artinn18

 

 

W weekend 17 i 18 stycznia w Galerii Labirynt odbyły się pierwsze lubelskie targi Art Inn.

Jest to bardzo ciekawa inicjatywa, która sprawdziła się już w dwu poprzednich edycjach w Warszawie. Art Inn jest próbą połączenia festiwalu i targów młodej sztuki. Pojęcie „młoda” należy rozumieć dosłownie – przy naborze uczestników bierze się pod uwagę również kryterium wieku – w tym wypadku nie więcej niż 35 lat. Artyści zgłaszający chęć zaprezentowania swojej twórczości przechodzą proces kwalifikacji. Spośród kilkuset zgłoszeń do lubelskiej edycji zakwalifikowano ponad pięćdziesięciu artystów z całej Polski, reprezentujących różne dyscypliny artystyczne.

Galeria Labirynt to doskonałe miejsce do realizacji takich przedsięwzięć. Na kulturalnej mapie Lublina zajmuje eksponowaną pozycję. Skupia licznych twórców i odbiorców sztuki. Jest centrum wielu spektakularnych przedsięwzięć twórczych i działań kulturalnych o zasięgu daleko wykraczających poza rogatki Koziego Grodu.

Labirynt udzielił miejsca i oddał do dyspozycji potencjał swoich pracowników. Głównymi organizatorami, czuwającymi nad całością przedsięwzięcia byli Anna Maria Żurek – animator i manager kultury, pomysłodawczyni Art Inn oraz lubelski projektant, scenograf i malarz Michał Ćwiek.

Ideą Art Inn jest wykreowanie nowej, bardziej wielopłaszczyznowej formy prezentacji sztuki współczesnej. Mimo, że jednym z celów jest sprzedaż dzieł, to jednak atmosfera daleko odbiega od propozycji galerii komercyjnych. Artyści prezentują swe prace, rozmawiają z widzami i potencjalnymi nabywcami o swojej twórczości, ale obok mają miejsce inne wydarzenia kulturalne, koncert, video–projekcje. Wszystko to dzieje się w bardzo swobodnej, wręcz piknikowej atmosferze, bez artystowskiego zadęcia i napuszonych min. Przyznać trzeba, że to doskonała forma promocji młodych artystów. I co bardzo ważne, z powodu bardzo szerokiej oferty, adresowana do wszystkich odbiorców. I zwolenników awangardy, i bardziej konserwatywnych miłośników sztuki figuratywnej, a nawet tych, którzy chcieliby nabyć jakiś bibelot do swego mieszkania. Spora grupa twórców wystawiała dzieła z kategorii designu. Były piękne ceramiczne lampy, meble i zabawki.

Wnętrze Galerii to dwie ogromne hale w klimacie industrialnym, ale na potrzeby tego przedsięwzięcia podzielone ściankami i ekranami. Na nich i pomiędzy nimi porozmieszczano prace. Na podestach lub bezpośrednio na betonowej podłodze porozstawiano rzeźby i meble. A my widzowie- uczestnicy mogliśmy krążyć w tym labiryncie sztuki.

Kto przyszedł tu w sobotę lub w niedzielę bawił się znakomicie. Najlepiej bawiły się dzieci, slalomując pomiędzy artystami i ich dziełami. Rodziców z pociechami było bardzo wielu i to chyba dobrze wróży sztuce. Wyrosną nowi świadomi odbiorcy, tylko dzisiejsza Młoda Sztuka nie będzie już wtedy taka młoda.

W Labiryncie doznania artystyczne były komplementarne, mogliśmy uruchomić wszystkie zmysły. Była też muzyka, a wrażeń smakowych dostarczała nam Kap Kap Cafe. W kąciku wielkiej hali zainstalowali swój barek, serwując doskonałą kawę i różnorodne ciasta.

Bogactwo i różnorodność propozycji nie pozwala umieścić wszystkiego pod jednym wspólnym mianownikiem. Mieliśmy prace indywidualnych artystów,  reprezentujące różne gatunki artystyczne i style. Były grupy twórcze i oferta szkół artystycznych. Te ostatnie reprezentowały Zespół Szkół Plastycznych im. C. K. Norwida w Lublinie, którego znakiem firmowym od wielu już lat są snycerka i tkanina artystyczna. Mogliśmy obejrzeć uczniowskie próbki w postaci klasycznych tkanin ściennych i form przestrzennych. W przypadku snycerki były to figuratywne rzeźby z drewna lipowego, jak i przedmioty użytkowe, np. szachy. Drugim „plastykiem” z regionu było Liceum Plastyczne im. Józefa Chełmońskiego w Nałęczowie. W jego ofercie dominowała sztuka użytkowa, przede wszystkim zabawki i meble. Wśród tych ostatnich prym wiodła wiklina. Niektóre meble z niej wykonane bardziej kwalifikowały się do kategorii form przestrzennych, czy rzeźby, niż meblarstwa.

„Lublin Litography” to artyści, którzy sami przedstawiają się jako grupa przyjaciół i pasjonatów druku. Obecność takiej formacji w Lublinie nie dziwi, wszak wizytówką Instytutu Wychowania Artystycznego UMCS od wielu już lat jest właśnie grafika warsztatowa. Litografia – najbardziej klasyczna technika druku płaskiego, kiedyś traktowana zarówno jako artystyczna i użytkowa, dziś zeszła do roli techniki tylko i wyłącznie artystycznej. Członkowie grupy starają się ją ponownie upowszechnić, i to nie tylko wśród miłośników sztuki. Zaprojektowany przez nich cykl wystaw pod wspólnym tytułem „Z Archiwum…”służy dzieleniu się twórczymi i warsztatowymi doświadczeniami z innymi artystami. Wybór ich prac na Art Inn był próbką możliwości wypowiedzi w tej technice.

Intrygująco brzmiąca nazwa „Dobry wypał” ukrywa duet twórców: Martę Pawlak   i Borysa Lewandowskiego. Są ceramikami, warunkowo zaliczyć możemy ich również do twórców lubelskich. Jak sami się deklarują w materiałach na stronie „Labiryntu”, pomysł na lampy z gliny szamotowej „przyszedł późnym latem podczas wieczornego zawieszenia w lubelskim splinie”. Lampy stożkowe, lub kopulaste – biskwitowe czerepy z gliny szamotowej pokrytej szkliwem o nieoczekiwanych wręcz efektach fakturalnych i kolorystycznych, to główny walor artystyczny tych użytkowych przedmiotów. Technika szkliwienia wypalanej ceramiki, przywodzi na myśl szlachetne naczynia japońskie z efektami krwistej lawy, matowych szarości i zieleni, łagodne przejścia kolorystyczne o subtelnym walorowaniu. Lampy zwisają na sznurach z kablami w szlachetnym bawełnianym polocie. Trudno rozstrzygnąć, czy więcej w nich z dzieła sztuki, czy utylitarnego przedmiotu.

W kategorii ceramiki mieliśmy jeszcze jedną szczególnie interesującą propozycję – „Agaf Design”. Pod tą nazwą znajdziemy prace Agnieszki Fornalewskiej-Hill. Na jej stoisku wszystkich przyciągały proste kubki z uchem, ceramiczne, ale wiernie imitujące znane sprzed lat metalowe, emaliowane kubki z wytwórni naczyń w Olkuszu. Białe, z lekkimi czarnymi akcentami i uszkodzeniami oraz odpryskami emalii, do złudzenia przypominające sfatygowane półlitrowe kubki z kuchni naszych babć. Obok stały inne, bardziej wyrafinowane naczynia i  niewielkie formy przestrzenne ze szlachetnej, monochromatycznej ceramiki. Autorka jest absolwentką London Design School, Saint Martins Collage of Arts and Design w Londynie i kilku innych uznanych uczelni artystycznych. Realizowała różne projekty wnętrz, a od 2006 roku prowadzi własną firmę projektową w Polsce. Ciągoty do form użytkowych zaowocowały w 2013 roku powstaniem studia ceramiki użytkowej „Agaf Design”. Efekty jego pracy oglądaliśmy właśnie na Art Inn.

Spośród grona kilkudziesięciu uczestników przybliżam tylko kilku z nich. To mój – całkowicie subiektywny – wybór. Chciałem zwrócić uwagę na niektórych naszych lokalnych twórców, ale zatrzymać się też przy tych propozycjach, które w szczególny sposób łączą mistrzostwo rzemieślniczej tradycji i świeżość nowoczesnego projektowania.

Ci, którzy przyszli do „Labiryntu” na Art Inn mieli okazje wyrobić sobie własne zdanie. Ci, którzy przyjść nie mogli, muszą zadowolić się relacjami innych, albo poczekać na następną okazję.

Koniecznie przeczytaj całe lutowe wydanie magazynu antidatum.

Andrzej