zb2_2

 

Długo zastanawiałem się nad hasłem przewodnim niniejszego tekstu. Miałem wiele pomysłów, jak na przykład: „Biegaczu! 10 mniej!”, „Biegając wolniej zobaczysz więcej” i inne tego typu wezwania, nakłaniające do zmniejszenia tempa. Skąd pomysł, żeby do tego namawiać? I co ma wspólnego przekraczanie prędkości na drodze z tempem biegu? Spieszę z odpowiedzią.

Temat przekraczania prędkości w ciągu ostatnich tygodni należał chyba do najczęściej poruszanych. Stało się to za sprawą zaostrzenia kar grożących kierowcom za jazdę szybszą niż pozwalają na to przepisy. Nowe sankcje wzbudziły wiele emocji, gdyż oprócz tradycyjnego mandatu i punktów karnych przewidziano dla piratów drogowych również 3-miesięczne rozstanie z prawem jazdy. Media z lubością obserwowały skutki wprowadzenia nowych regulacji i z jakąś perwersyjną radością relacjonowały przebieg zatrzymań pierwszych kierowców złapanych na przekraczaniu prędkości o 51 km/h lub więcej. Były łzy rozpaczy, gniewne okrzyki, sceny bezradności a nawet (o dziwo!) słowa skruchy połączone z aprobatą dla nowych kar. Już wkrótce mogliśmy się dowiedzieć, ilu rażąco przekraczających dozwoloną prędkość kierowców udało się zatrzymać w danym województwie, powiecie a nawet gminie. Niedługo trzeba było czekać, a pojawiły się pełne optymizmu oceny, z których wynikało, że polscy kierowcy zgodnie zdjęli nogę z gazu. W obawie przed konsekwencjami jeżdżą teraz wolniej, a na drogach wreszcie zrobiło się bezpieczniej. Czyż to nie piękne?

Przekraczanie prędkości to problem, który dotyczy nie tylko kierowców. Jak się ostatnio przekonałem, zbyt wysokie tempo może mieć również przykre konsekwencje dla biegaczy. Bynajmniej nie chodzi tutaj o pamiątkowe zdjęcie z fotoradaru, za które przyjdzie słono zapłacić. Biegowy „taryfikator mandatów” obejmuje kontuzje, ciągnące się tygodniami, a nawet miesiącami bóle i w następstwie to, co najbardziej dotkliwe – biegową abstynencję. W porównaniu z kierowcami, „kara” jest tym surowsza, że po solidnym przeciążeniu nawet nie potruchtamy. Natomiast kierowca bez prawa jazdy w ostateczności może pojeździć, chociaż to trochę ryzykowne, bo grozi odebraniem prawa jazdy na czas jeszcze dłuższy. Wróćmy jednak do biegania. Okazuje się, że przyczyną biegowych niepowodzeń oraz braku postępów często jest zbyt duże tempo. Powody przekraczania prędkości na biegowych szlakach mogą być różne. Pośpiech, chęć rywalizacji z innymi, wyznaczenie sobie zbyt ambitnych celów, próby szybkiego poprawiania swojej sprawności, przeskoczenia jakiegoś etapu przygotowań do zawodów. Następstwa tych zachowań bywają przykre. Nawet jeśli jakimś cudem uda się uniknąć kontuzji, to szybko przekonany się, że trudno nam jest osiągnąć wyższy poziom zaawansowania. Dotyczy to zwłaszcza długodystansowców. W takich momentach pojawia się frustracja i zniechęcenie. Pomimo ciężkich wysiłków stoimy w miejscu. Czujemy, że nasza sprawność wcale nie wzrasta, a nawet przeciwnie, ciągle jesteśmy przemęczeni i niezadowoleni. Wysiłek fizyczny, zamiast uskrzydlać, powoduje, że snujemy się bez energii i wiary we własne możliwości. Pierwszym krokiem do tego, żeby poprawić swoją kondycję powinno być zmniejszenie tempa. Innymi słowy, żeby przyspieszyć, najpierw trzeba zwolnić.

Na problem zwróciłem uwagę czytając książkę „Ukryta siła” Richa Rolla – jednego z najsprawniejszych ludzi na świecie. Swój sukces w sportach wytrzymałościowych zawdzięcza on między innymi temu, że po niepowodzeniu w swoich pierwszych zawodach triatlonowych diametralnie zmienił podejście do treningu. Jego trener zwrócił wówczas uwagę na to, że biega za szybko, podczas gdy prawdziwą wytrzymałość buduje się podczas treningów z niewielką szybkością, kiedy maksymalne tętno nie przekracza 140 uderzeń/min. Rich Roll, który do tej pory za poważny trening biegowy uważał tylko taki, który wywoływał pieczenie w płucach, musiał wykazać się niemałą cierpliwością, by utrzymać tempo, przy którym serce nie zacznie bić szybciej. Wkrótce jednak metoda zaczęła przynosić zapowiadane przez trenera efekty i Rich nie przekraczając wyznaczonej granicy tętna potrafił przemieszczać się z większą prędkością. Była to miara wzrostu sprawności.

Jeżeli nie interesuje Was pokonywanie coraz większych odległości biegiem, nie kuszą ultramaratony i Ironaman-y, to możecie pomyśleć, że ta wiedza Was nie dotyczy. To błąd, ponieważ dotyczy to wszystkich biegaczy amatorów. Bieg w tzw. drugiej strefie tętna jest najbardziej korzystny dla rozwoju organizmu. Zmiany, jakie podczas takiego wysiłku dokonują się na poziomie komórkowym stopniowo zwiększają naszą wydajność.

Wolne bieganie ma jeszcze inne zalety. Kiedy biegniemy wolniej w towarzystwie innych biegaczy, wystarczy nam tchu, żeby porozmawiać. Mamy wówczas wystarczająco czasu i energii, by rozejrzeć się dookoła, dostrzec zmiany jakie zachodzą w przyrodzie, przyjrzeć się ciekawym miejscom, które do tej pory być może tylko nieświadomie mijaliśmy. Tak między nami, w taki właśnie sposób powstał pomysł na tekst o dawnej fabryce eternitu na Bronowicach (Antidatum, nr 7). Podczas spokojnego biegu w ogóle rodzi się wiele pomysłów i planów na przyszłość. Sprawdźcie koniecznie! A poza tym, to cudowne uczucie, że można szybciej, że nadal w zapasie mamy tak wiele energii. Biegajmy zatem po naszym pięknym mieście, oczywiście niespiesznie.

Koniecznie przeczytaj całe czerwcowe wydanie magazynu antidatum.