_MG_0464

Kolejny raz importujemy ikonę brytyjskiego stylu życia na Lubelszczyznę. Tym razem mowa o marce Land-Rover.

Dlaczego, gdy w dzisiejszych czasach mamy do wyboru tyle aut nowoczesnych, naszpikowanych elektroniką, o futurystycznych kształtach i feerii kolorów lakieru do wyboru, tylu z nas kupuje auta z ubiegłego wieku, niewygodne, kanciaste, nierzadko już w opłakanym stanie blacharskim, płacąc kilkanaście do kilkudziesięciu tysięcy złotych za egzemplarz? Dlaczego jeszcze więcej z nas ogląda się z zazdrością na te auta na drogach? Land Rover Series, Defender, Discovery to znaki rozpoznawcze brytyjskiej prowincji. Mówimy o autach zaprawionych w trudnych warunkach działań zbrojnych na całym świecie. Zostały one wielokrotnie sprawdzone jako pojazdy ratownicze i serwisowe. Są to samochody uhonorowane w rajdach Paryż-Dakar, oraz innych wydarzeniach sportowych, w których inne auta zawodziły.

Nie będę ukrywał. Kocham tąmarkę na równi z bohaterem poprzedniego artykułu – odzieżowym klasykiem Barbour. To właśnie z ubłoconego Land-Rovera możesz bez wyrzutów sumienia wysiąść w garniturze w centrum miasta. To właśnie Land-Rovera pokocha twój pies. Dojedziesz nim tam, gdzie potrzebujesz. Slogan marki mówi: „Above and beyond” (‚ponad i jeszcze dalej’, tłum. autora) i jest w tym cała prawda. Będąc posiadaczem wiekowego Land-Rovera jesteś ponad modą, zmieniającymi się trendami. To jest element stylu. Mając Land-Rovera jesteś ponad barierami i docierasz jeszcze dalej.

Nie podróżuje się takim, dajmy na to, Defenderem szybko. Bo niby i po co? Krajobraz za oknem ma być wpisany w podróż, a nie uciekać niepostrzeżenie. Nie podróżuje się jak w limuzynie. Te zostawmy prezesom i ministrom. To auto dla ceniących sobie sam fakt niezależności definiowanej nie ortodoksyjnym komfortem, lecz dla komfortowo realizujących swoje pasje. Daleko ponad i jeszcze dalej.

Land-Roverem  wybierzmy się na bezdroża regionu z fotografem przyrody, Panem Leszkiem Adamskim. Nasz Gość to między innymi członek Związku Polskich Fotografów Przyrody, współautor prac do wydarzenia Roztoczańsko-Podkarpackie Wizje Natury, wystawy z okazji IX Międzynarodowego Festiwalu Przyrodniczego „Wizje Natury 2013″. Jest miłośnikiem Lubelszczyzny i Skandynawii. Zapraszamy na wyprawę z perspektywy naszego Gościa. W podróż widzianą zza obiektywu.

 

Zaczniemy może od marki Land Rover. Jest Pan właścicielem Land Rovera, jednak ma on szczególne znaczenie w realizacji Pana pasji

Nie jestem typowym ‚lanroverowcem’, nadrzędną jest dla mnie fotografia przyrodnicza, więc szukałem narzędzi takich, które pozwolą realizować cele, a Land Rover okazał się bardzo użytecznym samochodem w docieraniu do trudno dostępnych miejsc. Jako,że najczęściej jeżdżę sam, sam też muszę sobie radzić,więc powinienem mieć takie auto, które w razie trudnej sytuacji wybawi mnie z kłopotu. Gdy jedzie się w grupie, jeden drugiemu może pomóc. Droga w pojedynkę to szczególny sprawdzian dla własnych umiejętności i właściwości samochodu. Land Rover spełnia te oczekiwania, nawet gdy jeżdżę nim daleko poza Lubelszczyznę.

Zawsze jest jakiś początek – jaki był prolog Pana przygód?

Zaczęło się od Lubelszczyzny, od najbliższych rejonów: Roztocze, Poleski Park Narodowy. Następnie ten krąg zaczął się powiększać i Lubelszczyzna stała się punktem wyjścia do niezliczonych wypraw. Mam taką naturę, że ciągle szukam czegoś nowego, że nie lubię zatrzymywać się w jednym miejscu. Tak zaczęła mnie fascynować dzika przyroda. Taka, gdzie często nikt nie dociera.

Jakie to są, poza Lubelszczyzną, miejsca?

Ostatnio zakochałem się w Norwegii, ponieważ jest tam wiele niedostępnych miejsc, przyroda aż kipi, a przepisy są liberalne. Można poruszać się po terenach parków narodowych bez ograniczeń.

Czy takie ograniczeniaw Polsce przeszkadzają w fotografowaniu przyrody?

Często tak. Co roku jeżdżędo Łeby – do Słowińskiego Parku narodowego. Dokumentuję między innymi wydmy przesuwające się kilkanaście metrów i co roku widzę inny krajobraz, choćby drzewa, których już nie ma. I pojawiają się wspomniane ograniczenia, turyści mają wyznaczony szlak. Dalej nie ma wstępu. Wtedy zdjęcia trzeba robić z ograniczonego terenu. Trzeba uciekać się do różnych sposobów, by sobie z tym radzić.

Wracając do Lubelszczyzny, jak Pan odbiera zmiany zachodzące w przyrodzie regionu? Czy człowiek w swoich staraniach o zachowanie jej charakteru osiąga swój cel?

Na pewno ograniczenia, o których rozmawialiśmy są potrzebne, szczególnie w regionach o mniejszej liczbie parków i obszarów szczególnie naturalnych. Gdybyśmy nie wprowadzali tych ograniczeń prawdopodobnie zadeptano by te miejsca. Coraz mniej jest dzikich miejsc w regionie, gdzie można się fascynować obcowaniem z przyrodą. Ciągle mamy kogoś za plecami. Dlatego często robię zdjęcia o takich porach, kiedy potencjalnie poza mną nie ma nikogo. Oczywiście wiąże się to z poświęceniem: trzeba wstać wcześnie, nierzadko w ogóle nie spać, żeby dotrzeć na miejsce. Tym bardziej, że najlepsze światło jest o wschodzie słońca.

Gdyby miał Pan polecić miejsca w regionie, które okiem fotografa są najciekawsze, jakie by one były?

Roztocze, piękne, bardzo zróżnicowane. Poleski Park Narodowy –zdecydowanie. Zależy, czego się szuka. Jednak czasami dobre zdjęcie można zrobić tuż za rogiem. Trzeba być cierpliwym. Warunkiem jest dobre światło. Samo miejsce nie daje gwarancji udanej fotografii.

Postawił Pan ciekawą tezę – „Dobre zdjęcie można zrobić tuż za rogiem”. Czy nie jest tak, że będąc zakochanymi w Paryżu, Wenecji, Jerozolimie, w tempie życia, zapominamy o tym, co jest tuż obok?

Tak, to prawda. Doświadczyłem tego ostatnio. Dwa lata temu wycofałem sięz biznesu. Zająłem się rozwijaniem mojej pasji – fotografii. Zauważyłem, jak wiele więcej dostrzegam. Więcej widzę, więcej słyszę. Mamy mało czasu, nie zauważamy tego, co tak szybko nam ucieka…

W antidatum bardzo często pisze się o miejscach, zawodach, które mają „wolny bieg” czyli eksploatują ideę slow-life. Czy fotografia przyrodnicza wpisuje się w ideę wolniejszego stylu życia?

Jak najbardziej. Jeśli nie poświęcimy się czemuśdo końca – nie będzie efektów. Ale z drugiej strony, trzeba to robić powoli. Powoli wnikać w nasze postępy i je analizować.

Ciąg dalszy wywiadu przeczytasz w grudniowym wydaniu magazynu antidatum.

tekst Jakub Kaznowski

Poniżej możecie zobaczyć galerię zdjęć autorstwa Pana Leszka Adamskiego: