Wstałem trochę wcześniej z postanowieniem wyjścia z domu, aby utrwalić w pamięci obraz najbliższego otoczenia w tym – przecież tylko umownym – dniu. Wycieczkę zarejestrowałem okiem aparatu. Trasa to nie jakaś ekstra wyprawa, tylko spacer w promieniu jednego, dwóch kilometrów wokół domu – wędrówka utartym szlakiem, którym przemierzamy okolicę w chwilach wolnych od domowych zajęć, a tych w domu na wsi nigdy nie brak. Tego typu obrazki może zaobserwować każdy, choć odrobinę wyczulony na uroki natury, jeśli tylko podejmie wysiłek wystawienia nosa poza opłotki miasta.

Nadchodzi jesień, co widać i czuć. Zmienia się aura, noce i ranki są już zimne, a i zmrok zapada coraz wcześniej. Zaczynają się już snuć dymy palonych liści i charakterystyczne zapachy błądzą po polach i ogrodach. Zaorane po żniwach pola wyblakły i straciły swą letnią soczystość. Ja nie żałuję lata, bo jesień to moja ulubiona pora roku. Lubię ją za te zgaszone kolory, charakterystyczne sfumato w powietrzu, które zaciera ostrość kształtów. Lubię wiatr i szmer przesypujących się liści. Przede wszystkim lubię jednak nastrój jesiennej nostalgii.

Wychodząc z domu wczesnym rankiem nie spodziewałem się dostrzec wyraźnych oznak jesieni. Wrzesień bywa często jeszcze bardzo letni, choć w tym roku wyraźnie czuć już jesień. Choć miejsce w którym mieszkamy nie jest szczególnie oddalone od cywilizacji, to natura jest tu bardzo blisko. Trzeba tylko chcieć ją dostrzec. Aby obserwować pasące się sarny wcale nie trzeba posiąść traperskich umiejętności. Sójki i inne ptaki są na wyciągnięcie ręki. Nad wypływającym ze źródła wartkim strumieniem cierpliwie wypatrują zdobyczy zimorodki. Nad gołymi już polami zataczają regularne kręgi drapieżniki, a na przydomowej leszczynie „pracują” wiewiórki.

Chociaż ten ranek niczym nie różnił się od poprzedniego, to wnikliwy obserwator łatwo dostrzeże symptomy nadchodzącej jesieni w kolorach, zachowaniu zwierząt, a starsi poczują ją w kościach. Bardziej zagonieni, lub mniej wrażliwi muszą zdać się na kalendarz. Ja wolę wyjść z domu niż zrywać kolejną kartkę w kalendarzu. Wolę poczuć jesień w powietrzu i odczuć na własnej skórze te wszystkie zmiany, które niesie.

Andrzej