Nasza kompozycja

Dwa lata temu szukając jakiegoś przepisu odkryłam blog Strawberries from Poland pisany przez Anię Włodarczyk. Pomimo, iż miał on już wówczas pięć lat, przeczytałam go „od deski do deski” w ciągu jednego dnia zaniedbując przy tym obowiązki. Można się zastanawiać, jak blog kulinarny może być aż tak wciągającą lekturą. Sekret tkwi w tym, że autorka każdy przepis łączy z opowieścią, potrawa jest jakby ilustracją, dopełnieniem historii. 

Kiedy dowiedziałam się, że Wydawnictwo Czarne zaproponowało Annie Włodarczyk napisanie książki, czekałam na jej ukazanie się z niecierpliwością. Wreszcie na początku maja dotarł do mnie egzemplarz „Zapachu truskawek”. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne ze względu na piękną ilustrację na okładce i dobrze do niej dobraną typografię. Miłym zaskoczeniem okazuje się być również obecność kilkunastu fotografii. Któż nie lubi, kiedy w książce są „obrazki”?

Zawsze, gdy dostaję w swoje ręce książkę, w której pokładam duże nadzieje, staram się powstrzymać czytelniczy zapał i nie rzucić się na nią w autobusie lub stojąc na czerwonym świetle. Odwlekam moment rozpoczęcia lektury do chwili, aż będę mogła nadać jej odpowiednią oprawę. Najchętniej robię kawę (dużą białą, podobnie jak autorka książki) i siadam w fotelu po Dziadku. 

Ciąg dalszy przeczytasz w pierwszym wydaniu magazynu antidatum

Łucja