niaktu1

 

Przed II Wojną światową szycie ubrań u krawca lub krawcowej było powszechnym sposobem kompletowania garderoby. W czasach PRL samodzielne lub zlecone szycie było odskocznią od wszechobecnej szarzyzny i bylejakości. Kiedy wszystkie tak pożądane gotowe ubrania „światowych” marek stały się osiągalne, zapanował szał na dostępne ubrania zgodne z najnowszymi trendami, a w XXI wiek większość społeczeństwa weszła ubrana w najnowsze kolekcje zadomowiających się na polskim rynku modnych sieciówek. W momencie, gdy dostrzegalne stało się, iż ludzie zaczynają wyglądać identycznie, niektórzy powrócili do samodzielnego lub zleconego szycia ubrań nie tylko na większe okazje. Każdy, kto tak jak ja z radością oddał się tej „modzie” wie, że wcale nie tak łatwo jest stacjonarnie kupić wymarzone tkaniny, ponieważ przez lata liczba sklepów i jakość oferowanych przez nie produktów znacznie spadła. Znacznie większy wybór oferuje nam Internet, ale chyba niewiele jest rodzajów produktów tak mało fotogenicznych jak tkaniny. Z tych właśnie powodów poczułam ukłucie zazdrości, gdy przeczytałam reklamę zamieszczoną w Głosie Lubelskim z 22 marca 1925 roku:

NA RATY!

Krak.-Przedm. N°46

MAGAZYN BŁAWATNY

TADEUSZ KOZICKI

Poleca po cenach konkurencyjnych

na raty jak za gotówkę w wielkim wyborze towary bławatne:

jedwabie obicia meblowe sukna płaszczowe
aksamity wełny kostjumowe damasse
rypsy gabardiny białe towary
kapy pluszowe kamgarny zefiry kraj. i zagr.
firanki tiulowe popeliny i.t.d. i.t.d.

-ceny konkurencyjne-

Sądzę, że wszystkie szyjące osoby życzyły by sobie tak dobrze zaopatrzonego sklepu bławatnego w dzisiejszym Lublinie.

Jeżeli kupiliście już tkaniny, a brakuje Wam jeszcze trykotów, czyli dzianin, możecie skorzystać z oferty warszawskiej firmy:

Wytwórnia wykwintnych trykotaży

„TRYKOT POLSKI”

T. ŻÓŁTOWSKI, Warszawa ul. Poznańska N°1 tel. 295-61

Swetry, ubranka dziecinne, sukieneczki, kostiumy.

Ceny konkurencyjne. Dogodne warunki kredytowe.

Poszukiwani zdolni przedstawiciele.

Kiedy już skompletuje się wiosenną garderobę, za gotówkę, czy to na kredyt, chciałoby się ją przywdziać jak najprędzej, a tymczasem pogoda dziewięćdziesiąt lat temu była równie niezdecydowana, jak dzisiaj. W wydaniu z 23 marca czytamy: „mrozy ubiegłego tygodnia, dochodzące nawet do 12°C poniżej zera, rozwiały ostatecznie błogie nadzieje co do przedwczesności wiosny, gorzej bo wysunęły obawy by wiosna nie zechciała się mocno spóźnić, wyrządzając szereg dotkliwych psot przedewszystkiem rolnikom. Na szczęście dzień wczorajszy ubiegł pod znakiem silnych operacyj słonecznych, usuwających resztki zwałów śniegowych i lodowych pęt z powierzchni stawów i strumyków, obawy te częściowo rozproszył. Nie wierzymy jednak i tegorocznej wiośnie. Jaka zima, taka i jej spadkobierczyni: kapryśna iście… po kobiecemu.” Uważam, że taki opis świetnie pasuje i do tegorocznej wiosny, która niedługo po kilkunastostopniowych „upałach” uraczyła nas powtórnym przedwiośniem. Pozostaje mi życzyć nam wszystkich coraz silniejszych operacyj słonecznych.

Wiem, że lubicie doniesienia o nieszczęściach, które spotkały szarych mieszkańców Lublina opisane ze szczegółami i koniecznie z podaniem wszystkich możliwych danych osobowych. W tym miesiącu mam dla Was historię pewnej młodej damy: „Wczoraj o godzinie 10-ej rano na Stację Pogotowia Ratunkowego przybyła niejaka Rózia Brewkiel lat 19, prosząc o udzielenie pomocy lekarskiej. Jak się okazało, Rózię jakiś zły piesek ugryzł w nogę, w niedyskretne miejsce.” Zapewne zastanawiacie się, jakież to niedyskretne miejsce autor miał na myśli? Otóż „lekarz Pogotowia stwierdził trzy rany kąsane w okolicach KOLANA prawej nogi”. Poszkodowanej udzielono opatrunku i odesłano do domu.

Jak już kolejny raz mogliśmy stwierdzić, ochrona danych osobowych i prywatności praktycznie nie istniała w okresie międzywojennym. Najwyraźniej przekazywanie danych pacjentów wraz z pikantnymi szczegółami było powszechną praktyką wśród pracowników służby zdrowia. Nie tylko oni jednak zarabiali na przekazywaniu tego rodzaju informacji. W Głosie Lubelskim z 24 marca znalazłam następujący anons:

Zarobek poboczny

Dla Inteligentów, Kupców, Bankowców etc.

Poważna instytucja wywiadowcza (informacyjna) o zdolności kredytowej (płatniczej) firm i obywateli poszukuje we wszystkich miastach i osadach Rzeczpospolitej zdolnych, obrotnych, dobrze ustosunkowanych korespondentów informatorów, doskonale znających swoje miasto(…).

Zarobek dobry.

Spieszne oferty z życiorysem uprasza się przesyłać do Biura Ogłoszeń Teofil Pietraszek, Warszawa, Marszałkowska 115 pod „dobry zarobek”.

Wyraźnie widać, że gazety codzienne stawiały na drobne ogłoszenia będące jednym ze sposobów komunikacji pomiędzy mieszkańcami. Niektóre z anonsów rozbrajają dziwnym dla współczesnego odbiorcy doborem słów lub zaskakującym zestawieniem przedmiotów wystawianych na sprzedaż. Tak jest w przypadku ogłoszenia z 31 marca, które brzmi: „Okazyjnie do sprzedania suknia szyfonowa modna, lakierki mało używane N°37, kostjum letni i żywa palma salonowa. Namiestnikowska 47”.

W artykule pod obiecującym tytułem „Pożądana inowacja” możemy przeczytać o nowych formach reklamy stosowanych przez lubelskie kino-teatry: „Olbrzymi postęp w reklamowaniu daje się w ostatnich czasach wyraźnie spostrzec w naszem mieście. Poza reklamami śmigłowemi, świetlnemi, wystawowemi, na szczególną uwagę zasługują wiodące prym w tym względzie reklamy kinwe, najefektowniej urządzone przez kino-teatr „Corso”. Oto od kilku dni przy wejściu z Placu Litewskiego do „Corso” widnieje na gmachu hotelu Europejskiego poza używanym już sposobem reklamowania obrazu, różnokolorowy elektryczny wiatraczek czteroramienny.” Brak mi słów na taką innowację.

Koniecznie przeczytaj całe kwietniowe wydanie magazynu antidatum.

Łucja