Wszystko zaczęło się na Bornholmie. A dokładnie na duńskim Uniwersytecie Ludowym w Aakirkeby, gdzie przez rok studiowała Katarzyna Hołda, absolwentka wychowania artystycznego na UMCSie. To tam młoda plastyczka zobaczyła w praktyce, że nauka złotnictwa, ceramiki, czy innych rzemiosł nie musi zaczynać się od semestralnego wstępu teoretycznego. Okazało się, że działania plastyczne najlepiej rozpoczynać od samych działań. Początkowo efekty mogą być mizerne, ale satysfakcja z własnoręcznego wykonania całych przedmiotów jest na tyle duża, że adept nie zraża się ich niedoskonałościami. I tak po zakończeniu kursu ktoś, kto na początku robił kulfony z gliny, jest w stanie stworzyć coś pięknego, a przede wszystkim własnego. Kasia Hołda zauważyła też, że nieustanne chwalenie uczniów, nawet za wspomniane kulfony nie wpływa negatywnie na ich rozwój. Wręcz przeciwnie, początkujący twórca z czasem i tak sam dostrzega, co może w swych wyrobach poprawić, a jednocześnie nie zostaje zniechęcony krytyką. Takie mniej formalne i bardziej spontaniczne podejście do edukacji plastycznej odniosło też świetne efekty w przypadku głównej bohaterki tego artykułu. Kasia rozwinęła swój warsztat, a przede wszystkim wyjechała z Danii z pomysłem.

Pomysł na powstanie warsztatów dla dorosłych, które uczyłyby ich praktycznych umiejętności i rozwijały wyobraźnię, dojrzewał przez kilka lat. Latające Warsztaty Rękodzieła działały nieformalnie od 2009 roku, a trzy lata później znalazły swoje miejsce w Centrum Kultury w Lublinie. Na początku Kasia eksploatowała głównie dziedziny jej najbliższe takie jak lalkarstwo, filcowanie i tworzenie biżuterii. Na jej zajęciach można na przykład od podstaw stworzyć własną lalkę, której głowa i kończyny są porcelanowe, a korpus wykonany z tkaniny. Wraz z rozwojem Warsztatów znacząco poszerzyła się ich oferta. Kursanci mogli nauczyć się gotować, projektować wnętrza lub modę, czy tworzyć mozaiki.

Sama biorę udział w kursie szycia prowadzonym przez krawcową z wieloletnim doświadczeniem, Annę Łobocką. Ma ona nie tylko ogromną wiedzę i umiejętności, które umie przekazać, ale przede wszystkim zaraża swoją pasją i radością tworzenia. Gdy osoba, która szyje od kilkudziesięciu lat stwierdza spontanicznie, że to „wspaniała zabawa”, naprawdę można przejąć takie przekonanie. W obecnej edycji kursantki uczą się, jak narysować, a następnie uszyć idealne dla siebie spodnie. W poprzednich dziewczyny szyły też spódnice, bluzki, a nawet kostiumy plażowe. Zgodnie z ideą Warsztatów od początku siada się do maszyny i okazuje się, że nawet kompletne nowicjuszki są w stanie uszyć kieszeń, czy rozporek.

Niedawno zakończył się kurs tworzenia archaicznych lalek motanek. Prowadząca, Lilia Potonia, zajmuje się arteterapią i bajkoterapią. Podczas warsztatów uczy, jak stworzyć tradycyjne ruskie lalki magiczne, ale też opowiada legendy i śpiewa ludowe pieśni. Dwie młode dziewczyny zapytane, dlaczego wybrały ten właśnie kurs, odpowiedziały, że z powodu jego unikatowości. Takie spotkanie grupy kobiet w różnym wieku przy jednym stole pełnym gałganków jest odzwierciedleniem tego, co wieczorami robiły nasze prababki i stanowczo ma w sobie coś magicznego.

Latające Warsztaty Rękodzieła powstały z prawdziwej pasji i chyba dzięki temu przyciągają pasjonatów. Jeśli i Wy chcielibyście zrobić coś unikatowego i dać szanse swojej kreatywności, zapraszam na stronę latajacewarsztaty.pl. Aktualnie możecie zapisać się na projektowanie wnętrz i stylizację stroju, a co chwila pojawiają się nowe możliwości.

Łucja