PM_2005_0821_115818AA_1

 

Świątynia Greckokatolickiej Parafii w Lublinie

W dniu, w którym piszę ten tekst, Kościoły wschodnie świętują Wielkanoc. Na terenie Lublina i Lubelszczyzny wyznawcy dwóch obrządków, Grekokatolicy i Prawosławni spieszą do swych świątyń by czcić Zmartwychwstanie Pańskie. Wszyscy w Lublinie wiemy, gdzie modlą się wyznawcy Prawosławia. Zabytkową cerkiew na Podzamczu identyfikujemy bez trudu, nawet jeśli nie byliśmy wewnątrz, to jej bryła doskonale utrwaliła się już w krajobrazie miasta. Budowla stoi tu już kilka stuleci. Ale gdzie modlą się Grekokatolicy? Z odpowiedzią na to pytanie niejeden z nas miałby problem.

Wyznawców przybywa, głównie za sprawą studiującej w Lublinie młodzieży z Ukrainy. Do niedawna Parafia Greckokatolicka w Lublinie nie posiadała jednak własnej czynnej cerkwi. Liturgię sprawowano gościnnie w kościele p. w. św. Jozafata przy ul. Zielonej. Kilkanaście lat temu sytuacja się zmieniła.

Jadąc w kierunku Warszawy, na drugiej Górce Sławinkowskiej, po lewej stronie widzimy rozległe tereny Muzeum Wsi Lubelskiej, potocznie zwane „skansenem”. U podnóża jednego ze wzgórz, tuż za ogrodzeniem widać zwartą, wysmukłą bryłę drewnianej świątyni, nakrytą trzema kopułami. Wygląda jak jeden z obiektów zespołu muzealnych budowli, reprezentujących budownictwo różnych regionów obszaru Lubelszczyzny. I rzeczywiście jest to jeden z eksponatów muzealnych, ale nie tylko. To jednocześnie parafialna świątynia wspólnoty greckokatolickiej Lublina, której przewodniczy proboszcz ks. Stefan Batruch.

Teoretycznie cerkiew powinna być usytuowana w sektorze regionu Roztocze, który reprezentowany jest w Muzeum przez liczną grupę budownictwa wiejskiego. Translokowano ją bowiem ze wsi Tarnoszyn, położonej w okolicach Tomaszowa Lubelskiego, przy obecnej granicy polsko-ukraińskiej. Niemniej jednak, pomysł aby nadać jej podwójną funkcję, i muzealną i kultową – świątyni parafialnej, wymagał wyłamania się z tej zasady przyjętej celem prezentacji architektury regionów kulturowych, składających się na obszar Wyżyny Lubelskiej. Cerkiew ulokowano w miejscu doskonale eksponowanym, a jednocześnie dostępnym niezależnie od układu komunikacyjnego samego muzeum.

Warto podkreślić, że takie rozwiązanie, gdy obiekt sakralny zostaje uratowany dzięki przeniesieniu go do muzeum i nadaniu mu statusu eksponatu, a jednocześnie ożywa jako miejsce modlitwy, nie jest praktyką częstą. Jest jednak rozwiązaniem najbardziej pożądanym, gdyż w nowym miejscu w pełni przywracamy mu pierwotną funkcję, która pierwotnie warunkowała jego powstanie i czasami wielowiekową egzystencję. Tak też jest w tym przypadku. Cerkiew otwarta jest dla zwiedzających, którzy mogą zwiedzać autentyczną świątynię wraz z jej funkcjonalnym – liturgicznym wyposażeniem. Wspólnota parafialna zaś ma swą świątynię – miejsce modlitwy i sprawowania liturgii.

Cerkiew jest budowlą drewnianą, trójdzielną, składa się z prezbiterium, nawy, babińca. Przy prezbiterium od północy i południa usytuowane są dwie zakrystie. Długość budowli to ok. 18,5 metra, a wrażenie wysmukłości nadają trzy kopuły, usytuowane nad każdą z części, przy czym jedynie kopuła nawy jest rzeczywista, natomiast dwie pozostałe, nad prezbiterium i babińcem, są kopułami pozornymi. Jedynie ich baniaste hełmy czytelne są na zewnątrz i mają znaczenie kompozycyjne i symboliczne, ale nie konstrukcyjne.

Historia naszej cerkwi jest niesłychanie bogata i wręcz dramatyczna. Można by ją nazwać kościołem „wędrującym”. Zbudowano ją w 1759 roku w miasteczku Uhrynów koło Sokala jako greckokatolicką świątynię dla parafii św. Mikołaja Cudotwórcy. Gdy w 1900 roku parafianie wznieśli nową, murowaną świątynię, dawną drewnianą nabyła parafia greckokatolicka w Ulhówku z przeznaczeniem na cerkiew filialną we wsi Tarnoszyn. Tu przeniesiono ją w latach 1903-04 i uroczyście konsekrowano w 1906 roku. Przeznaczoną sobie funkcję pełniła do 1947 roku. Akcja Wisła i przesiedlenie większości rdzennych mieszkańców przez władze komunistyczne pozbawiły świątynię większości wyznawców. W latach 1947 – 1960 pełniła funkcję kościoła parafii katolickiej. Gdy z kolei ci wznieśli nowy murowany kościół, dawna cerkiew została opuszczona i zaczęła popadać w ruinę. Zdewastowana, kilkukrotnie podpalana, ostała się jako wypruty ze wszelkich elementów liturgicznego wyposażenia, architektoniczny destrukt. Po trzydziestu latach obumierania nabyła ją Parafia Greckokatolicka w Lublinie, w 1994 r. przeniesiono ja na teren Skansenu. Pomimo przeciwności losu i kolejnych translokacji, zadziwiająco dobrze zachowały się oryginalne elementy  konstrukcji. W latach 1997–98, po gruntownych badaniach i konserwacji dokonano ponownego montażu bryły architektonicznej. Stało się to możliwe dzięki zgodnej współpracy parafii i muzeum, wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury i Sztuki, licznych fundacji, współdziałaniu muzealników, historyków sztuki i sporego grona konserwatorów z Polski i Ukrainy – głównie ze Lwowa. Ale tak naprawdę o ostatecznym sukcesie zadecydowały upór i determinacja ks. Stefana Batrucha.

Trudnym wyzwaniem był wybór elementów wyposażenia. Pierwotne nie zachowało się, uwzględnić też trzeba było podwójną funkcję obiektu w nowym miejscu – kultową i ekspozycyjną. Dylemat, czy sięgnąć po wyposażenie liturgiczne pochodzące z innych, nie istniejących już cerkwi, czy oprzeć się na kopiach, które dawałyby wyobrażenie o jej wystroju z okresu 20-lecia międzywojennego nie było dylematem łatwym. Każde potencjalne rozwiązanie było kompromisem. W przeciwieństwie do dobrze zachowanej architektury, stan polichromii wnętrza nie pozwalał na odtworzenie programu jakichkolwiek kompozycji. Najwięcej uwagi poświęcono ikonostasowi, to najważniejszy element wyposażenia liturgicznego każdej cerkwi i artystyczna dominanta we wnętrzu. Pierwotny ikonostas z Tarnoszyna zachował się jedynie szczątkowo, i chociaż był charakterystyczny dla terenów Polski wschodniej XIX wieku – z dużymi przezroczami nad partią wrót królewskich i diakońskich – w literaturze ten typ nazywany jest niekiedy hrubieszowsko-tomaszowskim, ze względu na wartość artystyczną oryginalnej architektury i cele muzealne, nie zdecydowano się na rekonstruowaną kopię. Sądzę, że słuszną decyzją było przeniesienie do wnętrza zachowanego w przeważającej większości oryginalnie ikonostasu z Teniatysk. To miejscowość położona zaledwie kilkanaście kilometrów od Tarnoszyna. Ten ikonostas reprezentuje formę tradycyjną, bardziej archaiczną. Po podjęciu decyzji, która była o tyle łatwiejsza, że wytypowany ikonostas znajdował się w zbiorach Muzeum Wsi Lubelskiej. Pozostał jedynie problem techniczny – jak wpasować go w nowe wnętrze. Patrząc na efekt końcowy, mniej zorientowany zwiedzający nie dostrzeże chyba jego obcego pochodzenia. Elementy ruchomego wyposażenie z Tarnoszyna, nieliczne zresztą, pieczołowicie zakonserwowane, wróciły na swoje pierwotne miejsce. Pozostałe pochodzą z niebędących już w kulcie innych cerkwi. Widoczna już dzisiaj całość tworzy jednolity estetycznie i stylistycznie zespół.

Ikonostas, historia jego rozwoju, liturgiczna funkcja i program treściowy, to temat bogaty i frapujący. Zasługuje na osobne potraktowanie, dlatego zostawiam go na odrębny tekst.

W tym miejscu zachęcam do wycieczki do skansenu i wizyty także w cerkwi. A może wybierzecie Państwo w dzień i godzinę sprawowania nabożeństw. Dopiero uczestnicząc w liturgii, przynajmniej biernie, zrozumiemy w pełni, na czym polega fenomen świątyni – w tym wypadku obrządku wschodniego. Słowa i gesty celebransów, śpiewy cerkiewne, język, zestrojone z architektura, tworzą nierozerwalną jedność.

Aby zachęcić do takiej wyprawy – sezon w skansenie już się zaczął – zamieszczamy kilka zdjęć autorstwa Pana Piotra Maciuka. A ponieważ wiosnę w tym roku mamy niesłychanie dynamiczną, to i cerkiew w zimowej szacie będzie na miejscu.

Koniecznie przeczytaj całe kwietniowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej