szparagi4

 

Jak dobrze wiecie, w antidatum promujemy niespieszny tryb życia. Są jednak sytuacje, w których osobom z natury powolnym uciekają sprzed nosa najlepsze rzeczy. Nie zliczę, ile razy w czerwcu wybierałam się aby zobaczyć, powąchać, nawąchać się upojnego zapachu kwitnących akacji (a właściwie robinii akacjowych) i zanim przedsięwzięłam taką wyprawę, kwiatostany zżółkły i poopadały, a ja musiałam czekać do następnego roku. Niejedna znana mi osoba w sezonie je truskawki dosłownie do każdego posiłku. Tutaj nie ma miejsca na „slow life”. Nikt nie myśli „ach, kupię truskawki za tydzień, dziś mi nie po drodze”. Niejeden pasjonat jest nawet gotów drałować piechotą na Wileńską, aby zdobyć najlepsze i najświeższe owoce. Podobnie jest ze szparagami. Są dostępne bardzo krótko – od początku maja do połowy czerwca. To stanowczo zbyt krótko, by najeść się tymi wspaniałymi pędami. Dlatego szparagi na śniadanie, obiad, a nawet  kolację to wcale nie przesada, a konieczność.

Szparagi zyskały popularność dopiero w ciągu kilku ostatnich lat, dlatego nadal próżno ich szukać w gorzej zaopatrzonych warzywniakach i sklepach spożywczych. Są za to dostępne w marketach i dyskontach. Najwspanialsze są jednak te kupowane bezpośrednio u producentów, na przykład na wspomnianym targu przy ulicy Wileńskiej. Istnieją trzy rodzaje szparagów. Najbardziej popularne, najzdrowsze i moim zdaniem najsmaczniejsze są te zielone. Rosną na powierzchni, w słońcu, któremu zawdzięczają swój piękny kolor i delikatność, dzięki której nie trzeba ich obierać. Ta właściwość sprawia, że są łatwe i szybkie w przygotowaniu. Szparagi białe to ta sama roślina, jednak różnią się sposobem uprawy – rosną pod ziemią, przez co nie wybarwiają się na zielono. Są delikatniejsze w smaku od zielonych i należy je obrać z łykowatej skórki. Najmniej popularne i u nas bardzo słabo dostępne są szparagi fioletowe, które zbiera się bardzo krótko po wykiełkowaniu, dzięki czemu nie uzyskują zielonej chlorofilowej barwy.

Szparagi warto jeść nie tylko ze względu na niepowtarzalny smak i wiosenną świeżość. Są też bogatym źródłem wielu cennych dla ludzkiego organizmu związków chemicznych. Wapń i fosfor wspierają kości, co jest szczególnie ważne u kobiet w ciąży oraz osób starszych. Kwasu foliowego potrzebujemy wszyscy. Potas i asparagina mają właściwości moczopędne, dzięki czemu sprzyjają szybszemu oczyszczaniu organizmu. Beta – karoten oraz witaminy C i E poprawiają kondycję skóry, włosów i paznokci. Glutation wspiera wątrobę, a błonnik i inulina układ pokarmowy. Te punkty można by długo mnożyć, jednak skupmy się na smaku.

Smak szparagów trudno jest z czymkolwiek porównać, trzeba ich po prostu spróbować. Najlepiej, aby grały w potrawie pierwsze skrzypce, bo w maju i czerwcu to one są gwiazdą. Dlatego też lubią tło w postaci łagodnych w smaku warzyw, makaronu i kasz. Świetnie sprawdzają się także jako dodatek do jajecznicy. Nawet najprostsza zupa – krem ze szparagów i bulionu tworzy doskonały lekki obiad. W każdym z tych przypadków ważne jest, aby nie gotować, piec lub smażyć ich zbyt długo, ponieważ wówczas tracą swoją spektakularną chrupkość oraz wartości odżywcze.

Dzisiaj przedstawię Wam mój bezsprzecznie ulubiony sposób na szybki obiad ze szparagami w roli głównej:

Majowa krajanka

  • kilka ziemniaków
  • pęczek szparagów
  • 1 cebula
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • sól i pieprz
  • 1-2 jajka na osobę

Ziemniaki obieram jeśli są zeszłoroczne lub tylko szoruję, gdy uda mi się kupić młode. Kroję je w około centymetrową kostkę. Na dużej patelni lub w garnku o grubym dnie rozgrzewam oliwę i wrzucam na nią ziemniaki. Często mieszając smażę je, aż będą prawie gotowe, ale jeszcze dość twarde. Dodaję do nich pokrojoną w pióra cebulę i dalej mieszając podgrzewam przez kilka minut. W tym czasie płuczę szparagi, odrywam ich twarde końce i pozostałe części kroję co 1-2 cm. Dokładam je do ziemniaków i cebuli i smażę aż szparagi lekko zmiękną. Na koniec posypuję do smaku solą i sporą ilością świeżego pieprzu. Chętnym podaję z jajkiem sadzonym od kur sąsiadki. Dopełnieniem potęgi prostoty tego dania jest zimne zsiadłe mleko.

Ten przepis wyszukany w otchłaniach internetu i przez lata modyfikowany jest tak wspaniały w swoim nieskomplikowaniu, że śmiem twierdzić, iż kto nie spróbuje, ten trąba!

Koniecznie przeczytaj całe majowe wydanie magazynu antidatum.

Łucja