nieak_14_1

W tym miesiącu mam dla Was kawałek dobrych nieaktualności, których dostarczył nam Głos Lubelski z 1925 roku. Bez zbędnej zwłoki zaczynajmy więc. Koniec lipca, podobnie jak w tym roku przyniósł mieszkańcom Lublina upały: „Po długotrwałych deszczach mamy wreszcie piękną pogodę lipcową. Pod jej znakiem upłynęła również niedziela wczorajsza. Jak zwykle miejscowości podmiejskie cieszyły się wielką frekwencją wycieczkowiczów”. Jesteście ciekawi, jakie to miejscowości? „A więc Sławinek, Świdnik, Minkowice, Jaszczów i t.d. gościły moc lublinian sycących się wrażeniami wsi w okresie żniwnym: czerpiąc na zapas do przyszłej niedzieli. Autobusy i taxis’y miały jak zwykle w niedzielę, swe żniwo.” Nie wszyscy jednak lublinianie vel lubelacy wyruszyli za miasto: „Miłem urozmaiceniem dla spacerowiczów w Ogrodzie Saskim był od tak dawna upragniony koncert orkiestry wojskowej.” W dzisiejszych czasach pełnych intensywnych doznań i rozbudowanych mediów uderza, że ktoś na początku XX wieku mógł nazwać koncert orkiestry wojskowej w parku „upragnionym”. Na nim jednak niedzielne rozrywki się nie skończyły: „Na boisku sportowem W.K.S. sypał Hakoanowi bramkę po bramce, a z boiska Sokoła do późna w noc dolatywały dźwięki… polskie. Lublin bawił się dobrze.”

Poważna gazeta, jaką był Głos opisywała oczywiście nie tylko rozrywki mieszkańców Lublina. 20 lipca ukazał się krytyczny artykuł dotyczący ładu przestrzeni miejskiej pod mocnym tytułem „Ruiny w centrum miasta”, który okazał się nie być przenośnią ani hiperbolą: „Mimo częstych uwag prasy, plac po zburzonym soborze wciąż przedstawia malownicze rumowisko pełne jezior, wąwozów i dolinek, które są rajem dla czułych, a mniej wybrednych parek, zaś dla miasta niewyczerpanym źródłem kurzu. Dowiadujemy się, że gruz tu nagromadzony, był trzymany w rezerwie dla celów budowy Domu Żołnierza Polsk. I dopiero przed kilku dniami p. kpt. Dobrzański zdecydował się odstąpić go miastu.” Dalej dowiadujemy się, że Magistrat zaczął gruz ten wywozić na ulicę Szopena i na Wieniawę, jednak według redaktora robi to w „zbyt powolnem tempie, a wszak miasto ma do rozporządzenia 40 par koni”. Po kolejnych kilku zdaniach utyskiwań czytamy: „Przy tej okazji nadmieniamy, iż został ogłoszony konkurs w sprawie uregulowania placu Litewskiego, który ma być placem reprezentacyjnym miasta.” To przywodzi na myśl sytuację, którą mamy dzisiaj, z tą różnicą, że wówczas plac był rumowiskiem, a dziś jest w pełni funkcjonalną przestrzenią rekreacyjno-reprezentacyjną w centrum Lublina.

W żadnym z wydań nieaktualności nie może zabraknąć choć jednego wyjątku z afisza któregoś w wiodących kin. A oto i one:

Wielki Kino – Teatr

Colosseum

- DZIŚ -

Kilka kartek niedawnej przeszłości

zbogaconego chamstwa

TANIEC ZŁOTA I NĘDZY

Aktualny dramat w 8 aktach

W rolach głównych piękna LEE PARRY i słynny WERNER KRAUSS

Muzyka pod batutą prof. STEMBROWICZA

Konkurencja dostarczyła nam za to następującej rozrywki:

Kino – Teatr „CORSO”

Od czwartku 30 lipca b. r.

Wyświetlany przepiękny obraz…

U PROGU ZDRADY (Królowa baletu)

Wszechpotężny dramat erotyczny w 7-miu aktach

osnuty na tle konfliktów małżeńskich.

W roli głównej występuje premiowana piękność A. AYRES

Nie sądzę, aby ktokolwiek mógł się oprzeć wszechpotężnemu dramatowi erotycznemu z udziałem premiowanej piękności.

Wróćmy jednak do uwag na temat przestrzeni miejskiej, których było w ówczesnej prasie bardzo dużo. Artykuł pod tytułem „Chodniki ze smoły” jest w wielu miejscach wciąż zadziwiająco aktualny: „Asfalt jest jednym z najwytworniejszych materjałów na chodniki i jezdnie, trzeba jednakże umieć go przyrządzić i położyć. Niektóre chodniki asfaltowe w naszem mieście, jak na przykład na rogu Kołłątaja i Krak. Przedm. są tak miękkie, że wystarczy przystanąć na kilka minut aby laska i obcasy trzewików ugrzęzły w lepkiej smole, której domieszano za wiele, a następnie położono zbyt grubą warstwę tego i tak już zbyt miękkiego asfaltu. We Lwowie, gdzie przed dworcem podobną zrobiono omyłkę chodniki zostały zerwane i położone na nowo. Sądzimy, że Lublin skorzysta z przykładu.” Najwyraźniej „Lublin” nie za bardzo się przykładem przejął, bo po dziś dzień są miejsca, gdzie w upalny dzień przechodnie nieomal grzęzną w miękkim asfalcie, a dzieci mają przednią zabawę z wciskaniem kapsli w nawierzchnię.

Wśród ogłoszeń zlokalizowanych na ostatniej stronie gazety, pośród wszelakich palt i pralek przeznaczonych na sprzedaż oraz posad i mieszkań lub pokojów do wynajęcia, znalazł się następujący anons:

Nowość!               Nowość!

Dr. Rafael Mabuze

Jak zostać HYPNOTYZEREM?

Książka o niezwykle ciekawej treści wysyła się po wpłaceniu 2 złotych

na konto P.K.O. 100.859

I pomyśleć, że za jedyne 2 złote można było przenieść się do świata, w którym tajemniczy mężczyźni o egzotycznych nazwiskach nauczają hypnozy, a książki wysyłają się same po wpłacie na sześciocyfrowe konto!

Na koniec zaserwuję Państwu podwójną dawkę humoru. Najpierw przeczytajcie koniecznie najśmieszniejszy dowcip, na jaki udało mi się w Głosie natrafić:

„Auto na wsi

Kaśka: – Ot głupie koniska, żeby się tak bać maszyny! Leci to leci, cóż takiego wielkiego!

Bartek: – Widzita, jaka mądrala! A jak byś tak zobaczyła portki same po drodze lecące bez chłopa to co? Nie zlękłą byś się?”

W wydaniu z 9 sierpnia, w szpalcie „Z Województwa” pojawił się za to artykuł opisujący prawdziwe wydarzenia, ale w przeciwieństwie do dowcipu tak zabawny, że przytoczę go Państwu w całości: „Przygoda jednego wieprza. Mieszkaniec wsi Łopiennik Górny gminy Łopiennik pow. Krasnystawskiego Ornal Paweł, miał w chlewie potężnego wieprza, na którego od dawna złodzieje ostrzyli sobie apetyty. Aż wreszcie w nocy, z dnia 30 na 31 ub. m. za pomocą wyrwania w ścianie dwóch bali, dostali się do chlewa przez okno i przedstawiciela rodu świńskiego skradli. Nazajutrz poszkodowany zameldował o kradzieży policji, która przystąpiła niezwłocznie do poszukiwań. W kilka godzin później zostały one uwieńczone pełnym sukcesem. Wieprza odnaleziono w odległości 3 km od rodzinnego domu, leżał nieborak w polu, ze skrępowanemi nogami i ryjem – żeby nie krzyczał. Odszukano niezadługo i sprawcę całej awantury, którym okazał się recydywista Stanisław Jęczeń, zbiegły z więzienia w Chełmie. Nocnego amatora wieprzów przekazano do dyspozycji Sądu Pokoju w Gorzkowie, a wieprz powędrował do prawego właściciela.”

Koniecznie przeczytaj całe sierpniowe wydanie magazynu antidatum.

Łucja