cebulowa_1

 

W ubiegłym roku nakładem wydawnictwa portalu Ciekawostki Historyczne ukazała się książka „Okupacja od kuchni” autorstwa Aleksandry Zaprutko-Janickiej. Na początku marca mieliśmy okazję gościć na spotkaniu autorskim w Cukierni Chmielewski, w trakcie którego dowiedzieliśmy się wiele na temat codziennego życia w trakcie okupacji nie tylko od autorki, ale i od dwóch Powstańców Warszawskich. Zachęcamy Was do lektury książki, która oprócz części opisowej posiada zestaw przepisów stosowanych przez gospodynie w trakcie okupacji.

Traktujemy te przepisy jako pamiątkę, która uświadamia nam, jak ciężko było wyżywić siebie i rodzinę w okresie, gdy życiem Polaków rządził Hans Frank. Z pewnością nie możemy się jednak zgodzić z autorką, że te przepisy są wzorem taniego i zdrowego gotowania dla ludzi współczesnych. O ile jesteśmy orędownikami przywoływania na nasze stoły zapomnianych warzyw takich, jak brukiew, czy „kryzysowych” zbóż w miejsce wszechobecnej mąki pszennej, o tyle nie możemy sobie wyobrazić, jak komukolwiek miałoby wyjść na zdrowie żywienie się daniami złożonymi głównie z ziemniaków i zastępników nabiału oraz przegryzanie ich okupacyjnymi „marcepankami”, czyli cukrem zmieszanym z kaszą manną i aromatem migdałowym, obtoczonymi w kakao.

Pełni podziwu dla pomysłowości i determinacji ówczesnych gospodyń cieszymy się bardzo, że żyjemy w czasach, kiedy warzywa i owoce są powszechnie dostępne, a zboża, nabiał, słonina i mięso przestały być podstawą piramidy zdrowego żywienia. Nasi czytelnicy zapewne zastanawiają się w tej chwili, jaki to przepis z okupowanej Warszawy zamierzam im przedstawić. Otóż, wszystkich ciekawych odsyłam do książki Aleksandry Zaprutko-Janickiej, a sama zaproponuję zupę bliższą współczesnym gustom i możliwościom, choć również z pewnością niebędącą wzorem zbilansowanego posiłku. Nie zachęcam nikogo do spożywania tej zupy cebulowej codziennie, raz w tygodniu, ani nawet co miesiąc. Jeżeli jednak na przednówku najdzie Was chęć na coś słodko-kwaśnego, rozgrzewającego i na dodatek zapieczonego pod serową skorupką, koniecznie sięgnijcie po nasz przepis.

Kuchnia francuska, uznawana za jedną z najbardziej wykwintnych na świecie, podobnie jak współczesna kuchnia polska wywodzi się z czasów, kiedy ludzi dręczyły wojny i choroby, a jedzenia było stanowczo zbyt mało, by wyżywić wszystkich. Spożywanie dań uznawanych dziś za wyrafinowane, takie jak żabie udka, czy ślimaki, nie były wcale przejawem gustu francuskiego chłopa, a wynikiem jego pomysłowości w czasach, gdy wieprzowina, wołowina, czy drób pozostawały w sferze marzeń. Mówi się, że gdyby zabrać Francuzom ser, masło, śmietanę i czosnek, to z ich kuchni nic by nie zostało. Jest to oczywiście wierutne kłamstwo i podłe oszczerstwo, ponieważ jest jeszcze przecież… cebula!

Francuska zupa cebulowa

  • 3 łyżki masła
  • 800 g cebuli
  • 600 – 800 ml bulionu
  • łyżka mąki
  • łyżeczka cukru
  • kieliszek brandy/ pół lampki wina/ 2 łyżki octu balsamicznego
  • sól, pieprz
  • starty ser żółty

Cebulę obieram i siekam w pół-pióra lub w kostkę. Na dnie garnka z grubym dnem rozgrzewam masło i wrzucam do niego całą cebulę. Dodaję pół łyżeczki soli i cukier. Mieszając co jakiś czas, duszę pod przykryciem przez pół godziny. Następnie odkrywam garnek i pozwalam cebuli odparować przez około 5 minut. Posypuję ją łyżką mąki i pozostawiam na kolejne 3 minuty. Do garnka dolewam wcześniej przygotowany bulion warzywny i gotuję przez 15 minut. Na koniec dodaję do garnka sól, pieprz i, w zależności od preferencji lub zawartości parku, brandy lub wino. Świetnie spisuje się również ocet balsamiczny.

Gotową zupę przelewam do naczyń nadających się do piekarnika, posypuję serem w ilości zależnej od preferencji i zapiekam pod gorącym grillem aż ser się rozpuści. Można serwować z grzankami. Takie z masłem czosnkowym dopełnią cebulowej orgii.

Łucja