concerto antemurale

W niedziele 7 września w przestrzeni Galerii Malarstwa Polskiego Muzeum Lubelskiego mogliśmy wysłuchać, moim zdaniem wyjątkowego, koncertu. Zagrał lubelski zespół instrumentów dawnych Concerto Antemurale, specjalizujący się w wykonywaniu muzyki barokowej XVII i XVIII wieku. Muzycy grają na oryginalnych lub rekonstruowanych instrumentach barokowych, co w połączeniu z wysoką kompetencją w dziedzinie historycznych praktyk wykonawczych, daje odbiorcy poczucie autentyczności wykonań kompozytorów tamtej epoki, tak lubianych zarówno przez wyrobionych, jak i okazjonalnych słuchaczy muzyki klasycznej.

W niedzielne, dość wczesne, jak na koncert popołudnie – godz. 17.00, naprzeciwko potężnego płótna Jana Matejki „Unia Lubelska”, zebrała się niezbyt liczna grupa słuchaczy. Na koncert dotarłem w ostatniej chwili i bardzo zdziwiła mnie ta garstka odbiorców i atmosfera wyciszenia, panująca w galerii. Może to aura muzeum tak nastraja, zobowiązując ludzi do powściągliwości i zniżania głosu do szeptu. Wrażenie było tym silniejsze, że na zewnątrz panował wyjątkowy gwar, wręcz rozgardiasz. Niedziela była ostatnim dniem Europejskiego Festiwalu Smaku, a słoneczna i wyjątkowo ciepła pogoda, wyciągnęła z domów tych, którzy pozostali w mieście. Jadło i najróżniejsze produkty spożywcze serwowano we wszystkich możliwych postaciach. Na Deptaku i Starym Mieście królowały: gwar, kolory i zapachy. Tak więc, na Zamku zjawili się tylko ci, którzy dokładnie wiedzieli, jakiej muzyki przyszli posłuchać. Z pewnością melomanów byłoby więcej, gdyby nie pogoda, która wypędziła wielu z nas poza miasto, „bo może to już jeden z ostatnich tak ładnych weekendów tego roku”.

Program koncertu obfitował w wielkie nazwiska: Vivaldi, Bach, Teleman, a obok nich trochę rzadziej wykonywani: Heinichen, Graun, Veracini, Abel.

Muzycy zaczęli grać. Ci z nas, którzy rzadziej słuchają wykonań muzyki barokowej na oryginalnych instrumentach, ze zdziwieniem dostrzegli, że brzmią one zdecydowanie ciszej i subtelniej niż współczesne skrzypce, altówka, czy wiolonczela. Ich brzmienie jest cieplejsze, bardziej „drewniane”. Mnie też podczas słuchania muzyki barokowej nasuwa się jeszcze jedno spostrzeżenie. Ludzie tej dość już odległej epoki, cieszyli się jakby trochę inaczej, w moim przekonaniu musieli być bardziej powściągliwi. Ich muzyka, także utwory uchodzące za wyjątkowo „wesołe” brzmią jakby melancholijnie.

Niech więc dobra muzyka wędruje po mieście, wychodzi z murów z definicji dla jej odbioru zarezerwowanych. To zarówno jej, jak i nam wychodzi na dobre. Miasto staje się rzeczywistą przestrzenią, w której spotykają się przeszłość i współczesność. Muzyka zyskuje kontekst i ciekawą oprawę w postaci autentycznych wnętrz, a słuchacze obcują z nią w otoczeniu, które wzmacnia skalę przeżyć. I chociaż obrazy, pośród których słuchaliśmy utworów wykonywanych przez Concerto Antemurale w przeważającej większości pochodzą już z późniejszych epok niż muzyka, która znalazła się w programie koncertu, to taka korespondencja sztuk z zasady dobrze służy i muzyce i malarstwu, a przede wszystkim służy odbiorcom.

Ciąg dalszy przeczytasz w kolejnym wydaniu magazynu antidatum.

Andrzej