dynia_1

 

W Stanach Zjednoczonych o tej porze roku wszyscy wariują na punkcie dyni. Są targi, na których sprzedaje się jedynie różne  jej odmiany, dzieci i dorośli wycinają straszne lub wesołe twarze w dyniowych „głowach”, a wiele osób ogarnia przedhalloweenowy szał. Mieszkańcy większych i mniejszych miast chodzą wszędzie z papierowymi kubkami wypełnionymi dyniowo-kawowym ulepkiem z wątpliwym zresztą udziałem prawdziwej dyni. Nie można się tej obsesji za bardzo dziwić. Dynie są pomarańczowe – pasują do wybarwiających się liści, i wielofunkcyjne, bo można je nie tylko zjeść, ale i przyozdobić nimi dom oraz ogród.

 Choć u nas symbolem jesieni jest raczej jabłko, od pewnego czasu można zauważyć znaczący wzrost popularności dyni. Na targach i w warzywniakach pojawiają się coraz to nowsze odmiany, a wiele osób hoduje je we własnych ogródkach, bo są łatwe w uprawie i estetyczne. Wiele z odmian jest obecnie łatwe w obróbce, można je przygotowywać ze skórką, miąższ innych po upieczeniu przybiera nitkowatą formę, która doskonale nadaje się do sosów i sałatek. Już nie jesteśmy skazani na dynię olbrzymią, która wyżywi rodzinę przez tydzień i trzeba się do niej zabierać z siekierą. Ponadto dynia jest bardzo wielofunkcyjna. Z jej słonecznego miąższu możemy zrobić sos, zupę i dodać ją do curry, ale wspaniale spisuje się też w słodkich kompozycjach.

W ogródku antidatum w tym roku dyniowy plon był stosunkowo skromny. Nie wszystkim kwiatom udało się zawiązać w owoce, a one same ze względu na suszę są dużo mniejsze niż w ubiegłych latach. Pomimo to, jak co roku mamy dość dużo dyniowej masy do „przerobienia”. Oprócz sprawdzonych przepisów, takich jak korzenna zupa z mleczkiem kokosowym i obłędne ciasto z żurawiną, w każdym sezonie staramy się przygotować coś nowego. Hitem tego roku okazał się być dyniowy sos do pizzy, który skradł wszystkie serca i podniebienia. Jest wyrazisty i bogaty w smaku, a jednocześnie kremowy i jesienno-otulający. Mamy nadzieję, że wszyscy nasi czytelnicy spróbują go zrobić, bo naprawdę warto!

Dyniowy sos do pizzy

  • 1 mała dynia lub kawałek większej
  • 2 dobre, słodkie pomidory
  • 4-5 ząbków czosnku
  • 1 cebula
  • olej rzepakowy do smażenia
  • 2-3 szczypty kuminu
  • sól, pieprz, ostra papryka
  • opcjonalnie: chlust słodkiej śmietanki

Dynię kroję na pół, łyżką usuwam gniazdo nasienne, ostrym nożem ścinam skórkę. Tak przygotowane warzywo kroję w kostkę. Obieram ząbki czosnku, rozdrabniam i wraz z kuminem wrzucam na rozgrzany olej. Smażę około minuty i dodaję pokrojoną cebulę. Gdy się zeszkli, dokładam kosteczki dyni i duszę aż warzywa leciutko się przypalą. Wtedy dodaję obrane, pokrojone pomidory, przykrywam i trzymam na małym ogniu aż wszystko będzie miękkie. Przed końcem duszenia można dodać śmietankę. Doprawione warzywa miksuję na gładką masę i studzę.

Taki sos jest świetną, choć mocno nieortodoksyjną wariacją na temat smarowidła do pizzy. Nam najbardziej smakuje zwieńczony cebulą, suszonymi pomidorami (o których możecie przeczytać we wrześniowym wydaniu antidatum) i karmelizowanym porem. Możliwości kombinacji są jednak nieograniczone.

Poniżej przedstawiam Wam też drugi przepis z udziałem bohaterki dzisiejszego artykułu. Podczas, gdy sos do pizzy powinien przypaść do gustu praktycznie wszystkim, kiszona dynia jest jednak czymś nieco bardziej kontrowersyjnym, potrzeba do jej spróbowania nieco odwagi, ale warto ją z siebie wykrzesać. Kiszenie to znany od wieków sposób konserwowania i przetwarzania warzyw oraz owoców. Obecnie po dłuższym okresie stagnacji, gdy kisiliśmy głównie ogórki i kapustę, fermentacja zaczyna wracać do łask. I nic dziwnego, to metoda tania, szybka i pozwala zachować dużo więcej wartości odżywczych niż gotowanie lub pieczenie. Więcej o lakto-fermentacji przeczytacie w kolejnych wydaniach antidatum, bo to nie koniec naszej z nią przygody.

Kiszona dynia

  • mała dynia lub kawałek dużej
  • 6 ząbków czosnku
  • około 3-centymetrowy kawałek imbiru
  • 3 ziarenka ziela angielskiego
  • 3 listki laurowe
  • 10 ziarenek pieprzu
  • sól morska lub himalajska
  • woda źródlana

Oczyszczoną dynię kroję w około 1-centymetrową kostkę i wkładam do miski (zostawiam jeden obierek skórki, który będzie starterem fermentacji), dodaję pokrojony w plasterki czosnek i imbir oraz przyprawy, mieszam. Przekładam wszystko do słoika. W wodzie rozpuszczam sól i zalewam nią dynię. Obciążam warzywa płaskim kamykiem lub sitkiem tak, aby nie wystawały ponad powierzchnię. To bardzo ważne, ponieważ w innym przypadku łatwo pleśnieją. Zakręcam szczelnie słoik, bo fermentacja mlekowa to proces beztlenowy. Po około pięciu – siedmiu dniach odcedzam, usuwam z mieszanki przyprawy i serwuję jako sałatkę.

Koniecznie przeczytaj całe październikowe wydanie magazynu antidatum.

Łucja