dworzec1

 

Nie będę rozpisywał się o higienie, tylko lubelskiej architekturze. Temat ten zaprząta moją uwagę od jakiegoś czasu. W tym wypadku wywołało go wydarzenie, o którym donosiły media w ostatnich dniach czerwca. Ale nim przejdę do właściwego tematu, tylko jedna refleksja. Wyobrażam sobie, że za kilkadziesiąt lat nasze wnuki i prawnuki będą miały mocno spaczony obraz architektury Lublina. W ciągu chronologicznym jej ewolucji lata 60-70-te będą wyjątkowo ubogie i monotonne. Pewnie jeszcze będą stały bloki- pudełka Czechowa i innych miejskich sypialni, ale z architektury publicznej niewiele pozostanie. Albo zostanie gruntownie przebudowana – co postępuje na naszych oczach w zastraszającym tempie, albo tak jak kino „Kosmos”, całkowicie zginie.

Wracam do tematu. 23 czerwca Elektroniczne wydanie „Kuriera Lubelskiego” poinformowało o „Wielkim czyszczeniu mozaiki na dworcu PKS w Lublinie”. Niektórzy, nawet stali bywalcy nie dostrzegali jej pod grubym kożuchem kurzu oraz licznymi reklamami i banerami. Ci, którzy ją widzieli, dywagowali, co też może przedstawiać.  Dziś już to widać, a to dzięki miłośnikom lubelskiego modernizmu, którzy sami chcieli wykonać tą robotę. Na szczęście pomysł ochoczo podchwycił właściciel budynku – spółka Lubelskie Dworce. Prace powierzono specjalistycznej firmie. Dużych rozmiarów kompozycja umieszczona na wewnętrznej północnej ścianie hali dworcowej,  wykonana została w 1971 roku z kolorowego szkła i ceramiki. Monochromatyczna, niemal abstrakcyjna kompozycja, jest już teraz wyraźnie czytelna i mimo swych znacznych rozmiarów musi konkurować z reklamami ją otaczającymi. Jej autorem jest artysta Lucjan Wengorek, znany jeszcze z kilku podobnych kompozycji w naszym mieście. Bo Lublin słynął z takich rozwiązań w przestrzeni publicznej. Najwięcej powstało ich w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Zdobiły kilka gmachów UMCS, szpital na Jaczewskiego, osiedla mieszkaniowe. Część przetrwała do dzisiaj.

Jeśli już jesteśmy na dworcu na Podzamczu przyjrzyjmy się także jego architekturze. To kolejny przykład ginącego już lubelskiego modernizmu. Trzeba dużo wysiłku aby spod cywilizacyjnych nawarstwień, zwłaszcza reklam wielkoformatowych wyłuskać właściwą architekturę. A budynek ten naprawdę zasługuje na uwagę. Niesłychanie lekka, jakby pawilonowa architektura, mocno przeszklona, wchodzi w interakcję z ruchliwym i gwarnym otoczeniem. Dziś trochę przygnębia swym stanem, ale zgodnie z zamysłem swego twórcy, architekta Wiesława Żochowskiego, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych była nowoczesnym i dobrze przemyślanym rozwiązaniem. Głównym akcentem plastycznym była harmonijkowa forma dachu. Wszystkie te składniki i cechy przetrwały do dzisiaj, ale czy sam budynek ocaleje? Niebawem dworzec ma zostać przeniesiony, a przyjęty już plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu nic o tym obiekcie nie mówi, podobnie jak i położonym tuż obok dawnym budynku inspektoratu PZU, także bardzo dobrym przykładzie architektury tamtej epoki. Nie zdziwmy się zbytnio, gdy już budynek opustoszeje a w jego otoczeniu pojawią się buldożery i panowie w żółtych kaskach na głowach.

 Koniecznie przeczytaj całe lipcowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej