pączki_1

 

 Są dwa rodzaje pączków: jedne pochodzą z piekła, a drugie z samiuśkiego nieba. Te pierwsze są suche i jednocześnie przesiąknięte starym tłuszczem, a pseudo-lukier odpada od nich całymi płatami przy pierwszym dotknięciu. Ponadto w jednym kąciku mają wstrzykniętą szprycą maleńką kulkę najpośledniejszej marmolady. Te drugie, ciastka z raju, tak naprawdę zazwyczaj pochodzą z maminej lub babcinej kuchni. Są lekkie jak puch, a jednocześnie wilgotne, ich kawałki po odgryzieniu rozpływają się w ustach. Wewnątrz mają najlepszy, niesamowicie aromatyczny krem z owoców róży, a na wierzchu błyszczący lukier i domową kandyzowaną skórkę pomarańczową. Przyznam, że to mój ideał pączka. Inni lubią je na przykład z kajmakiem, posypane cukrem pudrem. Kombinacje są nieskończone, ale wszystkie dobre pączki świata łączy jedno – najwyższej jakości składniki i serce włożone w ich przygotowanie.

Kiedyś w Lublinie łatwiej było o dobre pączki z piekarni, czy cukierni. Najlepsze były ponoć w nieistniejącej już cukierni u Madeja na Krakowskim Przedmieściu oraz u Chmielewskiego. Dawny Chmielewski, gdzie jako dziecko chodziłam z Ciocią na płonące lody, niestety już nie istnieje, a to, co z niego zostało, serwuje wypieki tak nierówne, że właściwie strach ryzykować. Obecnie na dość wysoką jakość stawia Vanilla na ulicy Przechodniej. Swoich zwolenników mają również pączki z małej cukierni na Probostwie. W tłusty czwartek z pewnością warto spróbować dzieł Sweet Baker z ulicy Jaspisowej 22. Dziewczyny otworzyły swoją cukiernię niedawno i od razu zrobiły furorę. Wegańskie pączki w święto obżarstwa zaserwują Pomylone Gary oraz zapewne Umeå.

My jednak oczywiście namawiamy Was do tego, abyście sami przygotowali swoje wymarzone ciastka. Nawet, jeśli nie macie troskliwej i przekarmiającej babci, czy mamy, zapewniam, że możecie mieć idealne pączki. My proponujemy Wam wprowadzenie kilku wariacji, dzięki którym będą wyjątkowe i bardzo… migdałowe.

Pączki bardzo migdałowe (składniki na ok. 35 dużych lub całe mnóstwo malutkich)

  • 500 g lekkiej mąki pszennej
  • 40 g świeżych drożdży lub dwie saszetki suchych
  • szklanka lekko podgrzanego mleka migdałowego (można zastąpić krowim)
  • 6 żółtek od kur, które mają dobre życie
  • 100 g masła, stopionego i ostudzonego
  • 100 g cukru
  • ½ łyżeczki soli
  • Kieliszek wódki/spirytusu lub najlepiej amaretto
  • 1-2 litry oleju rzepakowego lub słonecznikowego do smażenia
  • cukier puder do posypania lub polukrowania

na ewentualne nadzienie:

  • kawałek marcepanu
  • trochę mleka migdałowego

Wszystkie składniki i naczynia muszą być w temperaturze pokojowej. Do ciepłego mleka wkruszam lub wsypuję drożdże, łyżeczkę cukru, trochę mąki i pozostawiam aż lekko „ruszą”. Żółtka ubijam z cukrem, aż zrobią się jasne i kremowe. Do dużej miski przesiewam mąkę, dodaję do niej ubite żółtka i rozczyn z drożdży, sól oraz alkohol i zagniatam przez około 10-15 minut. Dodaję masło i dalej ugniatam, aż wszystko idealnie się połączy. Przykrywam miskę folią lub wilgotną ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce bez przeciągów na 1-2 godziny, do podwojenia objętości ciasta. Po wyrośnięciu dzielę ciasto na kilka części, każdą z nich rozpłaszczam na grubość 1,5-2 cm i kieliszkiem lub szklanką wycinam kółka. Układam na posypanej mąką powierzchni, przykrywam i pozostawiam do ponownego wyrośnięcia. W garnku rozgrzewam olej do 170°C. Wrzucam do niego pączki w takiej ilości, aby swobodnie pływały i smażę do zrumienienia po obu stronach. Wykładam na ręcznik papierowy, studzę i posypuję cukrem lub lukruję. Dla pełni migdałowej orgii pączki można przed lub po usmażeniu nadziać kremem marcepanowym. Przygotowuję go miksując gotowy marcepan z mlekiem migdałowym aż do uzyskania pożądanej konsystencji.

Spróbujcie przyrządzić takie pączki, niekoniecznie na tłusty czwartek. Z pewnością nie pożałujecie!

Łucja