wiatru_czas_1

 

Rękodzieło przeżywa ostatnimi czasy swój prawdziwy renesans. Pierwsza była chyba ręcznie robiona biżuteria, która stworzona wieczorami w domowym zaciszu zyskiwała uznanie rodziny i znajomych. Dziś dostępne są już przeróżne kursy krawieckie, szkoły haftu, a nawet warsztaty stolarskie na godziny. Mam nadzieję zatem, że i dziewiarstwo nikomu nie kojarzy się już jedynie z niechcianymi sweterkami od Babci (na przykład takimi z wrabianą gruszką na przedzie), szydełkowymi kapciami, z których szybko wychodziły palce i skarpetami z owczej wełny wyżerającymi w stopach krwawe dziury.

To zainteresowanie rękodziełem i popyt na nie wynika chyba z dwóch rzeczy. Po pierwsze, dawno minął już czas przemiany ustrojowej, kiedy to mieliśmy dość chałupnictwa, a spragnieni byliśmy wszystkiego, co markowe i „firmowe”. Dziś na powrót w cenie są rzeczy ręcznie wykonane w przeciwieństwie do tych prosto z fabrycznej taśmy i unikatowe, a nie produkowane masowo. Po drugie, niegdyś dostęp do materiałów był bardzo ograniczony. Mamy i Babcie naprawdę nie miały z czego szyć i dziergać, dlatego całe pokolenia są dziś skażone wspomnieniem o surowej owczej wełnie, która, choć ciepła, gryzła nawet przez grubą bluzkę i powodowała, że „nosiciel” swetra odruchowo trzymał ręce z dala od tułowia. Dziś mamy prawie nieograniczony dostęp do pięknych i szlachetnych materiałów. Dlatego, jeśli czujemy wenę, pozostaje jedynie tworzyć.

Tak uczyniła Izabela Smęt, choć u niej potrzebny był jeszcze jeden element – zachęta ze strony córki, Romy. Taka współpraca międzypokoleniowa ogromnie nam się podoba. Roma, która sama jest już mamą i gdy tylko jej dzieci nieco się usamodzielniły, zaczęła myśleć, jak by tu spożytkować tą odrobinę czasu, którą zyskała. Choć niegdyś rękami i nogami broniła się przed maminymi wyrobami dziewiarskimi, teraz stwierdziła, że w takiej „robocie” może tkwić potencjał. Kupiła potrzebne materiały oraz narzędzia i poleciła Mamie robić, co jej wyobraźnia dyktuje. Gotowe czapki pokazała kilku swoim znajomym i już pierwszego dnia pozbyła się wszystkich. Niedługo później odezwały się koleżanki koleżanek z prośbą o czapki i szaliki dla siebie oraz swoich pociech. Roma „chwyciła byka za rogi”, zamówiła ładne tkane metki Wiatru Czas, pieczątkę do ozdabiania papierowych toreb i dużo włóczki. Tak zaczęły powstawać coraz to nowe i bardziej kolorowe czapki, kominy i opaski. Wyroby Izy są nowoczesne w kolorystyce i materiale, który nie drapie i nie uczula oraz tradycyjne w rzemiośle – szydełku i drutach. Po jakimś czasie z resztek włóczek po zimie powstał pierwszy sweter, a ostatnio swój debiut miał piękny, prosty i, co najlepsze, szary pulower.

Choć współpraca na linii Rumia (Córka) – Kurów (Mama) nie zawsze była łatwa i wymagała dopracowania procedur, dziś działa doskonale. Najwyraźniej ani pokoleniowy, ani geograficzny dystans nie może stanąć na przeszkodzie dwóm energicznym kobietom. Roma, „pierwszy poruszyciel” i marketingowiec grupy zajmuje się promocją, sprzedażą oraz zaopatrzeniem. Ponieważ mieszka na Pomorzu, gdzie wiecznie wieje, a wśród jej znajomych jest wielu sportowców, o popyt właściwie nie musi się martwić. Iza jest naczelną dziergającą i wykonawcą woli setek internautów, ponieważ w Wiatru Czas można samemu zaprojektować i zamówić wymarzoną czapkę.

Wiatru Czas od razu przyciągnął naszą uwagę, po pierwsze oczywiście pięknymi i kolorowymi wyrobami, po drugie tryskającą z całego przedsięwzięcia pozytywną energią dwóch wspaniałych kobiet z dwóch pokoleń. Szczególnie cieszy nas to, że klasyczne rzemiosło w nowoczesnym wydaniu nie tylko powstaje, ale również świetnie się sprzedaje na Lubelszczyźnie. Szczerze polecamy Naszym Czytelnikom wyroby Wiatru Czas i zawiadamiamy, że zamówienia na prezenty bożonarodzeniowe Panie przyjmują do 15 listopada. Spieszmy się zatem zamawiać czapki i szaliki!

Tutaj zamówicie swoją czapkę: facebook.com/wiatruczasczapki

A tutaj obejrzycie piękne zdjęcia Romy: instagram.com/wiatru_czas

Łucja