Początkowo chciałam w pierwszym wydaniu „antidatum” napisać o maśle i sposobie jego wytwarzania. Produkt tak podstawowy i wszechobecny wydał mi się idealny na początek.Później jednak dotarło do mnie, że marnotrawstwem byłoby pisać o czymś dostępnym przez cały rok w środku lata, gdy dookoła aż roi się od sezonowych warzyw i owoców, które wkrótce znikną i pozostanie po w najlepszym razie niewielki zapas w zamrażarce lub słoiku. Cóż może być bardziej „slowlife’owego” od przebierania płatków róży? Jest to zajęcie dla cierpliwych i jednocześnie nieustraszonych, bo pośród kwiatów czają się przeróżne owady. Do przyrządzenia tartej róży najlepsza jest dzika róża (Rosa canina), ale nadają się również stare odmiany o mocno pachnących kwiatach. Z pewnością bezużyteczne będą nowoczesne twory o twardych płatkach i jadowitych kolorach. Ważne jest, aby róża rosła z dala od dróg i innych źródeł zanieczyszczeń oraz nie była pryskana środkami ochrony roślin. Ja skorzystałam z krzaka, który zasadzili jeszcze rodzice poprzednich właścicieli domu moich rodziców.

   Tradycyjnie tartą różę przyrządza się poprzez ucieranie przebranych płatków w donicy wraz z dużą ilością cukru. To sposób przygotowywania na zimno odróżnia ją od smażonej konfitury różanej. Ja dostosowałam tę recepturę do współczesnych warunków. Większości z nas brakuje dziś miejsca na przechowywanie dużej donicy do ucierania, której używa się dwa lub trzy razy w roku. Ponadto niewiele osób ma dość czasu i energii na wielogodzinne ucieranie. Dlatego uwspółcześnionym rozwiązaniem jest umieszczenie przebranych płatków róży w dużym naczyniu i wymieszanie ich z taką ilością cukru (lub np. ksylitolu), aby płatki zaczęły puszczać sok i kilkukrotnie zmniejszyły swoją objętość. Tak przygotowane kwiaty przekładamy do węższego naczynia i blendujemy na gładką masę. Możemy dodać do niej więcej cukru, w zależności od upodobań. Im słodsza masa, tym dłużej możemy ją przechowywać. Jeśli chcecie, aby róża miała bardziej wyrazisty smak i nie przypominała ćwikły tak jak moja, dodajcie trochę soku z cytryny, co chwilę próbując, aby nie przesadzić. Ponoć tak przygotowana róża może stać w lodówce nawet przez rok. Przejdźmy do najważniejszego: do czego można nasze dzieło wykorzystać? Świetnie sprawdza się do wszelkich wypieków: jako warstwa pomiędzy spodem a masą sernika, nadzienie do słynnych rożków Babci Rózi z bloga Makagigi i 55 pierników lub urozmaicenie do tart z owocami. Można jej także dodawać do innych dżemów i konfitur w celu wzbogacenia ich smaku. Odrobina róży spisuje się świetnie także w śniadaniowym serku wiejskim w towarzystwie miodu lub solo.

Ciąg dalszy przeczytasz w pierwszym wydaniu magazynu antidatum

Łucja