Na łamach naszego pisma pragniemy stworzyć mapę ciekawych i wartych odwiedzenia miejsc jakich w Lublinie przecież nie brakuje, a często są nieznane lub niedoceniane. Nie mamy zamiaru się ograniczać, obok zakładów rzemieślniczych i targów chcemy zwracać uwagę także na interesujące i niebanalne restauracje, kawiarnie oraz wszelkie przybytki dostarczające pozytywnych wrażeń dla ciała, ducha i umysłu. Naszym celem jest przedstawienie Wam naszych wrażeń z niespiesznej po nich wędrówki. Wiele radości sprawiłoby nam również poznanie Waszych propozycji miejsc, które mogłyby stać się celem niedzielnych spacerów załogi Antidatum. Propozycje prosimy nadsyłać na adres redakcja@antidatum.eu lub zamieszczać na naszym facebook’u : www.facebook.com/antidatum.

Jednym z miejsc, które już od dawna nas intrygowało, a mimo to nie mieliśmy okazji go poznać była Spinacz Cafe zlokalizowana przy ulicy Ewangelickiej 6, naprzeciwko zboru ewangelicko-augsburskiego. Sprzyjający moment na odwiedzenie kawiarni nadarzył się dopiero na początku sierpnia. Pospieszyliśmy tam przede wszystkim skuszeni sezonową ofertą, w której niepodzielnie panowały wówczas kurki. Miejsce zwraca uwagę kolorowym szyldem, który wyraźnie odznacza się na dość monotonnym tle fasady kamienicy. Wnętrze lokalu jest jeszcze bardziej kolorowe, wyposażone na sposób eklektyczny, przez co z powodzeniem może stanowić tło dla wpatrzonych w tablety spod znaku jabłka brodatych studentów w okularach o grubych oprawkach. Wiele przedmiotów przeżywa tutaj drugą młodość. Można na przykład zasiąść na krześle, które do złudzenia przypomina element wyposażenia szkolnych sal z lat 90. Na szczęście nie trzeba tego robić bo nie brakuje wygodnych siedzisk z miękkimi poduszkami. W Spinacz Cafe odnajdziemy także przedmioty, którym nadano nową funkcję. My nie mogliśmy oderwać wzroku od wieszaka, którego haczyki wykonane były z wygiętych kluczy płaskich niezbędnych w każdej skrzyni z narzędziami. Miłośnikom designu na pewno wnętrze przypadnie do gustu. Pewien zgrzyt w tym umilającym konsumpcję enturage’u stanowią dwa, nieme wprawdzie, ale jednak błyskające uparcie LED-owymi wyświetlaczami telewizory. Pewnie mimo woli przyciągałyby nasz wzrok gdybyśmy nie usiedli poza zasięgiem ich oddziaływania.

Określenie tego miejsca jako kawiarni może być nieco mylące, ponieważ oprócz różnorakich napojów kofeinowych w ofercie znalazły się również potrawy, które dla wiecznie nienasyconych mogą stanowić smakowity lunch lub (o zgrozo!) zaledwie przystawkę, a dla tych o mniejszym apetycie nawet obiad.

Ciąg dalszy przeczytasz w drugim wydaniu magazynu antidatum

Łucja i Artur