kilka razy podchodziłem do tematu damskich zegarków. Nawet do poprzedniego numeru naszego magazynu Fryderyk Rudziński przygotował piękny rysunek z dwoma czarownicami wyposażonymi w czasomierze. Niestety, zmieniłem temat i zdecydowałem się napisach o konkursie na zegarek roku 2015. Wyraźnie temat zegarka dla kobiet mi nie leżał. Przyczyn tego jest przynajmniej kilka, nie będę ich teraz wyliczał. Niech wystarczy nam stwierdzenie, że kolekcjonerzy generalnie damskich zegarków sobie nie cenią. Jeśli ktoś je lubi, to tylko kobiety. A przecież zegarek damski częściej bywa pięknym przedmiotem, czasami nawet dziełem sztuki. Bo czym są wyrafinowane i piękne w swym bogactwie najcenniejszych  kruszców i szlachetnych kamieni zegarki Cartiera? To niedoścignione dzieła sztuki. Gdy cofniemy się w historii zegarka do czasów, kiedy to powoli wychodził on z kieszeni i zadomawiał się na nadgarstku, zauważamy, że równie szybko trafił na rękę żołnierza, co i emancypującej się kobiety. Tak więc historia zegarka naręcznego jest w takim samym stopniu męska, jak i damska. Pomimo to zegarki damskie częściej trafiają do szkatułki z precjozami niż do szafy kolekcjonera. Nie oznacza to jednak, że wielbiciele techniki zegarmistrzowskiej nie doceniają ich wcale, bo jeśli prześledzimy proces miniaturyzacji mechanizmów, to właśnie zegarek dla damy dawał największe pole do popisu. Był on niegdyś zdecydowanie mniejszy niż męski i niejako wymuszał tą miniaturyzację. Niektóry konstruktorzy traktowali takie wyzwanie jako wartość samą w sobie. Na przykład manufaktura LeCoultre, dziś Jaeger- LeCoultre, w roku 1929 stworzyła składający się z 74 części mechanizm, który ważył mniej niż jeden gram. To rekord, którego do dzisiaj nikt nie pobił. Prawda, że imponujące? Potrzeby użytkowe oczywiście nie wymuszały aż tak daleko idącej minimalizacji. Konstrukcja miała udowodnić, jak daleko można pójść w tym kierunku. Nie był to jednak rekord dla rekordu, bo mechanizm otrzymał piękne opakowanie i był produkowany jako przedmiot użytkowy. Wiele jego egzemplarzy przetrwało do dzisiaj i wciąż odmierzają czas. Dzisiaj w dobie mikro obrabiarek sterownych numerycznie można by próbować poprawić ten rekord, ale po co, skoro z góry wiadomo, że konkurencja byłaby nierówna. W epoce techniki kwarcowej, można tworzyć precyzyjnie odmierzające czas mechanizmy, których miniaturyzację ogranicza głównie wielkość zasilającej mechanizm baterii. Ale to już nie to samo. Dlatego zegarki kwarcowe nie cieszą się większym szacunkiem, choć z praktycznego punktu widzenia są lepsze: precyzyjniej odmierzają czas, są niemal bezobsługowe, na precyzję chodu nie oddziałują niemal czynniki zewnętrzne, no i co najważniejsze dla producentów, są banalnie tanie. Tworzą je niemal w całości maszyny, nie potrzebni są więc wyspecjalizowani zegarmistrze. No i jak tu polubić przedmiot, który nie ma duszy? Można co najwyżej zadbać o piękną oprawę i cieszyć się jej walorami. Taka jest większość współczesnych damskich zegarków. Zmieniają się jak moda – sezonowo. Większość firm modowych ma ambicje tworzyć własne kolekcje zegarków, są one takim samym dodatkiem jak apaszka, perfumy, pasek do spodni. Chociaż oczywiście wielkie domy zegarmistrzowskie posiadają w swej ofercie kolekcje damskie. Dbają nawet o to, aby konstruować dedykowane do nich mechanizmy. Być może właśnie w tej chwili przeżywamy odwrót od zegarków typowo modowych. Jest coraz więcej rozwiązań o wyrafinowanej technice, z licznymi komplikacjami. Nawet omówiony przeze mnie konkurs na zegarek roku 2015 wyraźnie pokazuję zmianę trendów. W kategorii damskiej nominowano tylko zegarki mechaniczne. A wśród nich mieliśmy najbardziej zaawansowane komplikacje: chronograf, fazy księżyca, turbilon, repetycja minutowa. Czyżby panie, nie zapominając o walorach estetycznych, pokochały wyrafinowaną technikę zegarmistrzowską? Zobaczymy jak długo ta tendencja się utrzyma.

Dla mnie zainteresowanie zegarkami damskimi jest produktem ubocznym zbierackiej pasji i konsekwencją bycia mężem jednej żony i ojcem dwóch córek. Gdy na rynku pojawiał się jakiś ciekawy egzemplarz, to zawsze zastanawiałem się, czy podobałby się którejś z nich. Ale często zdobywałem taki zegarek biorąc pod uwagę jego walory mechaniczne lub szacowność firmy. Chociaż najczęściej w starszych egzemplarzach szacowne pochodzenie szło w parze z jakością techniki. Nikt nie chciał psuć sobie reputacji ukrywając pod znanym szyldem tanią mechanikę. Dopiero od dwóch, trzech dziesięcioleci, ten sam kwarcowy mechanizm możemy znaleźć w zegarku zarówno za jeden, jak i kilkanaście tysięcy euro.

Ciąg dalszy artykułu pzreczytasz w najbliższym wydaniu magazynu antidatum.

Andrzej