roamer2

 

Skoro w poprzednim zegarkowym tekście uczyniłem już wyłom w przyjętej na wstępie zasadzie, że będę pisał tylko o zegarkach klasycznych bazując głównie na własnym zbiorze, dzisiaj idę dalej. Przyglądając się ofercie salonu „Korn” zwróciłem uwagę na gablotę Roamera. To znana mi doskonale marka ze 100-letnią metryką, która ok. 2003 roku wróciła do produkcji mechanicznych zegarków po długotrwałym mariażu z technologią kwarcową. Śledząc literaturę fachową, ogólnie orientowałem się w najnowszej karierze tej szwajcarskiej firmy, ale jakoś dotychczas nie skupiałem się na najnowszych modelach. Mam piękny egzemplarz Roamera z lat 50-tych, o którym na pewno kiedyś napiszę, a dzisiaj przedstawię jedno z najmłodszych dzieci tej marki, moim zdaniem bardzo udane. Jest ono wyrazem odwołania się do własnej tradycji, a po części mody, a może wręcz choroby współczesnego zegarmistrzostwa, której na imię „odświeżona klasyka”. Do tej tendencji mam nieco sceptyczne nastawienie, ponieważ obcując kilkanaście lat z klasykami lat 30-50-tych XX wieku, zawsze we współczesnych jej interpretacjach znajduję jakieś mankamenty. Najczęściej razi mnie dominująca skłonność do budowania modeli quasi klasycznych w rozmiarze XXL. Roamer, którego prezentuję dzisiaj jest chlubnym od tej zasady wyjątkiem. Na pewno takich wyjątków jest więcej, ale mój brak głębszego zainteresowania najnowszymi propozycjami, nie pozwala mi znajdować ich zbyt wiele.

Nowego Roamera noszę od dwóch tygodni i jeszcze mi się nie opatrzył. To dobry znak! Model nazywa się La Classique, a więc nie tylko cechy zewnętrzne, ale i sama nazwa pokazuje intencje projektantów.

Czym mnie przekonał? Przede wszystkim formą i dbałością o szczegóły. Jak na produkt z kategorii tańszych (pojęcie względne), jest zadziwiająco starannie dopracowany, poczynając od proporcji, a na najdrobniejszych detalach kończąc.

Stalowa koperta o średnicy 36 mm – jak na współczesne upodobania to Pigmej – ma pięknie wyważone proporcje pomiędzy szerokością ramki otaczającej tarczę i grubością prostych eleganckich uszu. Perłowo – biała tarcza jest pokryta subtelnym giloszem, układającym się w formę rozchodzących się od osi wskazówek promieni. Rzymskie cyfry godzin, podobnie jak podziałka minutowa, zostały nadrukowane tamponowo i mają głęboki, czarny kolor. U góry mamy metalizowaną w stalowym kolorze wypukłą nazwę Roamer, poniżej osi wskazówek tą samą techniką nałożoną nazwę modelu. Pod nią nadrukowano informację o ilości rubinów łożyskujących mechanizm. Nie zabrakło też ważnego napisu „Swiss Made” przy godzinie VI. Czarne i dobrze wyważone w proporcjach wskazówki mają formę listków. Wskazówki są tylko dwie, godzinowa i minutowa. Sekund na tym zegarku nie zmierzymy, i dobrze! To nie jest instrument do pomiarów technicznych, czy sportowych. Dzięki takiemu rozwiązaniu otrzymaliśmy doskonale czytelną i stylistycznie czystą tarczę. Koronka ma formę cebulki. To taki retro smaczek, ale jak najbardziej na miejscu. Zarówno jej proporcje, jak i operatywność przy obsłudze powodują, że taka forma koronki doskonale się broni w naszym zegarku. Tarczę przykrywa bardzo płaskie szafirowe szkło. To podnosi wartość zegarka, ale ma także wpływ na eksploatację. Szafirowy kryształ mniej się rysuje.

Teraz odwracamy zegarek na drugą stronę. Widzimy wciskany dekiel z wygrawerowanymi inskrypcjami i przeszklone okrągłe okienko, przez które można obserwować pracujący balans i część wychwytu. To namacalny dowód na to, że zegarek jest mechaniczny. Uważny obserwator dostrzega coś jeszcze – w dwóch miejscach sygnaturę FHF. To symbol Fabrique d’Horologerie de Fontainemelon, producenta surowych mechanizmów, niegdyś rodzinnej firmy, założonej w 1793 roku. Sam mechanizm jest bardzo prostym, ręcznie nakręcanym „średniobiegem” – jego balans wykonuje 21600 półwahnięć na godzinę. Produkowany dobre kilkadziesiąt lat sprawdził się w zastosowaniach nie wymagających nadzwyczajnej precyzji.

Jak więc widzimy nie tylko stylistycznie zegarek pragnie być postrzegany jako klasyk. Również jego mechanizm odsyła nas do czasów, kiedy zegarki automatyczne były jeszcze nowością, a o „kwarcu” nikt nawet nie myślał.

Podsumowując, jest to bardzo ciekawa propozycja dla miłośników klasyki, którzy nie chcą jednak obuwać się w staruszka o naturalnej z racji wieku skłonności do niedomagań. Dostajemy wykonany na bardzo dobrym poziomie, z dobrych materiałów zegarek z historycznym, ale w pełni użytkowym i odświeżonym dla Roamera mechanizmem. Klasyk od zewnątrz, jak i w środku. Roamer to prawdziwie szwajcarska marka, znana w przeszłości z wielu ciekawych modeli i rozwiązań. Dobrze, że znów powraca z zegarkami mechanicznymi. Z pewnością znajdą nowych nabywców. Jeśli obojętne jest nam to, co zegarek ma w środku, to z pewnością ich forma przykuwa uwagę. Stylistyka pozwala nosić go w sytuacjach mniej formalnych, jak też jako typowego garniturowca. Trzeba tylko dobrać odpowiedni pasek, to on zadecyduje o stopniu formalności. Tak, klasyki tak właśnie mają.

Koniecznie przeczytaj całe majowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej