skarb_5

 

Tegoroczne lato zdominowały ekstremalne upały i gorączkowe poszukiwania skarbów. Upały minęły, chyba bezpowrotnie, bo mieliśmy już próbkę prawdziwie jesiennej aury. Gorączka złota pozostanie z nami jednak na dłużej. Nie schłodzi jej nawet jesienna plucha i wyraźny spadek temperatur. Złoty pociąg rozpala wyobraźnię licznej rzeszy poszukiwaczy skarbów i zwyczajnych łowców sensacji. Mimo, że nikt go jeszcze nie widział – włącznie z odkrywcami, którzy – o dziwo – wydają się mieć najbardziej chłodne głowy i pewien dystans do potencjalnego odkrycia, to do skarbów z Gór Sowich ustawiła się już całkiem długa kolejka chętnych. Nawet grupa przedsiębiorczych „biznesmenów” z Nowego Jorku też rości sobie do niego pretensje. Im dłużej trwa zamieszanie wokół tej sprawy, tym więcej sceptycyzmu. Już chyba tylko Generalny Konserwator Zabytków zdaje się być pewny, że złoty pociąg naprawdę istnieje. Ale gorączka złota bywa zaraźliwa. Rosjanie też chcą mieć swoje pięć minut i już ogłosili odkrycie miejsca z zakopanymi ciężarówkami, pełnymi zrabowanych przez Niemców kosztowności. Nas jednak nie przelicytują, bo o pociągu – widmo spod Wałbrzycha rozpisywały się media na wszystkich chyba kontynentach, a i zapotrzebowanie na wakacyjne tematy już się powoli wyczerpuje.

My w Lublinie jesteśmy bardziej konkretni. Jeśli zaczynamy mówić o skarbach, to nie mamimy iluzją przyszłego ich odkrycia, tylko kładziemy je na stół, a właściwie zamykamy w gablocie. Ale popatrzeć każdy może. Jeśli ktoś nie wierzy, to proszę udać się do Muzeum Lubelskiego, czyli na Zamek. Tu możemy obejrzeć niewielką, ale znakomicie przygotowaną wystawę „Skarby monet w Muzeum Lubelskim”. W numizmatyce, pojęcie skarbu jest nieco inne niż to znane nam potocznie. Jest to zespół więcej niż 5 monet. Ich materialna wartość, a więc także rodzaj metalu, z którego zostały wybite, nie jest tutaj rozstrzygającym kryterium. Obrazowo mówiąc, znaleziony w ziemi złoty pojedynczy dukat – mimo że cenny, skarbem nie jest, a naczynie z kilkudziesięcioma niewielkimi miedzianymi szelągami, pomimo znikomej wartości materialnej, jest dla archeologa prawdziwym skarbem. Muzeum Lubelskie przechowuje pokaźny zbiór 59 skarbów monet. Większość z nich zalega w magazynach, jedynie kilka oglądać można na ekspozycji stałej. Wystawa jest więc dla nas okazją, aby zobaczyć je w większym wyborze – oczywiście nie wszystkie. Kierując się różnymi kryteriami, organizatorzy pokazali 22 najbardziej interesujące skarby. Obejmują one okres od IX wieku, kiedy ukryty został skarb złożony z arabskich dirhamów, znaleziony na Czechowie, po schyłek XVII wieku, z którego pochodzi skarb miedzianych szelągów Jana Kazimierza, odkryty w Rokitnie w powiecie lubartowskim. W gablotach oglądamy spiętrzone w efektowne kopczyki, lub luźno rozsypane tysiące srebrnych i miedzianych krążków. Niektórym towarzyszą naczynia, w których je umieszczono przed ukryciem. Gabloty uzupełniają plansze, na których możemy obejrzeć fotografie pojedynczych monet w powiększeniu i przeczytać teksty przybliżające nam historię pieniądza oraz rolę skarbów, jako ważnego przedmiotu badań. Okazuje się, że skarb to nie suma pojedynczych monet. Znaleziska takie dostarczają informacji o historii rynku pieniężnego, długotrwałości użytkowania określonych emisji, ale także społecznej i politycznej roli pieniądza. Możemy poznać okoliczności każdego z odkryć, czy wreszcie siłę nabywczą skarbu w chwili jego ukrycia. Obok plansz, ekspozycję uzupełniają grafiki i rysunki z portretami niektórych władców, których konterfekty ryto także na stemplach monet.

Wystawa ta w wyjątkowo atrakcyjny sposób pokazuje nam obiekt – monetę, która wśród współczesnych widzów – poza specjalistami, nie cieszy się szczególnym zainteresowaniem. Bo przecież oglądanie setek metalowych krążków zebranych w jednym miejscu wymaga czasu i dużego skupienia. Z tą wystawą jest inaczej. Nie skupiamy się na pojedynczych monetach. Oglądamy je raczej jako zapis odległych w czasie historii, czasami pewnie dramatycznych, kiedy to ludzie w nieznanych nam okolicznościach ukrywali swój dobytek w ziemi. A okoliczności te musiały bywać dramatyczne, skoro już po ten majątek nie wracali. Równie ciekawe bywają też historie takich znalezisk.

Wystawę polecam wszystkim, którzy interesują się historią. Skarby mogą stać się takim wehikułem, który przeniesie ich w mniej lub bardziej odległą przeszłość. Może będzie ona również skutecznym lekarstwem na gorączkę złota, która dopadła wielu z nas na skutek doniesień prasowych na temat złotego pociągu. A ten, jak na razie, tylko z nazwy jest złoty i w dodatku wciąż nie wiemy, czy w ogóle istnieje. Skarby na Zamku też nie są złote, ale za to są realne. O czym każdy z nas na własne oczy może się przekonać.

Koniecznie przeczytaj całe wrześniowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej