nieakt_15_1

 

Bodaj-to postęp!

Wrześniowe wydanie nieaktualności zacznijmy mocnym akcentem – najgorętszą nowinką technologiczną, której opis znalazłam w Głosie Lubelskim z 24 sierpnia 1925 roku: „Zmierzch pokojówek. W Warszawie ukazał się w sprzedaży dowcipny przyrząd poruszany elektrycznie, który wysysa szybko i dokładnie kurz z podłóg, sprzętów i ubrania (aspirator). Siła ssąca odkurzacza jest tak wielka, iż wchłania nawet drobne monety, a jednocześnie wytwarza ozon, odświeżając w pokoju powietrze. Cena stosunkowo niewielka bo 250 zł, płatne w 4ch ratach przyczyni się niewątpliwie do rozpowszechnienia tej namiastki pokojówki. W ogóle popularne już dziś na zachodzie hasło la maison sans domestique doprowadzić może wkrótce (świat się śpieszy…) do zmierzchu zawód pokojówek, a nawet (o nieba!)… kucharek. Bodaj-to postęp! Im dalej w las – tym więcej bezrobotnych…”. Ostatnie stwierdzenie, wypowiedziane w kontekście wejścia na rynek odkurzacza, okazało się z perspektywy czasu wciąż zadziwiająco aktualne, dawno po tym, gdy z większości domostw zniknęła służba.

Z początkiem września, a może bardziej roku szkolnego, można było dostrzec zwiększoną ilość różnorodnych loterii fantowych i innych akcji na cele dobroczynne. Miały dość skomplikowaną formę, a nagrody, choć w większości dość uniwersalne, w pewnej części raczej nie zachęciłyby dzisiejszego odbiorcy: „Baczność! Imponująca sprzedaż Piramidek – niespodzianek zapowiada się w dniu 4 i 5 września r. b. na rzecz sierot Domu Zarobkowego. Każda druga Piramidka zawierać będzie bon na cenne niespodzianki w postaci: maszyn do szycia, zastaw platerowych, pierścieni złotych z prawdziwemi brylantami, wielką ilość złotych i niklowanych zegarków itp. Clou jednak tej sprzedaży stanowią zupełnie darmowe premje dodawane wszystkim tym, którzy zakupią jednorazowo 10 Piramidek. Na darmowe premje składają się bardzo ładne przedmioty jak kandelabry, zegarki złote, flakoniki z bronzami, zestawy platerowe na 6 osób, rowery, rasowe prosięta i t. p… To też nie wątpimy, że w dniach sprzedaży na rzecz sierot, życzliwi tym najbiedniejszym spotkają się przy kupnie Piramidek.” Dziś próżno szukać loterii dobroczynnej z TAKIMI nagrodami!

Głos Lubelski, choć świetny pod względem informacyjnym i pełen uroczych z naszej perspektywy anegdot oraz reklam, miał jedną rażącą wadę – był gazetą przesyconą antysemityzmem, który objawiał się nie tylko wszechobecnymi hasłami typy „swój do swego po swoje”, czy przyjmowaniem ogłoszeń jedynie od firm „chrześcijańskich”. Artykuł z pierwszego września, który przytoczę jest przykładem radosnego podkreślania przywar i satysfakcji z wytykania przewinień przedstawicieli ludności żydowskiej, jednak zacytuję go ze względu na szokujący dziś poziom wulgarności wspomnianych w tekście wulgaryzmów oraz ciekawe określenie tego rodzaju języka: „Magistratowi pod uwagę. Od szeregu czytelników otrzymaliśmy skargi na nieodpowiednie zachowanie się p. kontrolera autobusów – żyd Berek F., który w sposób arogancki i ordynarny traktuje pasażerów. Wyrazy za mordę wyrzucić, brać ich za pysk są stałym słownikiem tego pana. Informatorzy nasi tą drogą proszą Magistrat o wglądnięcie w sprawę i wpłynięcie na spółkę autobusową w celu usunięcia kontrolera traktującego publiczność w stylu typowo lubartowskim.”

Po całym Lublinie porozsiewane są sklepy Lubelskiej Spółdzielni Spożywców. Choć część z nich odnowiono, wiele wydaje się być jeszcze reliktem poprzedniej epoki: zblazowane ekspedientki w kwiecistych podomkach, obdarte regały pomalowane farbą olejną, nieatrakcyjnie wyeksponowane produkty. To sprawia, że sklepy L.S.S. często przegrywają z nowoczesnymi marketami. Okazuje się, że dziewięćdziesiąt lat temu podobna sieć również miały swoich przeciwników: „Członkom i sympatykom L.S.S. smacznego. Lubelskie Stowarzyszenie Spożywców, znane na terenie naszego miasta ze swej działalności wywrotowej, daje się obecnie poznać  i z wielu innych stron ujemnych. Dbali o zdrowie rzesz robotniczych ostatnio, jak zdołała zauważyć policja, zaopatrywali swych członków i sympatyków w pieczywo pochodzące z własnej piekarni a tak brudne i niehygienicznie wypiekane, że musiano kierownika piekarni L.S.S.-u Franciszka Ziemnickiego pociągnąć do odpowiedzialności. Członkom i sympatykom Stowarzyszenia zaopatrujących się w pieczywo i inne artykuły w sklepach L.S.S.-u życzymy zatem smacznego.”

Koniecznie przeczytaj całe wrześniowe wydanie magazynu antidatum.

Łucja