06

 

 

O każdej branży mówi się, że jest tą trudną. Może dzieje się tak dlatego, że po prostu prowadzenie biznesu  nie jest drobnostką. Są takie produkty i usługi, na które popyt należy stworzyć przed jego zaspokojeniem. W innych przypadkach jest pewność, że dopóki istnieje ludzkość, nie zabraknie dla nas pracy. Do tych dziedzin obok utylizacji odpadów, usług pogrzebowych czy dostarczania energii należy z pewnością branża spożywcza. Ludzie zawsze jedli i zawsze będą jeść. Zmieniają się mody i gusta, ale jedno pozostaje niezmienne: człowiek oprócz zaspokajania głodu ma również potrzebę wyrafinowanych smaków. Dlaczego zatem wciąż jesteśmy świadkami zamykania barów i restauracji, które nie były w stanie się utrzymać pomimo serwowania smacznych dań? Dlaczego miesiącami nie powracamy do danego lokalu, choć jedzenie nam smakowało? Najwyraźniej czegoś tym miejscom brakuje.

Tym elementem jest moim zdaniem osobowość. Uświadomiła mi to rozmowa z Dziewczynami ze Sweet Baker. Siostry od 2012 roku prowadzą blog o tematyce kulinarnej i choć publikowały na nim zarówno przepisy na desery, jak i na wytrawne dania, to słodkości stały się ich znakiem rozpoznawczym. Zaczęło się od tortów angielskich. Trudną sztukę kształtowania masy na wzór dowolnych przedmiotów, a nawet postaci, Olga i Justyna posiadły w wyniku ciężkiej pracy i ćwiczeń oraz dzięki talentowi artystycznemu. Przełom nastąpił, gdy ich Babcia poprosiła o takie tradycyjne, „oblewane” ciasto. Dzięki niej powstał pierwszy tort zwany bajkowym, o apetycznie spływającej po bokach polewie, ukoronowany owocami lub kwiatami. Nie znamy innego miejsca w Lublinie, gdzie można by tak piękny przysmak zamówić.

Znajomi i czytelnicy bloga zahipnotyzowani cudownymi zdjęciami oraz lekturą przepisów, ale nie aż tak chętni do tarcia, ubijania i pieczenia, zaczęli się dopytywać, gdzie takich cudowności będzie można spróbować. Dziewczyny od dawna myślały o założeniu własnej cukierni, ale w dalszej, kilkuletniej perspektywie, bo każda miała przecież zobowiązania zawodowe. Jesienią 2015 roku doszły jednak do wniosku, że dłużej czekać nie mogą. Postanowiły rzucić się na głęboką wodę. Szybko znalazły lokal, zakupiły potrzebne sprzęty i po prostu zaczęły piec. W tym przypadku nie można mówić o okresie „rozruchu”, bo od początku posypały się zamówienia, cukierenkę zaczęli odwiedzać goście, a Boże Narodzenie było momentem kulminacyjnym szaleńczej pracy oby sióstr i nie tylko. Dlaczego szaleńczej? Nie można nazwać inaczej kilkudziesięciogodzinnych weekendowych ultra maratonów w kuchni, po których trzeba jeszcze pojechać na uczelnię, szybko zdać jakiś egzamin, a w poniedziałek rano z zapałem udać się do pracy na przykład w szkole.

Olga i Justyna podkreślają, że nie dały by rady tak intensywnie pracować, gdyby nie wsparcie rodziny, i to całej. Mężowie pomagają we wszystkim i nie marudzą, Tata i trzecia siostra zagrzewają do walki, a Babcia Danusia i Mama Wiesia służą radą oraz wypróbowują przepisy, które mogą się ich dziewczynkom spodobać. Takie wsparcie z pewnością dużo daje, ale nic by się nie wydarzyło, gdyby nie temperament i niespożyte pokłady energii Sióstr.

Wracając do tematu poruszonego we wstępie, talent do gotowania i umiejętność tworzenia bajecznych słodyczy z pewnością są podstawą prowadzenia nietuzinkowej i odnoszącej sukcesy cukierni, jednak to osobowość właścicielek sprawia, że klienci wracają po coraz to nowe wypieki i, jak sami mówią, są od nich uzależnieni. Niektórzy, mieszkający blisko szczęściarze, wpadają nawet codziennie na tartę, kawałek tortu lub… makaroniki. O tych ostatnich nie napisałam do tej pory ani słowa, nie chcę też za bardzo o nich mówić, ponieważ należą do sfery sacrum. Uważam, że tymi lekkimi jak chmurka i nieziemsko pysznymi ciasteczkami według sekretnego przepisu Sióstr każdy powinien rozkoszować się w samotności, najlepiej w całkowitej ciszy. Właściwie, to najlepiej by było, gdyby piekły je tylko dla mnie… Wracając jednak do rzeczywistości, domyślam się, że osoba czytająca ten artykuł jest już ubrana w kurtkę, na stopach ma buty, a w dłoni kluczyki do samochodu. Bez zbędnej zwłoki podaję więc adres cukierni Sweet Baker by Cooking & Goodlooking: Jantarowa 5. Szerokiej drogi! A tym wszystkim, którzy jeszcze czytają, bo jest albo zbyt późno, albo do autobusu została jeszcze chwila, polecam lekturę bloga cookinggoodlooking.blog.pl i zapoznanie się z ofertą świątecznych wypieków proponowanych przez Sweet Baker.

facebook.com/CookinGoodlooking

Jaspisowa 22 (Jantarowa 5)

Godziny otwarcia:

Wt.-pt. 12.00-18.00

Sob. 11.00-15.00

Łucja