bidynator7

 

W dzisiejszym odcinku serialu zatytułowanego „moje zegarki” będę chciał odwrócić proporcje. Więcej uwagi poświęcę temu, co siedzi w środku, niż temu, jak zegarek wygląda. Dla tego mechanizmu, jego roli w historii rozwoju napędów automatycznych, właściwie mogłoby być nieistotne, jaka jest tarcza czy koperta, można by go wręcz wyjąć z koperty, oprawić w ramki i powiesić na ścianie, aby przypominał, że historia zegarmistrzostwa to nie dzieje nudziarzy godzinami i latami dopasowujących do siebie kółka i trybiki, ale czasami wręcz pasjonująca historia wyzwań, które stawiał sobie człowiek. Bidynator to mechanizm, który nie był wyposażeniem dla ekskluzywnych produktów wielkiego zegarmistrzostwa, zarezerwowanym dla tych, których stać było na ogromny wydatek. Był to innowacyjny automat, w którym wyposażyć można było „zegarek dla ludu”.

W historii mojego zbieractwa kilkakrotnie wpadały w moje ręce zegarki z lat 40-50tych wyposażone w ten automat. Niestety, większości z nich musiałem się pozbyć z powodu kryteriów, które ustaliłem sam dla siebie. Zegarek może być w lepszej lub gorszej kondycji, ale musi być w pełni oryginalny. Większość egzemplarzy z Bidynatorem w mojej szufladzie miała odnawiane tarcze. Te niezbyt wyśrubowane kryteria, którymi się kieruję spełniały tylko dwa modele: Roamer i Avalon. Chociaż ta druga nazwa nawet zbieraczom mówi niewiele, to właśnie temu zegarkowi poświęcę ten tekst. Dlaczego? Bo ma wyjątkowo atrakcyjną formę. To ona właśnie zdecydowała, że kiedyś zwróciłem na niego uwagę. Ma w sobie cechy zegarka o najbardziej ponadczasowej formie okrągłej koperty, ale jego uszy z trójstopniowym schodkowym przefrezowaniem są jednocześnie echem rozwiązań stylistycznych typowych dla art deco. Te artdekowskie kształty zadziwiająco dobrze udało się projektantom pogodzić  z tarczą o cechach militarnych, charakterystycznych dla mody po II Wojnie Światowej. Zegarek pochodzi zapewne z przełomu lat 40/50. Jest zachowany w znakomitym stanie. Na powierzchni stalowej koperty krawędzie zachowały swoją ostrość, podobnie jak faktury, w niektórych partiach matowane, w innych polerowane na połysk. Tarcza jest równie nienaganna, bez śladów najdrobniejszych rys, czy utleniania się lakieru. Arabskie indeksy godzinowe mają piękny odcień jasnego brązu. Pozostałe elementy skalowania: maleńkie cyfry podziałki minutowej i kreskowe znaczniki sekund, jak i wszystkie napisy są w czarnym kolorze. Po tarczy poruszają się typowo wojskowe w stylu wskazówki szkieletowe z wypełnieniem i pędzi dziarsko krwistoczerwony sekundnik. Tylny dekiel jest solidny, zakręcany i bogato opisany. Inskrypcje informują, że zegarek jest w całości stalowy, antymagnetyczny i wodoodporny, posiada system antywstrząsowy – incabloc i wyprodukowany został w Szwajcarii. Jak na zwykły zegarek w tamtej epoce, to całkiem sporo. Zajrzyjmy teraz pod dekiel, tu zagnieździł się nasz bohater – tytułowy Bidynator. Wykonany równie starannie jak koperta, w równie nienagannym stanie zachowania. Mimo słusznego wieku musiał dotychczas pracować bezawaryjnie, bo brak widocznych śladów ingerencji zegarmistrzowskiej. Do dzisiaj pracuje wzorowo.

Tyle o moim egzemplarzu, a teraz garść informacji na temat jego historii.  Wytwórcą mechanizmu była firma Felsa, założona w 1918 roku, produkująca surowe mechanizmy, których odbiorcami byli finalni producenci gotowych zegarków. Już pod koniec XIX wieku, tylko nieliczne marki wypuszczały zegarki w całości powstające we własnej fabryce. Proces specjalizacji w szwajcarskim przemyśle zegarmistrzowskim zaczął się bardzo wcześnie. Już pod koniec lat 20tych Felsa została włączona do Ebauches S.A., trustu zrzeszającego kilkunastu producentów surowych mechanizmów, utworzonego w celu ochrony interesów tej grupy przedsiębiorców. Grupa przetrwała zadziwiająco długo, od 1927 do 1983 roku.

Chociaż historia mechanizmów z naciągiem automatycznym jest bardzo długa, to w przypadku zegarków naręcznych rozpoczyna ją firma Rolex ok. 1930 roku. Dokładnie w 1931 zaprezentowano model Perpetual. Masa zamachowa – wahnik obracał się dookoła własnej osi w obu kierunkach, ale sprężynę naciągał tylko w jednym. System ten nazywany jest naciągiem jednostronnym i z równym powodzeniem stosowanym do dzisiaj, np. tak utytułowana marka jak Patek Philippe skonstruowała bardzo płaski kaliber 315 o takim właśnie rozwiązaniu. Rolex swój nowy wynalazek objął ochroną patentową, tak, aby inni producenci nie mogli go bezkarnie kopiować. Ochrona ta trwała 15 lat. W tym czasie znaczniejsi producenci pracowali nad własnymi automatami, inni, którym brak było środków na badania, albo uznali to za niepotrzebny wydatek, albo czekali na wygaśnięcie ochrony. W 1942 roku Felsa, dotychczas mały trybik w dużej maszynie producentów mechanizmów, zaprezentowała swój pomysł na bezobsługowy mechanizm – Bidynator. Kaliber oznaczono numerami 410 i 415. W przeciwieństwie do roleksowskiego Perpetuala naciągał on sprężynę niezależnie od tego, w którym kierunku obracał się wahnik. Zasad jego konstrukcji nie będę opisywał, bo to czysto techniczna kwestia. Ważne jest, że rozwiązanie konstrukcyjne było nowością – naciąg dwustronny, konstrukcja o bardzo dobrych wartościach roboczych. Wkrótce Felsa stała się głównym dostawcą mechanizmów automatycznych grupy Ebauches SA. Mechanizm miał jeszcze jedną wyróżniającą cechę, szalenie istotną w przypadku zegarków naręcznych, niewielką wysokość – 5,8 mm. Dla porównania mechanizm roleksowski mierzył 7,5 mm. Warto uświadomić sobie, jak trudna to kwestia do rozwiązania. Mechanizm automatyczny – obrazowo mówiąc – ma budowę piętrową. Na moduł główny z balansem, wychwytem, bębnem sprężyny i przekładniami zębatymi, od góry nałożony jest segment automatu, którego sercem jest umieszczony na osi wahnik i system przełożeń, przekazujący jego ruchy na bęben sprężyny. Tak więc model automatu pogrubia mechanizm. Nie można go bezkarnie miniaturyzować, gdyż ruchomy wahnik musi mieć odpowiednią masę, aby efektywnie naciągać sprężynę i zapewnić zegarkowi przynajmniej minimalną rezerwę chodu.

Ciąg dalszy przeczytasz w styczniowym wydaniu magazynu antidatum.

Andrzej