zbieg_1

 

Krwisty (Z)bieg…

Czyli refleksje o przygotowaniach do biegowego sezonu oraz kilka patentów na doskonałe soki dla sportowców

Okres jesienno-zimowy to dla wielu biegaczy czas ciężkiej pracy. W niesprzyjającej aurze, w pocie czoła budują fundamenty formy, która ma zapewnić dobre wyniki podczas wiosennych i letnich startów. Już teraz rodzą się zalążki sukcesów, a promienie nisko stojącego na niebie słońca przynoszą nadzieję na nowe rekordy życiowe. Tak, właśnie wtedy, gdy dziwacy w „ledżinsach” i odblaskach przemierzają chyłkiem spowite w mroku ścieżki, wyskakują nagle spoza zasłon ulewnego deszczu, zamarznięci i zasypani śniegiem straszą małe dzieci i drażnią psy – powstaje sportowa forma. Jest ona resztkami sił podsycana każdego poranka lub wieczoru, gdy już naprawdę się nie chce. Kiedy obrzydliwa plucha i śmierdzące wyziewy bronowickich kominów szepczą, a czasem wręcz wyją coś, co brzmi jak „zosssstańń w domuuuu…”. Kiedy każda cząsteczka ciała zdaje się sprzeciwiać opuszczeniu strefy komfortu. Podsycają tę formę nie pozwalając jej zgasnąć, a nawet starając się ją rozniecić, by grzać się później w jej przyjemnym żarze. Dbają o nią snując piękne marzenia: o wygranych w najbardziej prestiżowych maratonach, o wyprzedzaniu Kenijczyków, o przebiegnięciu 100 kilometrów w 10 godzin, o dozgonnej chwale i sponsorskich ofertach. Po co to robią? – zapyta ktoś okrutnie. Nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi. Nie da się też zrozumieć tych wszystkich wyrzeczeń, poświęceń i udręk jeżeli choć przez chwilę nie dałeś się ponieść sportowej pasji. A prawda jest taka, że w tym całym biegowym przedsięwzięciu nieprzyjemności to jakieś 10%. A działają jak ostra przyprawa, która nadaje smak potrawie. Bo tak naprawdę amatorski sport to przede wszystkim wspaniali ludzie, ogromna satysfakcja, zdrowie i harmonia. Mógłbym nawet dodać, że jestem o tym głęboko przekonany.

Żeby u schyłku zimy nie zabrakło sportowcom-amatorom kolorów, powinni oni pamiętać o owocach i warzywach w swojej diecie. Piszę to oczywiście z punktu widzenia własnych doświadczeń, obserwacji i tego, co tu i ówdzie przeczytałem. Pewnie większość z tych spostrzeżeń wyda się Czytelnikom banalna, ale ośmielę się stwierdzić, że o tym, co wydaje nam się oczywiste, zwykle najłatwiej zapominamy. Trening jest niesłychanie istotny, jednak doskonalący się organizm potrzebuje odpowiedniego budulca. Rzeczą niezbędną jest dostarczenie mu wszystkich składników, które odżywią i zapewnią regenerację na optymalnym poziomie. Można oczywiście wspomagać się suplementami, których mamy szeroki wybór i pewnie często spełniają swoja rolą. Ich wadą na ogół jest to, że zawierają sporo składników syntetycznych, których chyba wielu z nas stara się unikać. Większość potrzebnych naszemu organizmowi witamin i mikroelementów w zupełnie naturalny sposób występuje w warzywach i owocach. Wyzwanie polega na tym, by znaleźć dla nich miejsce w swojej codziennej diecie. W dodatku zrobić to w taki sposób, by ich repertuar był w miarę szeroki. Nietrudno przegryźć w ciągu dnia pomarańczę, jabłko, czy nawet kiwi. Ale co z burakiem lub brokułem? Na surowo raczej ich nie skonsumujemy, a przyrządzenie tych warzyw w taki sposób, by obok wartości odżywczych zapewniły nam też przyjemne doznania smakowe jest trudne i czasochłonne. Świetnym rozwiązaniem są warzywno-owocowe soki własnej produkcji, które uważam za naturalny dopalacz sportowca. W dzieciństwie szczerze nienawidziłem tych chwil, gdy mama wydobywała z ogromnej huczącej sokowirówki marki Predom sok z jabłek, marchwi i pietruszki. To był napój z pianą na dwa palce, który z trudem przełykaliśmy. Sama maszyna wyglądała tak, że teraz z powodzeniem mogłaby wystąpić w filmie o „transformersach”. Dzisiaj mam kilka własnych patentów na soki, z których pochodzi odporność, moc i wytrzymałość. A przy tym dobrze smakują.

Patent #1 Soki można przyrządzić właściwie z dowolnych kompozycji warzyw i owoców. Ograniczeniem może być sprzęt, jaki posiadamy. Nie wszystko przeciśniemy przez sokowirówkę. Na rynku dostępne są jednak bardzo różne narzędzia – od wyciskarek napędzanych siłą mięśni aż po profesjonalny sprzęt mogący tłoczyć zdrowy płyn niemal bez przerwy. W ostateczności, jeżeli brakuje nam czasu na przygotowanie soku lub nie chcemy kupować specjalnego sprzętu, możemy kupić sok u swoich – z gospodarstwa ogrodniczego Szczepanówka. Firma oferuje soki bez dodatku wody, cukrów i konserwantów. U przedsiębiorców spod Lublina można kupić sok z jabłek oraz kompozycje owocowe lub owocowo-warzywne (jabłko/gruszka, jabłko/burak i jabłko/marchew). Co ciekawe, firma wytłoczy dla nas sok również z owoców i warzyw, które sami dostarczymy.

Patent #2 Doceń buraka! To warzywo, które jemy zazwyczaj po dość intensywnej obróbce termicznej, a wtedy ma ono już mniejszą wartość. Sok z surowego buraka jest doskonały dla sportowców. Przyczynia się do zmniejszenia ciśnienia krwi i poprawy wytrzymałości. Dowiedziałem się o tym przed swoim pierwszym maratonem. Okres przygotowań wzbogaciłem wówczas regularną porcją upłynnionego buraka. Myślę, że było warto. W zamian otrzymałem lepsze samopoczucie podczas długich biegów, no i oczywiście udany start w Cracovia Maratonie. Wynik 3:28:30 był wtedy spełnieniem marzeń. Efektów ubocznych właściwie nie stwierdziłem, jeśli nie liczyć wyeksploatowanej sokowirówki, która wkrótce potem zaczęła mielić własne części. Taki przejaw autodestrukcji kuchennych sprzętów. Dodam jeszcze, że ostatnio wyczytałem na stronie bbcgoodfood.com, że sok z buraka zawdzięcza swoją popularność złotemu medaliście igrzysk paraolimpijskich Davidowi Weir’owi, który zdradził dziennikarzom, że sok z buraków jest sekretem jego sukcesu. Artykuł na ten temat opublikował The Guardian i jest dostępny tutaj: http://www.theguardian.com/lifeandstyle/wordofmouth/2012/sep/10/david-weir-secret-beetroot-juice.

Patent #3 Jeżeli już skorzystasz z poprzedniej rady, to wzbogać buraczany sok i owocami (świetne są jabłka, gruszki) oraz koniecznie połówką cytryny i imbirem. Te ostatnie nadają słodkawemu, dość mdłemu burakowi wyrazu i charakteru. Jestem pewien, że sok z buraka z tymi dodatkami zaskoczy Was swoim smakiem. Z imbirem należy jednak uważać. Jeżeli dodamy go za dużo, sok będzie tak ostry, że wyciśnie z nas siódme poty i doprowadzi do łez.

Patent #4 Eksperymentuj. Warto łączyć różne warzywa i owoce. Im bogatszy jest repertuar, tym lepiej zaspokoimy zróżnicowane potrzeby naszego organizmu. Ostatnio zachwyciłem się kompozycją brokuła, selera naciowego, kiwi, jabłek, cytryny i imbiru. Taki sok wcale nie smakuje tak zdrowotnie, jak wskazywałby jego skład. A jaką ma wartość! W 100 gramach świeżego brokuła znajduje się 150% dziennego zapotrzebowania na witaminę C.

Warto dodać, że to wszystko, co dostarczymy swojemu organizmowi w formie szklanki soku musielibyśmy przeżuwać przez kilka godzin. Kiedy to uwzględnimy, okaże się, że warto poświęcić trochę czasu na przygotowanie odżywczego napoju, nawet kosztem tego, że ślady soku z buraka trzeba będzie później zmywać z kuchennych mebli. W efekcie mamy bowiem kilka solidnych porcji warzyw i owoców, które nie tylko dodadzą kolorów posiłkom ale przede wszystkim siły i energii organizmowi.

Żeby złapać wiosenną formę nie wystarczy gonić za nią nadbystrzyckim bulwarem, czy zataczać kolejnych kręgów na mokrej bieżni. Trzeba czasem również pobiegać po okolicznych warzywniakach (najlepiej tych zaufanych) w poszukiwaniu odpowiednich warzyw i owoców. Forma rodzi się także w kuchni. I to jest kolejna fajna rzecz w życiu biegacza.

Ze sportowym pozdrowieniem,

(Z)bieg lubelski