brukselka5

Krajobraz osiedlowego warzywniaka na początku stycznia jest dość ponury. Można dostrzec wiele kolorów: pomarańczowe marchewki, białe pietruszki, ciemnoróżowe buraki i czerwone pomidory (które smakują jak surowy ziemniak), jednak brakuje w tym bukiecie zieleni. Pęczki natki pietruszki, koperku i szczypiorku niezauważenie zredukowały się do trzech gałązek, a i te reszteczki nie smakują tak jak latem. W sierpniu, gdy robiłam pietruszkowe pesto, wystarczył mi jeden pęczek, a dziś musiałabym kupić ich siedem. Ale nie mam ochoty, bo listki wyglądają jakoś tak plastikowo.

O tej porze roku, spośród zielonych liści, naturalnie rośnie tylko jarmuż. Nasz zjadły sarenki, życzymy im „na zdrowie”, ale my też chcemy czegoś zielonego. W większości sklepów sprzedawcy nawet nie wiedzą, co to jest, a państwo z naszego warzywniaka stwierdzają, że nigdy nie widzieli go na giełdzie. Dla spragnionych zieloności jest jednak rozwiązanie. To brukselka.

Przez wielu znienawidzona już od dzieciństwa. Zaczęło się w przedszkolu, gdzie rozgotowane szaro-zielone kleiste grudy ukrywaliśmy pod ziemniakami, bo były gorzkie i zatykające. Babcine nie były lepsze, a to był już ostateczny argument przeciwko tym małym kapustkom. Przecież babcia gotowała najlepiej na świecie. Wiele osób wnosi taki obraz brukselki w dorosłość. Nie jemy jej, bo nie lubimy. Ja miałam podobnie, dopóki jakiś czas temu nie zobaczyłam na moim ulubionym blogu kulinarnym (strawberriesfrompoland.blogspot.com) przepisu na „kremową brukselkę”. Wiedziałam, że muszę się przełamać i spróbować, zwłaszcza, że autorka przekonywała, iż przyrządzona w ten sposób brukselka traci swoją charakterystyczną gorycz. Obecnie jest to nasz ulubiony sposób przyrządzania ulubionego zimowego warzywa. Co roku bojąc się nadchodzącej zimy, jednocześnie wyczekuję pojawienia się na straganach małych zielonych kulek. Ta potrawa smakuje wszystkim dotąd zrażonym do brukselki. Można ją zjeść samodzielnie lub jako dodatek do obiadu. Tą ze zdjęć spałaszowaliśmy w towarzystwie risotto.

Kremowa brukselka

  • 400-500 g brukselki
  • filiżanka słodkiej śmietanki 18%
  • kawałek masła
  • sól i pieprz

Brukselki obieram i wykrawam z nich głąbki, oczyszczone płuczę i gotuję w lekko osolonej wodzie przez około 10 minut, aż będą miękkie z zewnątrz i chrupiące w środku. Odcedzam je i pomagając sobie widelcem przekrawam wzdłuż na połówki. Na patelni rozpuszczam kawałek masła i układam na niej połówki brukselki rozcięciem do dołu. Gdy się dość mocno zrumienią, mieszam i dodaję sól oraz pieprz. Do podsmażonych brukselek dodaję śmietankę i mieszam dokładnie. Duszę przez kilka minut, aż warzywa ją wchłoną. Podaję od razu.

Kiedy już pokonałam opory, przyszedł czas na wiele potraw z udziałem brukselki. Jest pyszna i zdrowa, jak wszystkie kapusty, a dużo bardziej poręczna i wielofunkcyjna, niż wielkie przytłaczające główki. Można z niej na przykład zrobić chipsy. Miłośnicy chrupiących plasterków ziemniaka prawdopodobnie właśnie krzywią się na myśl o takich marnych „zdrowotnych” podróbkach jedynej słusznej przekąski. Uwierzcie mi jednak, że chipsy z brukselki pasują nie tylko do szklanki wody. Można dodać do nich ulubionych przypraw nadając im w ten sposób indywidualny charakter. Mocno przypieczone są lekko gorzkie, jednak jest to gorycz podobna do tej rukoli, a nie piołunu. Jeśli będziemy je piec krócej, stracą nieco na chrupkości, ale będą mniej intensywne. Radzę pozwolić im wystygnąć na blaszce i przesypać do naczyń tuż przed podaniem.

Chrupiące chipsy z brukselki

  • brukselka
  • oliwa lub olej
  • sól i pieprz
  • ulubione przyprawy (ja dodaję pieprz Cayenne)

Brukselki dokładnie płuczę. Obrywam z nich listki i wrzucam je do miski. (Przyznaję, że najmłodsze, mocno zbite listki zjadam na surowo. Smakują podobnie, jak ulubiony w dzieciństwie głąb z kapusty. Czy tylko ja go uwielbiałam?) Do miski dodaję dużą szczyptę soli, przyprawy oraz tłuszcz i wszystko mieszam dłońmi, aż każdy listek będzie dokładnie pokryty. Wykładam je na blaszkę z papierem do pieczenia tak, aby listki nie dotykały się wzajemnie i piekę w 200°C przez około 10-12 minut. Trzeba pilnować, aby nie zwęglić upragnionej przekąski. Są naprawdę pyszne i nie powodują uczucia „chipsowego kaca”, które dają sztuczne dodatki do gotowych chipsów.

Łucja