pomlone_1

 

Lokal został otwarty w czerwcu zeszłego roku, a już od 2014 działał catering. Nie wiemy, jakim cudem nam to wszystko umknęło. Na swoje usprawiedliwienie mamy tylko to, że trasy naszych miejskich wędrówek jakiś czas temu przestały obejmować ulicę Nadbystrzycką. Rodzina i znajomi się przeprowadzają, a i czasu na sentymentalne rejsy po przeróżnych dzielnicach Lublina zaczyna brakować. W każdym razie, jesienią dowiedzieliśmy się o działającym w Lublinie wegańskim cateringu i bistro, a dopiero w styczniu udało nam się Pomylone Gary odwiedzić. No i pożałowaliśmy. Pożałowaliśmy, że tak późno.

Kiedy czytamy komentarze na facebookowym profilu bistro, pośród bardziej i trochę mniej entuzjastycznych wypowiedzi na temat jedzenia, pojawiają się wyjątkowo krytyczne uwagi o wnętrzu lokalu. To rzeczywiście nie zniewala wspaniałym wzornictwem i spójnym wystrojem, choć widać, że właściciele małymi krokami dążą we właściwym kierunku. Nie rozumiemy takiej krytyki, bo nie jest sztuką stworzyć dopięty na ostatni guzik lokal mając milionowy budżet. Bardzo doceniamy to, że Pomylone Gary powstały od pomysłu, który nie przeleżał w szafie w oczekiwaniu na idealne warunki finansowe. Ten pomysł został małymi krokami zrealizowany od razu, a teraz ma już własny lokal oraz rzeszę zadowolonych klientów, czego serdecznie właścicielom gratulujemy.

W ofercie Pomylonych Garów unikatowa jest po pierwsze możliwość zamówienia kompletnego wegańskiego posiłku do domu lub pracy. Do tej pory w Lublinie nie było takiej opcji. Teraz, gdy brakuje nam czasu lub chęci na gotowanie, możemy po prostu dzwonić do Pomylonych Garów i wybrać zestaw lub dania ze zmieniającej się codziennie oferty. Ta zmienność dla niektórych może być wadą, a dla innych zaletą. Nam się podoba, bo po pierwsze gwarantuje świeżość produktów, przyprawia posiłek o nutkę przygody, a po drugie odzwierciedla sezonowość pomylonej kuchni. Z drugiej jednak strony, w menu są pewne stałe elementy, takie jak tortille, które zadowolą klientów przywiązujących się do jednej pozycji z karty.

Na czarnych tablicach z menu zazwyczaj znajdziemy zestaw dnia składający się z zupy i „tradycyjnego” drugiego dania. My jedliśmy tam między innymi rosół, który był smaczny i przypominał w smaku łagodny rosół Babci, który pamiętamy z dawnych czasów – doskonała opcja dla spragnionych domowych smaków. Po zupie na stół wjechał kotlet marchewkowy z frytkami i sałatką kolesław. Ta ostatnia była pyszna, autentyczna, ale jednocześnie nie sztuczna w smaku. Frytki będące często piętą achillesową wszelkiej maści barów, a nawet restauracji, zdobyły nas od pierwszego kęsa – okazały się być cienkie, lekkie, chrupiące i nieprzesiąknięte tłuszczem, a ponadto pozbawione zapachu zbyt długo używanego oleju. Uważamy, że takie drobiazgi świadczą o klasie lokalu. Gwiazda talerza, czyli wspomniany kotlet z marchewki był całkiem przyjemny w smaku, dobrze doprawiony, o ciekawej, nieco kleistej konsystencji i strukturze urozmaiconej całymi ziarnami jęczmienia. Chcąc wypróbować też „fastfoodowe” dania z oferty, porwaliśmy się na tortillę z grosem. „Mięso” wykonane z soi było dużo lżejsze niż to seitanowe, a w połączeniu z sałatką i nie nadmierną ilością sosu tworzyło całkiem przyjemną kompozycję. Gdybyśmy nie byli już najedzeni, z pewnością pożarlibyśmy tortillę w minutę. Na deser wybraliśmy koktajl bananowy na mleku sojowym z dodatkiem masła orzechowego. Wykonany był z przez wielu uwielbianych mało dojrzałych bananów. My wolimy te, na których zaczynają już tworzyć się cywilizacje, jednak z przyjemnością wypiliśmy koktajl pomimo słabo wyczuwalnego smaku orzeszków. Warto zaznaczyć, że w deserowym menu obok koktajli często znajdziemy ciasta, racuchy, gofry, a w sezonie knedle z owocami.

Żałowaliśmy, że nie udało nam się spróbować pierogów, bo byliśmy ciekawi zwłaszcza tych ruskich, ale nic straconego, ponieważ Pomylone Gary co jakiś czas organizują swego rodzaju festiwal o uroczej nazwie „pierogiem w miasto”. Jeżeli chcecie wiedzieć, co zastaniecie danego dnia w lokalu i jakie akcje szykuje kuchnia, koniecznie wcześniej sprawdźcie menu, które jest codziennie aktualizowane na facebookowej stronie bistro.

Uważamy, że przy Nadbystrzyckiej 5 wszystko jest dokładnie w tym garze, w którym być powinno, a kuchnię wyróżnia dbałość o detale i radosne podejście do gotowania. Bardzo doceniamy fakt, iż właściciele myśląc o zadowoleniu swoich klientów, zwracają uwagę na to, aby pierogi były z wody (lub na życzenie odsmażone), a nie z mikrofali, natomiast wszelkiego rodzaju placki fruną do nas prosto z patelni, nie nasiąknąwszy wcześniej przez wiele godzin olejem. Sądzimy również, że dzięki różnorodności dań w menu, nie tylko rowerzyści, weganie i wegetarianie będą zadowoleni z posiłku, dlatego namawiamy Was do odwiedzin w Pomylonych Garach, a samemu bistro kibicujemy.

Łucja i Artur