majówka6

 

Długi weekend majowy to kilka wolnych dni, na które czekają niemal wszyscy. Dla wielu z nas – bez względu na pogodę – jest to hasło do pierwszego dłuższego wypadu poza miasto. W tym roku czuliśmy się trochę okradzeni z tych wolnych dni, bo kalendarz ułożył się tak, że 2 i 3 maja wypadły w sobotę i niedzielę. Zamiast możliwych pięciu, musieliśmy zadowolić się jedynie trzema dniami. A pogoda – jak na wiosnę przystało, była bardzo zmienna. Mieliśmy i słońce i deszcz, było umiarkowanie ciepło, młoda zieleń doprawiona odrobiną wilgoci wydawała się jeszcze bardziej intensywna. No i te zapachy! Intensywnie kwitną śliwy, grusze, czereśnie. Królują biel i zieleń, z akcentami intensywnej żółci mleczy, które panoszą się absolutnie wszędzie.

Jak każdą wolną chwilę, także i te dni spędziłem na wsi. Nie miałem zamiaru odpoczywać, ale świąteczne dni wymusiły zmianę planów. Była więc okazja trochę uważniej przyjrzeć się otoczeniu. Stojąc kilkanaście metrów ponad dnem doliny Giełczwi widać było delikatną jeszcze zieleń olch i intensywniejsze plamy zielono-białych czeremch. Ich intensywny zapach dominował w powietrzu. Na łąkach duże plamy kaczeńców, a bliżej domu dzikie czereśnie, śliwy i nasza grusza – jak przystało na chłopskie realia „na miedzy”, zlokalizowana w płocie pomiędzy posesjami, naszą i sąsiada. Pod drzewami kwitną wciąż zawilce i barwinki, już wystrzeliły w górę kiełki konwalii – pierwsze z nich zakwitną pewnie już za kilka dni. Zmartwieniem są tylko chwasty – te zawsze rosną szybciej i intensywniej niż uprawy.

W niedzielę 3 maja, przed południem, wziąłem aparat i okrążyłem dom. Nie oddaliłem się na więcej niż kilkaset kroków, bo wiosna rzeczywiście jest tuż za progiem. Nasza wieś pełna jest kontrastów. Mleko i masło można kupić tylko w sklepie, bo nikt już nie hoduje krów. Choć otaczają ją rozległe pola, to prawdziwych rolników jest tylko dwóch. Architektura także miota się pomiędzy skrajnościami. Wiele domów niczym nie różni się od tych miejskich, ale spotkać też można stuletnie chatki, które do dzisiaj służą mieszkańcom. Zamknięte w czworobok obejścia ze stodołą, oborą, domem i szopami. Drewno, biały kamień i gdzieniegdzie akcenty czerwonej cegły. Jeszcze kilka dni, liście rozwiną się całkowicie i te domostwa całkowicie zgubią się w zieleni. Zaczyna się właśnie kwitnienie rzepaku, przez kilkanaście dni jego kolor będzie dominował w krajobrazie. Drugi akcent kolorystyczny w tym samym czasie to różowo-białe jabłonie, kolor bardziej subtelny. Zapach również bardziej delikatny, bardziej wyrafinowany niż rzepak.

Tak, zaczęła się pora zapachów i kolorów. Po zimowej szarzyźnie jesteśmy na nie bardziej uwrażliwieni.

Nie przegapmy tej okazji. Jeśli nie mamy czasu i możliwości wyjechać nawet na chwilę trochę dalej od miasta, idźmy do parku, wsiądźmy na rower, do miejskiego autobusu, niech nas powiezie na końcowy przystanek. Tam na pewno jest więcej natury niż w centrum. Szukajmy wiosny, albo pozwólmy aby ona znalazła nas.

Koniecznie przeczytaj całe majowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej