Lato w 1914 roku było bardzo gorące. Rozżarzone ulice i budynki bardzo dawały się we znaki mieszkańcom Lublina. Ulga nie przychodziła wraz z gwałtownymi burzami, które wcale nie oczyszczały atmosfery, a jedynie powodowały dodatkowe straty. Można powiedzieć, że pogoda w znacznym stopniu odzwierciedlała gorącą i napiętą atmosferę na arenie polityki międzynarodowej. Echa epokowych wydarzeń docierały do Lublina wieloma kanałami, prasa relacjonowała rozwój wypadków w kraju i Europie, co jednak wcale nie oznaczało, że Lublinianie przestali z napięciem śledzić doniesienia z „własnego podwórka”.

W wydaniu „Życia Lubelskiego” z 11 czerwca możemy przeczytać, że „P. Tadeusz Piotrowski, dyrektor banku Warszawskiego, dokonał kupna posesji (…) zajmującej miejsce przy ul. Namiestnikowskiej, pomiędzy gimnazjum a kościołem, pod budowę gmachu mającego mieścić przyszłe Muzeum i Bibliotekę im. Hieronima Łopacińskiego”. Na działce, o której mowa, przy obecnej ulicy Narutowicza, pomiędzy III LO a kościołem pobrygidkowskim, stoi dziś gmach biblioteki Łopacińskiego, gdzie w czytelni zbiorów specjalnych czytam zmikrofilmowane wydanie „Życia Lubelskiego”.

W kolejnym wydaniu „Życia” znajduje się zapowiedź „wieczornicy gimnastycznej” organizowanej w najbliższą niedzielę (14.06.1914) przez towarzystwo „Przyszłość”. W programie znajdują się pokazy gimnastyczne, m.in.: „ćwiczenia na przyrządach”, „ćwiczenia szwedzkie”, a nawet „ćwiczenia laskami wykonywane przez zastęp męski” oraz „ćwiczenia maczugami wykonywane przez zastęp żeński”. Na zakończenie wieczoru, dla tych którym wciąż mało będzie mocnych wrażeń, przewidziano tańce.

18 czerwca, w artykule pod tytułem „Z nieporządków miejskich”, możemy przeczytać słowa, które okazują się aktualne mimo upływu okrągłych stu lat i mogłyby z powodzeniem posłużyć opisowi wielu miejsc współczesnego nam Lublina: „chodniki przy ul. Zamoyskiej naprzeciwko „Rusałki” aż do mostu należałoby doprowadzić do porządku, gdyż przechodnie narażeni są w ciemnościach na wykręcanie nóg”.

Pod koniec czerwca jeden z redaktorów napisał dowcipny tekst pod tytułem „Nowy środek przeciwko pijaństwu”, w którym opisuje wypadki, do których doszło w „restauracyi Tivoli” przy ul. Królewskiej, gdzie niejaka P.K. „wszczęła awanturę i powybijała szyby z tej racyi, że małżonek jej zbyt często odwiedza ów przybytek i składa hołd Bahusowi”. Zaskakujące jest, jak aktualne są dziś problemy społeczne, które nękały Lublin na początku XX wieku.

W lipcu 1914 roku na łamach lubelskich gazet prawie codziennie pojawiały się informacje dotyczące stanu zdrowia Jego Ekscelencji biskupa Jaczewskiego. Arcypasterz po długiej chorobie „został dysponowany na śmierć i przyjął Oleje święte”. Z Watykanu otrzymał również telegram ze „specjalnym” błogosławieństwem od Ojca Świętego. Biskupowi nie udało się przezwyciężyć choroby i 23 lipca Lublin pogrążył się w żałobie.

Ciąg dalszy przeczytasz w drugim wydaniu magazynu antidatum

Łucja