jesień_1

 

Już kilkakrotnie deklarowałem się, że lubię jesień. I tym razem z początkiem października zacząłem wypatrywać jej oznak. Miałem nadzieję na prawdziwą orgię kolorów. Niestety, pomimo wyżowej słonecznej pogody liście nie chciały się wybarwić. Czyste niebo i powiewy od strony Skandynawii przyniosły mróz, trochę zaskakujący o tej porze. Zwarzył on liście na wielu drzewach, a te sflaczałe powiszą trochę i przy mocniejszych podmuchach wiatru ostatecznie spadną. Może tylko odporniejsze gatunki przybiorą jeszcze jesienną szatę. Podczas cotygodniowego wyjazdu na wieś postanowiłem – tak jak lubię – ruszyć się z domu wczesnym rankiem. Zwykle wychodzę bez planu, ale tym razem było inaczej. Postanowiłem trochę oddalić się od naszej wsi i uwiecznić kilka bardziej rozległych krajobrazów. Gdy chcę fotografować zwierzęta, wychodzę jak najwcześniej, bo wtedy żerują jeszcze na polach, nie zdążyły zaszyć się w sobie tylko znanych zakamarkach. Wyszedłem więc przed siódmą idąc w kierunku wschodnim rozległymi polami. Słońce wychyliło się znad horyzontu i pięło się coraz wyżej. Większość pól jest już po jesiennych orkach, wschodzi rzepak i równiutkie rzędy ozimin. O tej porze w szczególnie atrakcyjne wzory układa się szachownica pól. Kolory nie są przesadnie kontrastowe, ale za to paleta subtelnych odcieni szarości i niezbyt wysyconych zieleni jest wyjątkowo bogata. Nie trzeba być przesadnie wrażliwym, aby je nie tylko dostrzec, ale i zachwycić się. Można spokojnie przystanąć i patrzeć – nic nie burzy spokoju. Słońce przesuwa się powoli, przybywa światła i kolory w krajobrazie ewoluują bardzo powoli. Doznania zostają w nas, tylko jak oddać to w fotografii. Efekt końcowy najczęściej rozczarowuje – zwłaszcza autora. Ale czasami zaskakuje. Na zdjęciu znajdujemy coś, czego nie dostrzegliśmy w realu. Podczas całej tej dwugodzinnej szwędaniny po okolicy nie spotkałem żywego ducha, poza osobnikiem widocznym na jednym ze zdjęć – płeć nieokreślona, taneczny krok, barwne odzienie. Serwował puszkowe piwo, w które był bogato zaopatrzony. Nie skorzystałem, piwo przed siódmą rano przy cztero- pięciostopniowym mrozie to nie dla mnie.

Koniecznie przeczytaj całe październikowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej