arch12

 

Jak głosi klasyczna i jednocześnie najkrótsza definicja, architektura to sztuka kształtowania przestrzeni. Jak wpływa ona na ład przestrzenny widać przede wszystkim na przykładzie budowli współczesnych. Budynki dawne wrosły już w przestrzeń, zadomowiły się w naszej świadomości, kryterium dawności narzuca ich pozytywny odbiór, mimo, że w czasach gdy powstawały często budziły kontrowersje, a nawet negatywne emocje. Wypełniające Lublin dawne budowle i rozwiązania przestrzenne w poczuciu większej lub mniejszej świadomości ich wartości staramy się chronić. A co z architekturą współczesną, np. tą z drugiej połowy XX wieku? Tu sprawa nie jest już tak oczywista, przynajmniej dla niektórych. Oceny bywają diametralne skrajne. Wielu z nas tak negatywnie ocenia okres PRL-u, że i architekturę tworzoną w tych czasach odrzuca jako świadectwo minionej epoki. Coraz częstsze są już jednak oceny bardziej wyważone. Niezależnie od panujących systemów politycznych powstawała dobra i zła architektura. Tak też jest w Lublinie. Mamy znakomite przykłady dużych zespołów urbanistycznych – LSM, których wartość uznają niemal wszyscy. Ale np. nie udało się ocalić jednego z pawilonów zaprojektowanych przez Oskara Hansena na osiedlu Słowackiego. Został on gruntownie przebudowany i dopiero po fakcie – w dużej mierze pod wpływem presji społecznej, przebudowę uznano za niezgodną z prawem. Tocząca się batalia społeczna nie uchroniła przed zniszczeniem kina „Kosmos”. Najpierw została po nim dziura w ziemi, a teraz stoi w tym miejscu nowoczesny budynek biurowo – mieszkalny. Wola właściciela i presja inwestorska okazały się silniejsze.

Lublin ma także swoich architektów, którzy twórcze pomysły realizowali w tym mieście. Czesław Doria-Dernałowicz, Tadeusz Witkowski, Ignacy Kędzierski, Czesław Gawdzik to nie tylko nazwiska, to konkretne budowle, które ukształtowały miejską przestrzeń i nadały jej konkretny wymiar, a w konsekwencji utrwaliły się w naszej świadomości. Istnieje zagrożenie, że niebawem zniknie z centrum dawny dom towarowy, popularny ”Pedet”. Chociaż jego forma – zbyt nowoczesna jak na starą zabudowę otoczenia, raziła niektórych, to rozmiary i sposób wkomponowania w kontekst jest wciąż wzorem myślenia komplementarnego w zurbanizowanej przestrzeni. Pytanie, czy nowa inwestycja w tym miejscu – kolejna galeria handlowa z garażowcem, już zaakceptowana przez władze miasta, będzie z punktu widzenia ładu urbanistycznego lepszym rozwiązaniem. Takich pytań i wątpliwości rodzi się więcej – Plac Litewski i zapowiadana jego przebudowa. Zwolennicy jego unowocześnienia mówią o potrzebie podniesienia jakości jego przestrzeni, o rewitalizacji. Ten ostatni termin w najprostszym tłumaczeniu oznacza ożywienie. A przecież dzisiaj właśnie ten plac żyje autentycznie. Spotykają się tu miłośnicy szachów i warcabów. Na ławkach cale godziny spędzają rodzice z dziećmi i emeryci. Miłośnicy słonecznych kąpieli wystawiają się na działanie promieni. Pojawiają się amatorzy kąpieli w fontannie. Toczy się tu prawdziwe życie, co chcemy więc rewitalizować? Czy po przebudowie nie dostaniemy w zamian przestrzeni rodem z programów komputerowych, plastikowej, bez wyraźnego zakorzenienia w lokalności.

Ostatnich kilka lat to wyraźne ożywienie budowlane. Powstały, lub są w trakcie realizacji nowe, często spektakularne inwestycje, których w poprzednim dziesięcioleciu było mniej. Wiele z nich powstaje w samym centrum, lub w bezpośrednim jego otoczeniu. Budowle te w trwały sposób zmieniają wizerunek naszego miasta, formują estetycznie też nas – jego mieszkańców. Wykraczają więc daleko poza swą utylitarną funkcję. Tych kilka fotograficznych migawek, które podsuwamy naszym czytelnikom, to zaledwie niewielki wybór. Chcemy w ten sposób wyczulać nas wszystkich na wartości i rolę architektury w kształtowaniu ładu w przestrzeni publicznej.  Tak, jak łatwo wyburzyć wartościowy obiekt, równie łatwo coś zbudować. Konsekwencje takich decyzji ponosimy potem przez długie dziesięciolecia. Podnośmy czasem głowy do góry, obserwujmy, co też nowego budują. Nie jest to dla nas i nie powinno być obojętne.

Koniecznie przeczytaj całe czerwcowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej