gruen1

 

 Miłośnicy zegarków mechanicznych zapatrzeni są w Szwajcarię. Wiadomo – szwajcarska precyzja i tradycja. I rzeczywiście, jeszcze do połowy XX wieku 90% produkcji pochodziło z tego kraju. Potem przyszła rewolucja kwarcowa, która znacząco nadwątliła jej wiodącą pozycję. Nowym graczem stała się Japonia, która dzięki kwarcowym – tanim i jednocześnie niesłychanie precyzyjnym czasomierzom dla każdego, skierowała zainteresowanie także ku zegarkom mechanicznym. Synonimem innowacyjności na tym polu jest firma Seiko. Dzisiaj zegarki azjatyckich producentów mają swych zdeklarowanych miłośników. Ale wśród kolekcjonerów nadal Szwajcaria rządzi. I tak już chyba pozostanie. Jest jeszcze jeden rynek, który dla kolekcjonerów jest równie interesujący – Stany Zjednoczone. Zarówno zegarmistrzostwo, jak i podążające za nim kolekcjonerstwo mają tu bogatą i długotrwałą historię. To Stany właśnie, jako pierwsze, zaczęły konkurować z Helwetami, i paradoksalnie, jednocześnie podejmować z nimi szeroko zakrojoną współpracę.

Ja sam nie pasjonuję się wytworami ich zegarmistrzostwa, ale i na tym rynku mam swego faworyta – firmę Gruen, a konkretnie jej najsłynniejszy model zegarka naręcznego Curvex.

Zanim przejdę do omówienia tego modelu, którego jeden egzemplarz posiadam, kilka zdań o historii firmy, tym bardziej, że skończyła się ona w roku 1958. Bo chociaż zegarki sygnowane na tarczy Gruen wciąż powstają, to tak naprawdę z tamtą marką nie mają nic wspólnego. To tylko zabieg marketingowy. Wykupiono znak towarowy o utrwalonej na rynku amerykańskim tradycji, aby pod jego szyldem sprzedawać produkty z Dalekiego Wschodu.

Założycielem tego prawdziwego Gruena był Gruen właśnie. Dietrich było mu na imię, urodził się w Niemczech i jako wykształcony zegarmistrz z kilkuletnim doświadczeniem pracy w Szwajcarii popłynął do USA szukać nowych możliwości. Musiał być utalentowanym zegarmistrzem, skoro już w 1874 roku objęto amerykańską ochroną patentową jeden z jego konstrukcyjnych wynalazków. Ale był też przedsiębiorcą angażującym się w różne biznesy produkcyjno handlowe – początkowo z miernym skutkiem. Dopiero w ostatnich latach XIX wieku, gdy wciągnął do współpracy kolejnych synów, powstała solidna rodzinna firma. D. Gruen & Sons, dzięki kontaktom seniora współpracowali z niemieckimi i szwajcarskimi producentami mechanizmów zegarkowych. Mechanizmy kieszonkowe sprowadzali początkowo od uznanej manufaktury Paula Assmanna w Glasshütte w Niemczech, potem w szwajcarskim Biel/Bienne założyli spółkę- córkę „The Gruen Watch Manufacturing Company”. W ten sposób Gruen stał się jedną z pierwszych amerykańskich marek zegarmistrzowskich, która pracowała w rozpowszechnionym później systemie, polegającym na sprowadzaniu surowych mechanizmów ze Szwajcarii, ich regulacji oraz wyposażeniu w tarcze i koperty w wielu wariantach już na miejscu.

Ciąg dalszy przeczytasz w grudniowym wydaniu magazynu antidatum.

Andrzej