1908_4

 

Czy zastanawialiście się nad tym, jak zwiedzano Lublin w przeszłości, np. sto lat temu? Ostatnio wpadła mi w ręce pożółkła broszurka wydana w 1908 roku, zatytułowana „Jak zwiedzić w ciągu jednego dnia pamiątki Lublina”. Autor ukrywający się pod inicjałami T. C. tłumaczy cel ułożenia takiego przewodnika. Ma on zaspokoić potrzeby tych przyjezdnych, którzy mają ograniczony czas na zwiedzanie, a powtóre tych, którzy, jak np. wielu włościan, nie potrafiliby może nawet orientować się w planie ulic miasta i ułożyć sobie odpowiednią marszrutę. Dlatego też układ niniejszego przewodnika jest taki, że po pierwsze są wybrane tylko pamiątki najważniejsze, a po wtóre opis ich następuje po sobie w miarę, jak od jednej pamiątki przechodzimy do najbliższej. A ponieważ nadto wszędzie jest szczegółowo opisane, jak do następnej pamiątki trafić, przeto czytelnik, mając ten przewodnik w ręku, nie potrzebuje ani trudzić się nad układaniem sobie kolei zwiedzania, ani brać z sobą planu ulic miasta.

Główny cel to zebranie wiadomości najbardziej podstawowych i logiczna wędrówka od jednego punktu do drugiego, według zaproponowanej przez autora marszruty. Ma być to odpowiedź na skomplikowany układ przewodników w tym czasie cieszących się największym uznaniem, np. Ronikierowej „Ilustrowany przewodnik po Lublinie”, które porządkują informacje w układzie rzeczowym, i z tego powodu są mało poręczne w użyciu. Raczej przeznaczone są do spokojnych studiów w domowym zaciszu, niż do bezpośredniego wykorzystania w terenie.

Jak zatem prowadzi nas autor przez miasto? Wybieramy część II „Przechadzka po nowej części miasta”. Stajemy przed Bramą Krakowską, zwróceni twarzą w stronę Krakowskiego Przedmieścia. Po lewo ulica Królewska, dawniej zwana „Korce”, na prawo Nowa albo Lubartowska. Tu naszą uwagę zwraca autor na plac targowy zwany Rynkiem Świętoduskim, bo usytuowany na terenie niegdysiejszego cmentarza Świętoduskiego, a za nim kościół potocznie określany jako Karmelitów, choć w rzeczywistości pierwotnie zbudowany dla Panien Karmelitanek Bosych.

Już po paru krokach od Bramy Krakowskiej widzimy budynek z wysoką wieżą – obecnie magistrat, a niegdyś kościół Karmelitów Bosych zbudowany w 1609 roku. Tuż za nim starożytny kościół św. Ducha, w którym szczególnie interesujący jest starożytny obraz Matki Boskiej, ozdobiony srebrną sukienką. Idąc dalej na zachód, mijając trzecią z kolei przecznicę po lewej stronie, w głębi uliczki dostrzegamy wieżę, która choć wygląda na starożytną, taka nie jest. To niedawno zbudowana wodociągowa wieża ciśnień. W tym miejscu powołując się na Łopacińskiego autor przypomina, że już w XVI stuleciu Lublin posiadał wodociągi.

Nieco dalej, tym razem po prawej stronie Krakowskiego, obok cukierni Semadeniego rozpoczyna się ulica Początkowska – dzisiejsza Staszica. W jej głębi widzimy okazały gmach o wysuniętych do przodu skrzydłach. To dawny pałac Potockich , a obecnie mieszkania i biura policmajstra. Mijając Początkowską, tym razem po lewo kieruje się naszą uwagę na pięknie zadrzewioną ulicę Kapucyńską, a w głębi jej kościół zwany dzisiaj Wizytkowskim.Tej świątyni, z racji jej historycznej rangi, autor poświęca dużo więcej uwagi. Pisze o jej pierwotnej przynależności do zakonu Brygidek, fundacji przez króla Władysława Jagiełłę jako wotum za zwycięstwo pod Grunwaldem, wykorzystywaniu przy budowie jeńców krzyżackich osadzonych w Lublinie. Ubolewa nad pewną jego dysproporcją, zachowanym od zewnątrz starożytnym charakterem i całkowitym brakiem elementów historycznego wyposażania wnętrza. To nas współczesnych może nieco zaskakiwać, gdyż dzisiaj we wnętrzu oglądamy bardzo wiele z XVII-wiecznego wystroju brygidiańskiego, a nawet starsze, gotyckie relikty.

Ponownie wracamy do przerwanej na chwilę marszruty wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. Zaraz za ulicą Kapucyńską widzimy po lewej stronie kościół Kapucynów, zbudowany w r. 1724, a zasługujący na zwiedzenie ze względu na bardzo piękną kaplicę gotycką Najświętszej Maryi Panny po lewej stronie kościoła. W podziemiach kościoła znajdują się groby rodzinne Sanguszków, którzy ten kościół zbudowali.

Po wyjściu z kościoła zwraca się naszą uwagę na znajdujący się dokładnie naprzeciwko wzgórek wśród drzew, a na nim pomnik Unii Lubelskiej. Był on pierwotnie zbudowany przez króla Zygmunta Augusta z kamienia w r. 1569, za cesarza Aleksandra I wzniesiono na miejscu jego pomnik żelazny. Autor dumny jest, że w ostatnich latach, po wieloletnich zaniedbaniach, odnowiono go ze składek publicznych.

W głębi placu za pomnikiem, zwraca naszą uwagę dawny pałac Radziwiłłów, który w posagu za Barbarą Radziwillówną dostał się królowi Zygmuntowi Augustowi. Dziś jest on pałacem gubernatora. Odnosząc się do nazwy placu, na którym stoimy, wspomina się Litwinów obozujących w tym miejscu podczas obrad w sprawie unii Polski i Litwy.

Mijając plac, po lewo widzimy gmach Kasy Przemysłowców Lubelskich – to dzisiejszy Hotel Lublinianka. Autor z dumą podkreśla, że choć to budynek nowy, to wyjątkowo okazały. Świadczy doskonale o dynamice lokalnej przedsiębiorczości. Szczególnie akcentuje kolektywizm działania miejscowych przedsiębiorców i efekty w postaci rocznych przychodów.

Po drugiej stronie w domu w stylu anglosaskim, niegdyś gmachu komory celnej, mieszczą się biura korpusu wojskowego, a od tyłu biura zarządu powiatu. Z tego budynku ocalały tylko fragmenty na rogu 3 Maja i 1 Armii Wojska Polskiego. Tuż obok, przy ówczesnej ul. Czchowskiej (obecna 3Maja), zwraca naszą uwagę okazały trzypiętrowy hotel „Janina”, a w nim biuro Lubelskiego Towarzystw Rolniczego.

Idąc dalej Krakowskim Przedmieściem, widzimy po prawej stronie…kościół Ewangelicki, zbudowany w r. 1785, a w nim starożytną ambonę i ołtarz. Dalej dochodzimy do pięknego ogrodu miejskiego, zwanego niewłaściwie „Saskim”. Na lewo wysadzana drzewami ulica Cmentarna (dzisiejsza Lipowa) prowadzi na plac Towarzystwa Rolniczego, gdzie się odbywają zwykle wystawy, i na cmentarz. Chcącym zwiedzić cmentarz nasz przewodnik zwraca uwagę na szczególnie interesujące jego zdaniem nagrobki: biskupa Wronowskiego, powieściopisarza Klemensa Junoszy Szaniawskiego, Hieronima Łopacińskiego. Natomiast pod względem wartości artystycznych wyróżnia: nagrobek Dionizego Mazurkiewicza – dłuta Kurzawy i Antoniego Bobrowskiego – dłuta Syrewicza.

Po odwiedzinach na cmentarzu autor zaleca powrót do centrum. Sugeruje skręcić w niezabudowaną ulicą Okopową, która doprowadzi nas do Namiestnikowskiej (dzisiejsza Narutowicza). Idąc nią w lewo przechodzimy ponownie obok oglądanego wcześniej kościoła Wizytek. Naprzeciwko niego odnotowujemy jeszcze budynek miejskiego teatru. Dochodzimy do kościoła parafialnego „Nawrócenia św. Pawła” Bernardynów. Jemu autor poświęca nieco więcej uwagi …budowany od r. 1469 do r. 1473. Jedna z kaplic jego poświęcona N. Maryi Pannie, nosiła później nazwę „królewskiej”, ponieważ tu się zwykle modlił król Jan Sobieski, gdy przebywał w Lublinie. W podziemiach kościoła znajdują się groby jego przodków. Z nagrobków zasługuje na szczególną uwagę w bocznej nawie nagrobek Wojciecha Oczki. Oczko był sekretarzem i lekarzem królów polskich: Zygmunta Augusta, Stefana Batorego i Zygmunta III-go. Piękny nagrobek Osmólskiego jest, niestety, fatalnie uszkodzony.

W tym miejscu, zdaniem autora, kończą się ważniejsze „pamiątki” nowszej części miasta. Ale wytrwali mogą zwiedzanie uzupełnić wędrówką przez ulicę Bernardyńską. …po lewej , na miejscu dawnego klasztoru Bernardynek, piękny gmach polskiej Szkoły Handlowej. Podążając dalej w dół widzimy na prawo w głębi obszernego dziedzińca oryginalny gmach z kilkupiętrową okrągłą podbudówką w środku. Dom ten należał kiedyś do Sobieskich, później do Radziwiłłów, a dzisiejszą swą oryginalną postać zawdzięcza temu, że w połowie 19-go wieku próbowano go obrócić na młyn wietrzny. Tuż za pałacem dochodzimy do browaru. Był tu niegdyś kościół św. Kazimierza i klasztor Reformatów, ufundowane w 17 wieku, a sprzedane w r. 1845 przez rząd rosyjski na browar za pięć tysięcy złotych polskich.

W tym miejscu ul. Bernardyńska spotyka się z Zamojską. Tu usytuowany jest ostatni obiekt, który obejrzymy – kościół Misjonarzy – zbudowany w r. 1696, a przy nim zabudowania seminarium katolickiego z medalionami pierwszych monarchów polskich i symbolami ich sposobu panowania na ścianach.

Kończy się tekst krótkiego przewodnika i nasza wyimaginowana wędrówka szlakiem lubelskich zabytków, pomników i współczesnej autorowi architektury. Czy przewodnik z 1908 roku zdezaktualizował się? Chyba nie, jeszcze dziś moglibyśmy się nim posłużyć. Prowadzi nas w sposób logiczny i prosty. Rzeczywiście, idąc za jego wskazaniami nie potrzebujemy już dodatkowego planu miasta. Także porcja informacji dostarczonych przez autora zaspokoiłaby potrzeby wielu współczesnych zwiedzających. Zaproponowany wybór obiektów nawet po upływie ponad stu lat zadowala nas. Pewnie uzupełnili byśmy je jedynie o kilka następnych, powstałych po roku 1908.

Koniecznie przeczytaj całe majowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej