witkowski_1

 

Żyjemy w okresie bardzo dynamicznych przemian naszego miasta. Powstają nowe rozwiązania urbanistyczne, rosną nowe zespoły mieszkaniowe, pojawiają się nowe dominanty w krajobrazie. Modernizuje się i usprawnia sieć dróg i system komunikacyjny. Wśród – niewątpliwie pozytywnych – dla miasta i jego mieszkańców przemian, nie trudno także dostrzec i zjawiska negatywne. W pogoni za nowymi terenami budowlanymi zawłaszcza się obszary, które do niedawna stanowiły naturalną otulinę starego centrum, były też śladem historycznych rozwiązań przestrzennych, tworzyły wreszcie piękny kontekst i tło dla samej architektury. Presja inwestorska prowadzi też do wyburzania, bądź zaburzania kształtu dawnej zabudowy. Ofiarą takich działań padło już wiele obiektów, może nie tych dawnych, ale przede wszystkich takich, które nie w sposób oczywisty – najprościej pojęty, stanowiły kulturową, czy zabytkową wartość. Dużym zagrożeniem dla zabytkowych obiektów są też tzw. „termomodernizacje”. Prowadzone po najniższych kosztach, bez uwzględnienia indywidualnych cech danego budynku, sprowadzają się do oklejenia go grubą warstwą styropianu i pokrycia akrylowym tynkiem. Obiekt taki wraz z uzyskaniem lepszych własności termicznych, traci z reguły wszelkie rysy indywidualne. Zatraca pierwotne proporcje, architektoniczny detal, elementy artykulacji i wreszcie pierwotną fakturę. Staje się pozbawionym cech indywidualnych gniotem.

Ofiarą takich zmian pada najczęściej architektura sprzed kilkudziesięciu lat, w sposób nieoczywisty wymagająca ochrony. Tak straciliśmy kino „Kosmos”, nieodwracalnym zmianom uległy fragmenty hansenowskiego LSM-u. Zapewne następną ofiarą będzie dawny PDT. Ten ostatni to dzieło Tadeusza Witkowskiego, któremu chciałbym poświęcić ten tekst. Jakiś czas temu, idąc ul. Chopina zobaczyłem za szybą sklepu meblowego Domaru duże ogłoszenie o chęci sprzedaży tego budynku. Kiedyś jeden z najlepszych sklepów meblowych w mieście, dziś już dogorywa. Z nieznanych mi powodów właściciel chce się pozbyć budynku. Kto go nabędzie, i z jakim przeznaczeniem wykorzysta? Jak daleko posunie się adaptując go do nowej funkcji? To całkiem zasadne pytania. To także dzieło Tadeusza Witkowskiego, z resztą bardzo charakterystyczne dla jego powojennych projektów. Jeśli nawet nie możemy uznać go za twórcę wybitnego, to na pewno nie można mu odmówić twórczej konsekwencji i przynależności do niezbyt ostro zdefiniowanego modernizmu. Ponadto, jest to architekt, który odcisnął swymi projektami szczególnie wyraziste piętno w przestrzeni publicznej naszego miasta. Był autorem kilkudziesięciu budynków różnej skali i przeznaczenia, od domów jednorodzinnych poczynając, poprzez budynki użyteczności publicznej, architekturę sakralną, przemysłową, a na okazjonalnej kończąc. Był też ważną postacią lubelskiego życia społecznego i kulturalnego.

Sklep meblowy na Chopina ma jeszcze jedną interesującą cechę. Zaprojektował go Witkowski w 1952 roku dla Centrali Handlowej Przemysłu Drzewnego jako budynek biurowo-mieszkaniowy. Budowę ukończono w 1956 roku i wtedy też otwarto sklep meblowy. Taką funkcję zachował on do dzisiaj. Tak więc dokładnie 60 lat służy on celom, do których został powołany. W przypadku instytucji handlowych jednej branży to naprawdę imponujący wynik. W zewnętrznym swym wyglądzie nie zmienił się też od chwili powstania. Prosta bryła usytuowana na narożnej działce, trzykondygnacyjna. Przyziemie mocno przeprute dużymi oknami wystawowymi, kondygnacje górne zdynamizowane elementami artykulacji poziomej i pionowej. Całość wieńczy wydatny, ale oszczędnie profilowany gzyms. Okna są oddzielone od siebie prostymi pilastrami, precyzyjnie profilowane, z parapetami i nadprożami. Wszystkie elementy artykulacyjne zostały wyposażone w wysokiej jakości obróbki blacharskie. Bardzo dobrze zachowały się pierwotne, szlachetne tynki, barwione w masie, z wtrętami starannie dobranego kruszywa. Jednym słowem, dzieło kompletne. Choć powstałe w najbardziej siermiężnych okresie powojennym, cechuje się starannością wykonania, wysokim poziomem murarskiego rzemiosła, no i zdumiewającą wręcz jak na dzisiejsze standardy trwałością. Na fasadzie przetrwał nawet pierwotny szyld sklepu meblowego, kiedyś uzupełniony neonowymi rurami. Szkoda by było, gdyby i ten obiekt utracił coś z pierwotnego kształtu, szczęśliwie zachowanego w niezmienionej formie aż do dziś.

Ciąg dalszy artykułu pzreczytasz w najbliższym wydaniu magazynu antidatum, które ukarze się 20 lutego 2016.

Andrzej