hoge1

 

Lublin ma wielu zdeklarowanych wielbicieli. Całkiem liczna grupa jego stałych i okresowych mieszkańców deklaruje szczególny rodzaj zauroczenia tym miastem. Oczywiście motywacje bywają różne, ale dla wielu z nas historia miasta i jej materialne pozostałości, w miarę dobrze zachowana substancja zabytkowa i malownicza położenie na kilku wzgórzach, to pierwszorzędne wartości. Warto uświadomić sobie, że to położenie ponad doliną z rozległymi łąkami, licznymi rzekami i kilkoma dużymi stawami budziło też zachwyt przyjezdnych już kilkaset lat temu. Pisali o tym we wspomnieniach i diariuszach z podróży. Opiewali je pisarze i poeci.

Najważniejszym tego dokumentem jest najstarszy zachowany portret miasta, miedzioryt z widokiem Lublina z dzieła Jerzego Brauna i Abrahama Hogenberga Civitates orbis terrarum, wydany w 1618 roku. Pod tym tytułem kryje się monumentalne, sześciotomowe dzieło, które wychodziło w Kolonii sukcesywnie pomiędzy 1572 a 1618 rokiem. Nad całością wydania czuwał Braun, który przeżył wszystkich swoich współpracowników.

Przedsięwzięcie wydawnicze miało cel komercyjny, ale było wyjątkowo ryzykowne. Nie poprzedzała go żadna wcześniejsza tradycja tego typu opracowań. Braun wprowadził nowy typ książki, w której dominowały ilustracje ukazujące widoki miast, a tekst – opis miasta, zbyt mocno jej nie obciążał. Na tym polegała nowość i oryginalność dzieła. Początkowo wydawana była wersja z łacińskimi wstępami i opisami miast, potem wersja niemiecka, a wkrótce i francuska.

W Civitates orbis terrarum znajdziemy widoki i plany miast z niemal wszystkich kontynentów. Europejskie miasta stanowią jednak największą liczbę. Z kolei wśród nich dominują niemieckie, jest ich około sto.

Forma wyobrażenia miast nie jest jednorodna. Mamy wybitnie malarskie ujęcia, ale też formę typowego planu. Najczęściej występuje plan perspektywiczny w dwóch zasadniczych wariantach, różniących się wysokością punktu widzenia: „perspektywa ptasia” i „perspektywa z wysokości końskiego grzbietu”. Współpracujący z wydawcą rysownicy i rytownicy mięli różnorodne podejście do tematu. Opisy cechowała pewna archaiczność – mieszały się w nich fakty i literacka fikcja. Technika publikacji dzieła nie zapewniała aktualizacji zebranych danych opisowych i rysunków, także często od chwili przygotowania materiałów do momentu wydania mogło upłynąć nawet kilkanaście lat. Civitates miały jednak istotne walory poznawcze. Trudniej ocenić ich wartość artystyczną, a to głównie za sprawą udziału w realizacji kilkudziesięciu rysowników i rytowników, o różnych manierach twórczych.

Civitates orbis terrarum Brauna – Hogenberga stworzyło nowy typ wydawnictwa geograficzno-topograficznego, nie znany wcześniej. Przetrwało też wyjątkowo długo w kulturze europejskiej, zachowując przez niemal dwa stulecia swą artystyczną, a w dużym stopniu także naukową wartość.

Te wstępne informacje pomocne nam będą przy ocenie widoku Lublina, który jest jednym z siedemnastu polskich miast zamieszczonych w Civitates. Znajdziemy go w ostatnim VI tomie, wydanym w 1618 roku pod tytułem Theatri praecipuarum totus mundi urbium liber sextus.

Dzisiaj, powodowani nieuzasadnionymi kompleksami, nieustannie mówimy o europejskich aspiracjach Lublina. Ale już w czasach, gdy powstawał interesujący nas jego widok, Lublin był na wskroś europejski. I nie jest to wcale przesadą, skoro poza dziełem Brauna znalazł się jeszcze w kilku monumentalnych wydawnictwach publikowanych w XVII i XVIII wieku. Nawet pobieżne oględziny widoków we wspomnianych pracach, upewniają nas, iż hogenbergowski sztych Lublina jest nie tylko najstarszym, znanym nam graficznym widokiem naszego miasta, ale ponadto tak mocno utrwalił się w świadomości artystycznej, iż bardzo długo nie udało się przełamać jego konwencji. W dużej mierze czynnikiem decydującym musiała tu być atrakcyjność, malowniczość tego ujęcia. Sylweta miasta od południa prezentowała się najokazalej.

Miasto przeżywające w początkach XVII wieku okres największej świetności, uchwycone zostało na rycinie w fazie najbujniejszego rozwoju urbanistycznego. Widzimy je wraz z przedmieściami, na tle otaczających wzgórz, ze szczegółowo oddanym pierwszym planem. Stanowią go rozlewiska i stawy, cały skomplikowany system cieków wodnych, które podnoszą walory krajobrazowe miasta, ale tworzą także istotny element jego systemu obronnego.

Widok miasta zajmuje wewnętrzne strony 48-go arkusza tomu, opis wypełnia połowę odwrotnej strony. Miedzioryt ma format 492 x 306 mm, kompozycyjnie dzieli się na trzy poziome pasy. W górnej części, ponad miastem widzimy okazały kartusz o manierystycznych formach, z łacińskim napisem, który przytaczam w polskim tłumaczeniu Hieronima Łopacińskiego: Widok miasta Lublina w Królestwie Polskim, sławnego w całym świecie trzy razy na rok odbywającymi się jarmarkami. Po bokach znajdują się dwa mniejsze kartusze z herbami: po lewej królestwa, po prawej miasta. Dolny poziomy pas zajmuje legenda, rozdzielona na cztery kolumny, w których umieszczono krótkie napisy identyfikujące 22 obiekty w mieście, oznaczone cyframi na widoku. Sześć budowli ma podpisy bezpośrednio na grafice.

Warto gruntowniej przestudiować opis, gdyż znany jest on niemal tylko specjalistom, podczas gdy widok kojarzymy z wielu reprodukcji, wydawnictw okolicznościowych, a nawet pocztówek.

Opis miasta ma uporządkowaną i bardzo jasną strukturę, co nie jest cechą charakterystyczną wszystkich opisów w dziele Hogenberga i Brauna. Rozpoczyna go krótki wstęp mówiący o wysokiej randze Lublina pośród innych miast Rzeczpospolitej. Podane mamy także współrzędne geograficzne jego położenia. Dalej następuje rys historyczny. Wymieniono w nim Władysława Łokietka w roli założyciela, podając jako przyczynę lokacji dogodne położenie i walory obronne miejsca – warownia strzegąca przed najazdami Tatarów. Jako kolejny władca wymieniony został Kazimierz Wielki, który dalej rozbudował miasto i wzmocnił jego obronność. Na tym kończy się krótkie wprowadzenie historyczne. Po nim podano odległości dzielące Lublin od innych miast, takich jak: Kraków, Sandomierz, Wilno.

Dalej następuje opis topograficzny. Autor podkreśla obronny charakter miasta, pisząc o bardzo wysokich murach i głębokiej fosie, dość szeroko – jak na objętość całego opisu – rozwodzi się nad walorami krajobrazowymi i rekreacyjnymi jego położenia. Zwłaszcza oblewające go od wschodu i południa wody stawów dodają miastu uroku. Następnie opisuje kolejne budowle. Przede wszystkim zaś nadzwyczajną stanowi ozdobę tak miasta, jak i całej okolicznej krainy, zamek bardzo warowny skutkiem położenia swego i fortyfikacji, zbudowany na dość wyniosłym wzgórzu nad stawem i łączący się z miastem za pomocą mostu. Następujący dalej opis zamku, jak i jego wyglądu w panoramie miasta stanowi bardzo ważne źródło wiedzy o tej budowli, której forma pierwotna nie przetrwała. Krótki, zaledwie dwu zdaniowy opis informuje zarówno o obronnym, jak i rezydencjonalnym charakterze zamku lubelskiego: Okazały jest z nader wysokimi basztami i wspaniałymi budowlami, stanowiącymi bardzo wygodne pałace i komnaty do zamieszkania dla królów, i bardzo silną twierdzę dla odparcia jakiejkolwiek liczby nieprzyjaciół.

Wśród przepysznych budowli publicznych i prywatnych, kościelnych i świeckich, w zadziwiający sposób przyozdabiających miasto, niektóre wymieniono zaledwie, inne opisano bardziej szczegółowo. W przypadku zespołu brygidkowskiego, podkreślono rzadkość występowania klasztorów tego zakonu.

Szczególne miejsce w opisie zajmuje zespół jezuicki, któremu poświęcono wyjątkowo obszerny passus, utrzymany we wręcz panegirycznym tonie. Artystyczna okazałość kościoła i klasztoru tego zakonu jest odbiciem jego roli i zasług dla Rzeczpospolitej. Opisywane szczegółowo walory artystyczne architektury i wystroju wnętrza kościoła św. Jana Chrzciciela, służą rozpaleniu uczuć religijnych wiernych i pobudzeniu do modlitwy. Opis koncentruje się na kolegium: Szczęśliwi z posiadania takiego skarbu, Lublinianie nie tylko mają zabezpieczone prawdziwe i bardzo dokładne wykształcenie swych dzieci, ale nadto z tego właśnie względu zasługują się dobrze swym sąsiadom i obcym. Zarówno objętość tekstu poświęconego jezuitom, jak i ton wypowiedzi, zdaniem Łopacińskiego dają podstawę, aby autora całego opisu miasta dostarczonego Braunowi, szukać w środowisku lubelskiego klasztoru tego zakonu.

W dalszej kolejności, proporcjonalnie dużo uwagi autor poświęcił kolegiacie św. Michała, której wyróżniającą się cechą w sylwecie miasta jest wysoka wieża. Jako przyczynę fundacji i wezwania wskazano zwycięstwo Leszka Czarnego nad Jadźwingami. W dalszej kolejności wymieniono klasztor dominikański, kościół św. Wojciecha, Mikołaja na Czwartku i pobliską cerkiew.

Potem następuje omówienie budowli świeckich o charakterze publicznym. Najwięcej objętości zajmuje opis Trybunału Koronnego, który wyróżnia piękna wieża. Cała uwaga skupia się na jego funkcji. Z ważniejszych faktów politycznych wyszczególniono podpisanie Unii Polski i Litwy i hołd księcia pruskiego Albrechta. Bardzo wyraźnie podkreśla się rangę polityczną Lublina, jako miejsca budowania zgody w Rzeczpospolitej i podejmowania istotnych decyzji o znaczeniu międzynarodowym. Potem wskazano na rangę gospodarczą miasta:  Niemniej sławne jest to miasto jarmarkami, odbywającymi się tutaj trzy razy na rok, przyczym każdy z nich trwa miesiąc prawie. Zjeżdżają się zwykle  na nie z najdalszych stron świata różne narody: Niemcy, Grecy, Ormianie, Arabowie, mieszkańcy Moskwy, Scytowie, nawet Francuzi, Włosi i Anglicy. Znajduje się w Lublinie bardzo wielka liczba Żydów, mieszkających przeważnie na przedmieściach i  mających tu najważniejszą na całą Polskę synagogę.

Opis miasta chociaż krótki, dostarcza jednak istotnych informacji na jego temat. Podkreślono wyraźnie jego międzynarodową rolę, głównie w dziedzinie politycznej i gospodarczej. Z tak skonstruowanym opisem doskonale koresponduje miedziorytnicza panorama miasta. Należy ona bez wątpienia do grupy sztychów o najwyższym poziomie artystycznym w dziele Brauna.

Dlatego dziwić się nie należy, że miasto to kwitnie przed innymi, i nie brak tu niczego, co służy bądź do użytku zwykłego i potrzeb życia, bądź nawet do uciechy i okazałości.

 Koniecznie przeczytaj całe czerwcowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej