nieak7_1

 

Na przełomie lat 1924 i 1925, podobnie jak we wcześniejszych miesiącach, w lubelskiej prasie można znaleźć wiele ciekawych i z perspektywy czasu zabawnych ogłoszeń oraz reklam, dlatego zanim przejdę do newsów, przytoczę Wam kilka anonsów. Zacznijmy może od rozrywki:

Wielki Kino-Teatr COLOSSEUM

Wspaniały program świąteczny dla starszych i młodzieży.

RIN-TIN-TIN

Sala dobrze ogrzana.

Arcydzieło największej na świecie wytwórni „Hollywood”

WILCZUR z KABIRU

Wielka tragedia przeżycia ludzi i psa –

Pokaz tego obrazu jest prawdziwą ucztą dla miłośników zwierząt, którzy zobaczą w nim wstrząsające epizody walk i zmagań niesłychanie zmyślnego psa. Dotąd niewidziana nadzwyczajna tresura.

Muzyka pod batutą prof. Stembrowicza.

Konkurencja Colosseum oferowała występy gwiazd:

Kino-teatr „CORSO”

Jeszcze tylko trzy gościnne występy

„QUI PRO QUO” z Warszawy z udziałem

  1. Macherskiej, Z. Pogorzelskiej, E. Bodo, J. Borońskiego, W. Jastrzębca, W. Macherskiego, K. Toma i Zygmunta Wichlera.

28-go „KUPA ŚMIECHU”

29 i 30 „PĘKAJCIE NARODY”

Artystyczna wystawa, własne dekoracje i rekwizyty.

-Bilety wcześniej do nabycia w Kasie Kino-teatru „Corso”-

Poniżej, obok uroczego rysunku gumowca w kształcie damskiego pantofla na obcasie, czytamy:

Popierajcie Przemysł Krajowy!

Żądajcie wszędzie

KALOSZY

Pierwszej w Polsce fabryki

„PEPEGE”

Kaloszy i obuwia sportowego

Polski przemysł gumowy

Tow. Akc.

W Grudziądzu

W tym samym wydaniu pojawia się artykuł pod tytułem godnym kryminału z kiosku – „Krwawe święta”. Okazuje się, że „w czasie tegorocznych świąt Bożego Narodzenia dało się zauważyć wiele przykrych scen na ulicach, kończących się zazwyczaj krwawo”. Redaktor podaje dane statystyczne: „za zakłócanie spokoju publicznego i opilstwo pociągnięto do odpowiedzialności sądowej 30 osób, za bójki kilkanaście”. Dalej możemy przeczytać szczegóły jednego z wydarzeń, które jest makabryczne i moim zdaniem raczej nie da się go określić mianem bójki: „do jednej z najkrwawszych należała bójka przy ulicy Skibińskiej. Niejaka Józefa Pomorska przed domem N°1 przy tejże ulicy oblała kwasem siarczanym twarz Janowi Koperczakowi, wypalając mu oczy”. Jakby tej tragedii było mało, „ojciec jej Józef Pomorski chwyciwszy siekierę pobił go dotkliwie”. Zblazowany redaktor relacjonuje dalej, że „wezwane Pogotowie Ratunkowe odwiozło poszwankowanego w stanie groźnym do szpitala Szarytek. Tłem, na jakim bójka powstała miała być zemsta Pomorskich – córki i ojca – za to, że Koperczak żył w bliskich stosunkach miłosnych z żoną Pomorskiego.” To wydarzenie oraz beznamiętny sposób jego relacjonowania pokazuje, że przemoc nie jest znakiem jedynie dzisiejszych czasów.

Dowiadujemy się również, że święta upłynęły „pod znakiem pożarów”, podobnie jak tegoroczne. Z tą różnicą, że dziewięćdziesiąt lat temu udało się uniknąć ofiar. W większości przypadków ogień udało się ugasić jeszcze przed przybyciem „straży ogniowej”.

W Głosie Lubelskim z 30 grudnia 1924 roku pojawił się artykuł, który ze względu na uroczą polszczyznę przytoczę w całości. „Kiedy egzamina? Ogół urzędniczy w naszym środowisku szykował się pilnie i gorączkowo do egzaminów, które nastąpić miały w początkach nadchodzącego roku. Uczęszczano pilnie na kursa (broń Boże nie tylko dlatego, że egzamina były blisko), przysposabiano się, oczekiwano, otrzymano pochlebne świadectwa z kursów, nabierano odwagi… a egzaminów jak niema, tak niema, i niema również nadziei, by nastąpiły w niedługim stosunkowo czasie. Z tego powodu w sferach urzędniczych panuje jak słychać nowe rozgoryczenie, nowa żółć…”

W Sylwestra czytamy o wydarzeniu, które opisywane z oburzeniem, dziś wydaje się nieszkodliwą krotochwilą. „Dancing Na Kościuszki. Karnawał się rozpoczął. Kto żyw pragnie się bawić i tańczyć”. Dziś też większość chce się bawić, ale amatorów tańca jest stanowczo mniej. Dalej autor opisuje rozrywkową ofertę naszego miasta: „ubogi w dancingi oficjalne Lublin śpi jeszcze, oczekując Sylwestra, pomysłowa jednak łobuzerja miejska, bawi się ekonomicznie, bo za darmo, w bramach domów”. Dziś w bramach króluje tanie wino lub setka plus tymbark. Dziewięćdziesiąt lat temu: „wczorajszej nocy byliśmy świadkami zabawy w bramie domu nr 3 przy ul. Kościuszki. Dobrane jakieś dwie pary, mimo padającego mokrego śniegu, przy dźwiękach harmonijki zawzięcie schimmowały, budząc ułożonych już do snu mieszkańców. Pomimo wszelkich perswazji zbudzonych, rozbawiona czwórka ani myślała ustąpić hałasując w niemożliwy sposób niemal do godziny 3 w nocy”. Rozumiem irytację obudzonych, jednak gdybym miała wybierać między imprezą taneczną przy dźwiękach harmonijki a pijackimi rykami przy wtórze disco polo, postawiłabym na to pierwsze. Autor kończy swój tekst zapytaniem, gdzie wówczas była policja i odpowiada na nie „była, słyszała, lecz nie myślała interweniować. Dlaczego?”

Ciąg dalszy przeczytasz w styczniowym wydaniu magazynu antidatum.

Łucja