ros4

 

Kiedy zdarzy mi się obejrzeć reklamy w telewizji, nasuwa mi się refleksja, że model życia promowany przez reklamodawców jest dość ponury. Z reklam wynika, że każdy szanujący się obywatel najpierw powinien wziąć tanią pożyczkę gotówkową z premią, kupić mnóstwo prezentów dla bliskich, którzy przecież tak bardzo potrzebują nowego tableta i smartwatcha.  To gwarantuje udane święta. Następnie należy wybrać się na zakupy spożywcze i kupić mnóstwo słodyczy, płatków śniadaniowych, wspaniałych wędlin i serów. Gdy już wszystko to zostanie popite napojem gazowanym, delikwent zaczyna odczuwać dyskomfort gastryczny. Ale co to? Żołądek, czy wątroba? Najlepiej sięgnąć ć po specyfik, który działa na żołądek, wątrobę, trzustkę, jelita i być może coś jeszcze. Na koniec optymalnie byłoby popić to napojem energetyzującym, aby dodać sobie wigoru. A co powinniśmy robić zimą? Na co dzień używać zwykłych kropli do nosa, a w razie choroby sięgnąć po te power, max, lub super extra. Zapewne mało jest osób, które korzystają z wszystkich tych dobrodziejstw naraz. Jednakowoż niepokojące jest to, że cały czas nam się wmawia, że trzeba dużo, szybko, tanio – kupować, jeść, przyjmować. Macie ochotę zrobić coś na przekór?

Zróbmy rosół! Nie rosół z kostki, nie bulionetkę, ale prawdziwy wywar z warzyw i mięsa, jeśli je jecie. Z pewnością znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że nie ma sensu gotować rosołu na jeden obiad, a większa ilość się zepsuje. A ja Wam mówię, że nic się nie zmarnuje, powiem więcej,  niedługo nastawicie kolejny garnek. Skąd moja pewność siebie? Po rosół, najczęściej w kostce, sięgamy nie tylko po to, aby zalać nim makaron i spałaszować na niedzielny obiad. Doskonale spisuje się też w roli rozgrzewającego napoju, dodatku do kolacji. Może być podstawą innych zup, a risotto przyrządzone z jego udziałem jest dużo lepsze niż takie z dodatkiem samej wody. Rosół może też stanowić bazę wielu sosów i gulaszów. Możliwości są nieograniczone. Trzeba tylko znaleźć sposób na przechowywanie wywaru, bo przecież nikt nie ma czasu gotować go co tydzień. Rozwiązanie jest bardzo proste. Doprawiony i przestudzony rosół można przelać do foremek, silikonowych papilotek na babeczki, a nawet torebek na kostki lodu. Rosół wkładamy do zamrażarki w wymienionych naczyniach, a już zamarznięty możemy z nich wyjąć i przełożyć do foliowych siatek. Gdy potrzebujemy rosołu, wyjmujemy jego odpowiednią ilość i w 3 minuty rozmrażamy. Ja zawsze sprawdzam, w ilu foremkach, czy kokilkach wieści się szklanka bulionu, aby później móc wyjąć odpowiednią ilość.

Jeżeli czujecie rewolucyjnego ducha i chcecie jeszcze bardziej przeciwstawić się konsumpcyjnej kulturze, podczas przygotowywania posiłków nie wyrzucajcie końcówek marchewek i pietruszek, wierzchnich liści kapusty, czy łodyżek ziół. Wkładajcie je do siatki w zamrażarce, a gdy po kilku tygodniach wypełni się ona resztkami odrzuconymi przez gotujących, może stać się rosołem smacznym i pożywnym.

Ciąg dalszy przeczytasz w grudniowym wydaniu magazynu antidatum.

Łucja