Nie da się nie zauważyć, że od kilku lat browar Perła przeżywa swój renesans. Jego wzmożony rozwój i otwarcie na różne grupy odbiorców cieszą chyba wszystkich świadomych mieszkańców Lublina, a z pewnością najbardziej wielbicieli kinematografii oraz oczywiście piwa. Po stworzeniu letniego kina, udziale w Europejskim Festiwalu Smaku (o którym możecie przeczytać we wrześniowym wydaniu magazynu antidatum), punktem kulminacyjnym stało się otwarcie na początku września Pijalni Piwa Perłowa.

Lokal usytuowany w budynkach browaru przy ul. Bernardyńskiej jest bardzo niewielki. Jego serce stanowi owalny bar, przy którym wszystko się rozgrywa. Zanim jednak opowiemy o rozkoszach podniebienia, zacznijmy od uczty dla oczu. Wnętrze Perłowej jest urządzone w sposób niezwykle spójny. Ściany pokryte drewnianymi listwami tworzą przytulną atmosferę, a prawie całkowite zasłonięcie okien i stłumione światło sprzyjają zwolnieniu tempa i skupieniu się jedynie na chwili obecnej. Najmocniejszym akcentem wnętrza jest pokryty blachą bar, którego faktura ciekawie odbija światło. Charakter miejsca podkreślają butelki na piwo ustawione na półce pod sufitem, który nota bene pokryty jest lustrami, przez co dodaje wnętrzu atmosfery przyjemnego odrealnienia.

Do tej pory udało nam się zawitać w Perłowej dwukrotnie. Tuż po otwarciu wybraliśmy się tylko na piwo ze znajomymi, którzy przyjechali do Lublina z dalekiego Śląska. Piwo było bardzo dobre, a Dzikie trafiło nawet w gusta osoby nieszczególnie przepadającej za tradycyjną goryczką chmielowo-słodowego trunku. Lokal był w piątkowy wieczór mocno wypełniony, jednak znaleźliśmy dla siebie miejsce. Warto wspomnieć, że o ile nie usadowimy się w miejscu zagięcia baru, trudno jest prowadzić rozmowę z więcej niż dwoma osobami.

Za drugim razem wybraliśmy się do Perłowej w okolicach godziny trzeciej po południu, kiedy to ruch był o wiele mniejszy, a my bardzo głodni i otwarci na propozycje zawarte w menu. Ogromną zaletą samej karty jest jej rozmiar: krótka i zwięzła nie przytłacza, a jednocześnie daje wystarczający wybór osobom o różnych gustach i przyzwyczajeniach kulinarnych. Nie brakuje oczywiście przegryzek do piwa, jednak próżno szukać precelków, paluszków i chipsów popularnych marek. Dostaniemy za to prażony słód – główny składnik piwa, suszoną wołowinę, chipsy z marchwi. My wybraliśmy chipsy z selera, które pomimo zdecydowanego smaku tego warzywa były pyszne. Mięsożercy bardzo przypadła do gustu chrupiąca skórka z kurczaka, która była doskonale przyprawiona. Zaskakujące, jak atrakcyjnie można przyrządzić produkt nierzadko zaliczany do kategorii odpadków! Przekąski popiliśmy oczywiście piwem. Mój koźlak był bardzo smaczny, ale absolutnym hitem okazało się rauchbier o intensywnym, ale nie przytłaczającym wędzonym smaku.

Gwoździem programu były bardzo męskie kiełbaski szefa kuchni podawane na puree ziemniaczanym w towarzystwie cebulki duszonej w piwie oraz ketchupu i musztardy robionych na miejscu. Kiełbaski były bardzo smaczne, nic w nich nie maskowało prawdziwego smaku mięsa, choć dla posiadacza mało subtelnego podniebienia, przyzwyczajonego do smaku kiełbasy z grilla, mogą początkowo być trudne w odbiorze. Musztarda okazała się po prostu idealna. Co poniektórzy mogliby ją jeść łyżeczką ze słoika, gdyby się do takowego dorwali.

Moje burgery z soczewicy były dostatecznie wilgotne, a karmelizowane marchewki bardzo smaczne. Jedynie towarzyszące im puree z selera okazało się dla mnie wręcz duszące, jednak mam dość ambiwalentny stosunek do tego warzywa.

Wyraźnie można dostrzec, że sednem kuchni serwowanej w Perłowej jest skupienie na maksymalnym wydobyciu smaku regionalnych, najlepszej jakości składników. Szef kuchni przyprawia potrawy, jednak nie przytłacza ich nadmiarem ziół. Najlepsze jest to, że zawartość menu ma się zmieniać wraz ze zmianą pór roku! Moim zdaniem takie właśnie cechy odróżniają kuchnię od jedzenia. Cieszymy się, że Lublin zyskał miejsce, gdzie w swobodnej atmosferze, w pięknym wnętrzu można spróbować wspaniałych potraw i przekąsek oraz najlepszego piwa. Nie możemy się już doczekać kolejnych wizyt w Perłowej.

Łucja