warta AK przed gmachem Poczty Głównej

 

Pierwszego sierpnia świętowaliśmy siedemdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Z racji okrągłej daty było trochę mniej zamieszania i negatywnych emocji, tak często w ostatnich latach towarzyszących dacie 1.08. Prawie nie dzielono ludzi na tradycyjnych i nowoczesnych patriotów. Za to przechodząc przez centrum Lublina około godziny „W” zobaczyłem bardzo budujący obraz. Gdy zawyły syreny, wszyscy – starsi i młodsi zastygli w bezruchu. Oddawali cześć bohaterskim Warszawiakom. Nie zachowywali się ani tradycyjnie, ani nowocześnie – zachowywali się godnie. Jeśli była to tylko taka okazjonalna, chwilowa godność, to i tak zasługuje na uznanie.

Przy tej okazji warto uświadomić sobie, że zaledwie kilka dni wcześniej Lublin świętował równie okrągłą datę – rocznicę wyzwolenia miasta. Gdy powstańcy Warszawy chwytali za broń, zakładali biało-czerwone opaski i zaczynali wznosić barykady, Lublin zachłystywał się pierwszymi dniami wolności. Mimo cuchnącego swądu dopalających się kamienic i gruzów zasypujących ulice, panowała wielka radość.

Jakiś czas temu trafiła w moje ręce książka Zbigniewa Miazgi Zdarzyło się. Lublin 1944. Jest to zbiór reportaży, przywołujących wydarzenia 1944 roku poprzez wspomnienia ludzi – lublinian i tych, którzy przywędrowali tu jako do pierwszego, tak dużego miasta na wyzwolonym skrawku Polski. Do miasta, które na kilka miesięcy stało się stolicą państwa, centrum życia administracyjnego i kulturalnego. W te kilka ostatnich lipcowych dni panował powszechny entuzjazm, potem były próby stworzenia namiastki normalności.

Ciąg dalszy przeczytasz w drugim wydaniu magazynu antidatum

Andrzej