nieakt_19_1

W specyalnej agencyi i szkole rzemiósł

Wszyscy wiemy, że początek XX wieku był czasem przyspieszonego rozwoju w każdej dziedzinie ludzkiego życia, także w medycynie. Wraz ze styczniem 1916 roku mieszkańcy Lublina mający problemy z kręgosłupem, stawami i dawnymi urazami nie musieli już w celu ulżenia swoim cierpieniom jeździć do stolicy, gdyż w mieście pojawił się

ORTOPEDYSTA.

Niniejszym zawiadamiam Szanowną Publiczność,

że założyłem swoją specyalną pracownię na aparaty,

gorsety, nogi sztuczne i szczudła.

Przy zakładzie „Żar” – Krakowskie Przedmieście n-r 52.

Dziś mamy też praktycznie nieograniczony dostęp do wszelkich towarów i usług – dzięki wynalazkowi Internetu. Jeżeli tylko dysponujemy odpowiednimi środkami, w ciągu góra dwóch tygodni na naszym progu może wylądować praktycznie każdy produkt nawet z najodleglejszych zakątków świata. Sto lat temu oczywiście dostęp do towarów nie był tak prosty, ale i informacja o tym, od kogo i gdzie najlepiej jest kupować nie była powszechna. Stąd w gazetach codziennych znajdujemy takie ogłoszenia:

Zaoszczędzi!!! Poważnych wydatków i czasu,

kto przed wyjazdem po sprawunki do Austryi, Węgier, Czech, Morawii i Galicyi

zasięgnie informacyi co do stosunków handlowych, transportowych, celnych

oraz co do firm pierwszorzędnych wszystkich gałęzi

handlu i przemysłu – Biurze Agencyi Handlowej

  1. MIERZYNSKIEGO, Gubernatorska 10.

Takie ogłoszenia wiele mówią o dawnym świecie, są też skarbnicą uroczych i zabawnych sformułowań. Można się również dowiedzieć, że niektóre słowa, choć nadal używane, z czasem nabrały zupełnie innego znaczenia, niż miały pierwotnie. Dziś raczej nikt przy zdrowych zmysłach nie reklamował by się w miejskiej gazecie jako stręczyciel, a tymczasem w Głosie z 5 stycznia 1916 roku znajdujemy taki oto anons:

Stręczycielka służących poleca:

kucharki, pokojowe oraz lokajów, stróżów i t. p. do wszystkiego.

Wiadomość od 1 do 3-ej po południu ul. Powiatowa 5

u W-ej p. Zielińskiej (od bramy po lewej ręce):

Agnieszka Szykołówna

Nie od dziś wiadomo, że Lubelszczyzna ma bogatą tradycję rękodzielniczą. Nie należy jednak takiej twórczości kojarzyć jedynie z gałgankowymi chodnikami, słomianymi zabawkami i haftami powstającymi pod strzechami w długie zimowe wieczory. W samym Lublinie istniały też szkoły uczące prac manualnych, a wśród nich „ARTYSTYCZNA Szkoła Rzemiósł dla Kobiet”, której działalność obejmowała „następujące działy: krawiecczyznę, krój, haft, krawaty, kwiaty sztuczne, pończosznictwo, introligatorstwo, tkactwo i rysunki.” Z anonsu dowiadujemy się, iż „Kierowniczka szkoły jest osoba fachowa, kilkoletnia uczennica szkoły p. Br. Karpowiczówny, oprócz tego każdy dział prowadzony będzie przez wykwalifikowanych nauczycieli i nauczycielki”, a po ukończeniu dziesięciomiesięcznego kursu „nastąpi pokaz samodzielnych prac uczennic i wydanie świadectw podpisanych przez nauczycielki oraz zaproszonych sędziów specjalistów.” Zaczerpnąć bliższych informacji oraz zapisać się można było w Kancelaryi Szkoły przy ulicy Orlej, dom Szperlinga, na pierwszym piętrze.

Ciąg dalszy nieaktualności pzreczytasz w najbliższym wydaniu magazynu antidatum, które ukarze się 20 lutego 2016.

Łucja