W działach miejskich gazet codziennych z drugiej połowy października i początku listopada 1924 roku wcale nie odczułam przygnębiającej atmosfery jesieni. Nawet artykuły dotyczące zjawisk i wydarzeń, które niezwykle bulwersowały ich autorów, wydają się być napisane z lekkim przymrużeniem oka, lub są zabawne dla współczesnego odbiorcy.

Na łamach wydania Głosu Lubelskiego z 19 października wzrok czytelnika przykuwa tytuł „Cukiernia, czy buda z wodą sodową?”. Już samo pojęcie budki serwującej samą ino wodę sodową może się nam wydać dziwne. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak popularnym i pożądanym napojem była wtedy dzisiejsza woda gazowana. Wracając jednak do artykułu, jego oburzony autor o wyraźnie antysemickich przekonaniach, relacjonuje, jak Żydzi, „kupcy od wode sodowe” radzą sobie z wprowadzeniem nakazu zamykania sodówek o godzinie siódmej wieczorem. „(…) wpadli na wyborny koncept. Oto ze względu że jadłodajnie, cukiernie i herbaciarnie mają prawo być otwarte do godz. 12 w nocy, czynią starania o przerobienie ich bud z wodą sodową, żydowskimi cukierkami i podejrzanej czystości smakołykami, na szumnie brzmiące zakłady „cukiernia” lub „herbaciarnia”. Oszczędzę Wam szczegółowych opisów tragicznych warunków sanitarnych lokali, w których nierzadko (o zgrozo!) serwuje się również wódkę. Na koniec autor oczywiście zwraca na to uwagę „naszych władz sanitarnych i policyjnych”.

Kilka stronic (a raczej klatek mikrofilmu) dalej możemy przeczytać elektryzującą wiadomość o mających się odbyć „niezwykle interesujących wyścigach cyklistów w Cyklodromie lubelskim”. Cyklodrom znajdował się przytulicy Ogrodowej 2 i gościł imprezę organizowaną przez „Lubliniankę”. Wabikiem dla publiczności z pewnością był fakt, iż „podczas wyścigów przygrywać będzie orkiestra”. Ogólne zaciekawienie budził „bieg o tytuł mistrza Lublina na rok 1924 oraz bieg (…) z trzema finiszami o 3 rzetony”.

Dalej dowiadujemy się, że to nie koniec rozrywek oferowanych mieszkańcom Lublina. 8-go listopada odbyła się „jesienna maskarada” zorganizowana przez „T-wo Pogotowie Ratunkowe w Sali KinoTeatru Corso dla zasilenia zupełnie wyczerpanej kasy”. Ponieważ podobnej zabawy nie było w mieście od końca karnawału oraz „że wszystkie zabawy Pogotowia Ratunkowego zawsze doskonale się udają, przypuszczać można, że gości zbierze się tyle, wiele tylko będą mogły pomieścić popularne w Lublinie sale KinoTeatru Corso”.

Lublinianie nie tylko doskonale bawili się w celach charytatywnych tamtej jesieni. Pomagali potrzebującym też całkiem bezinteresownie. Gazeta codzienna była zaś nie tylko źródłem informacji, ale i narzędziem komunikacji pomiędzy obywatelami. W notce pod tytułem „Podziękowanie” podpisanej przez niejaką F. Jaworowską czytamy: „składam serdeczne Bóg zapłać Panu Krychowskiemu ze Sławina za dwie kopy kapusty, jeden metr buraków, jeden metr brukwi, jeden metr marchwi, udzielone dla ochrony IV.”

Dalej widnieje krótka informacja zatytułowana „Z komisji Przeciwalkoholowej”. Czytelnik dowiaduje się o mającym się odbyć zebraniu rzeczonej komisji, która radzić będzie nad haniebnymi przypadkami nielegalnego wyszynku. Amatorów przeróżnych mocnych trunków mogła zaniepokoić informacja, że „przybędzie nowa serja kar, które by nareszcie wpłynęły na lubelskich nałogowców mitygująco.” Niestety autor nie podaje, jakiego rodzaju miałyby to być kary.

Ciąg dalszy przeczytasz w listopadowym wydaniu antidatum.

Łucja