wyżerka4

„A my z ziemniaka robimy prosiaka”

Taki pomysł na wykorzystanie tego nudnego warzywa podsuwała dzieciom Hanna Łochocka – urodzona w Lublinie poetka, autorka wierszy dla najmłodszych. O tym, co można zrobić z kaszy, szpinaku czy dyni możecie się przekonać już wkrótce, jeśli tylko przeczytacie ten tekst.

Co widzimy, kiedy słyszymy słowo „garmażerka”? Smutne szare pierogi? Sine placki ziemniaczane? A może tryskające tłuszczem kotlety schabowe? Otóż dzisiaj, można już porzucić te przykre wizje i wywołujące mdłości wyobrażenia. Niedawno bowiem zakończył się dyktat mielonego i naleśnika z serem. Może nie wszyscy jeszcze zdążyli przekonać się na własny żołądek, że w Lublinie od jakiegoś czasu działa bar, w którym zdefiniowano na nowo pojęcie garmażerki… W zasadzie zdefiniowano na nowo także pojęcie wyżerki… Zresztą, co tu dużo mówić, przed Państwem Wyżerka Garmażerka!

Styczeń to, jak gdzieś ostatnio wyczytałem „miesiąc narodowego leczenia kaca”. To czas, kiedy jednym już się nic nie chce, a innym jeszcze się nie zaczęło chcieć. To być może ten moment, kiedy mniej wytrwali już porzucają wzniosłe postanowienie noworoczne, a pozbawieni refleksu dopiero zaczynają sobie uświadamiać, że coś (najlepiej rozwojowego, szlachetnego i górnolotnego) należałoby przedsięwziąć. Część z nas może się rozczarowała – nowy rok, a jakby wszystko po staremu. Wraz z zamianą czwórki na piątkę jakoś nie raczyła pojawić się wróżka, która dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniłaby świat. Tak więc nietrudno dzisiaj na Krakowskim Przedmieściu dostrzec smutne twarze. Z czego tu się cieszyć, powie ktoś – ostatnie wspomnienie Świąt wyblakło, wylądowało na śmietniku wraz z sypiącą się choinką. Do wiosny natomiast tak daleko, że aż strach odliczać dni. Ci, którym brakuje kolorów, którzy chcieliby nadać swojemu życiu trochę smaku i spróbować czegoś nowego, powinni udać się pod adres Kościuszki 3, gdzie mieści się Wyżerka Garmażerka. To tutaj możecie zjeść rzeczy niby znane, a jednak inne, poznać warzywa i przyprawy, o jakich jeszcze nie słyszeliście, doświadczyć kompozycji smaków, o których nawet nie śniliście. Ekipa antidatum odkryła to miejsce dopiero w styczniu, mimo że działa od początku września! Strasznie tego żałujemy, zwłaszcza, kiedy oglądamy zdjęcia tych wszystkich smakołyków serwowanych przez Wyżerkę przez ostatnie miesiące na facebook-owym profilu baru.

A teraz do rzeczy. Słowo garmażerka w nazwie nie jest przypadkowe. Menu odnosi się do klasycznego repertuaru barów mlecznych i innych budżetowych jadłodajni. Nawiązania kończą się na nomenklaturze, no i formie potraw (tzn. krokiet rzeczywiście wygląda jak krokiet, a pieróg jak pieróg). To co ujrzymy za szybą lady chłodniczej, kiedy przestąpimy próg Wyżerki sprawi, że wszystkie kotlety, naleśniki, placki i pierogi, które jedliśmy do tej pory, staną się jedynie niewyraźnym odbiciem tych kotletów, naleśników, placków i pierogów, które z uśmiechem podaje klientom Pani Ela. Ileż tam jest kolorów! Jak apetycznie wyglądają pęczniejące od świeżych warzyw burgery, złociste placuszki, jędrne pierogi. Bogactwo składników jest tak ogromne, że nie sposób ich wymienić. Każda wizyta w tym miejscu to przygoda, bo za każdym razem można odkryć coś nowego. Wiele potraw jest inspirowanych tradycyjną polską kuchnią. Ich wegańskie i wegetariańskie wersje wcale się są gorszymi kopiami pierwowzorów. Nie są jakimś na siłę skleconym zamiennikiem dla tych, którzy mają taką fanaberię, żeby nie jeść mięsa. Potrawy, które znaleźć można w Wyżerce to prawdziwy festiwal kolorów i smaków. To gloryfikacja wszystkiego tego, co płodzi ziemia i dowód na to, że można (i to zabrzmi banalnie) jeść zdrowo, smacznie i codziennie inaczej, nawet wtedy gdy nie ma się ochoty na mięso (a może właśnie wtedy?). Wyobraźcie sobie nadzienie z kaszy, w którym od czasu do czasu pod naciskiem waszych zębów pęka soczysta pestka granatu. Czyż to nie genialne połączenie tego co swojskie z tym, co egzotyczne? I te wszystkie suszone pomidory, jarmuż i cieniutko pokrojony prażony czosneczek w miejscu cebulki, rozmaite wariacje na temat pierogów i naleśników, domowa wersja pizzy. Te wszystkie wspaniałości działają w taki sposób, że przy okazji kolejnej wizyty zauważycie, że Pani Ela nie pyta Was już o wielkość talerza, ale z uśmiechem sięga po największy.

Nasuwa się refleksja, że pojawienie się Wyżerki Garmażerki w miejscu, gdzie niegdyś znajdowała się tzw. „pizzeria”, (tzn. miejsce, w którym usiłowano nam wmówić, że pizza to grubaśny placek z dużą ilością żółtego sera i nieodzownym keczupem) ma znaczenie symboliczne. Oto kończy się pewna epoka. Zaczyna triumfować kuchnia odkrywcza i niebanalna. Taka, która sięga do tradycji w sposób dwojaki – twórczo zmieniając znane i lubiane motywy i sięgając do produktów, które niegdyś były popularne, a z jakiegoś powodu zostały zapomniane. I co najważniejsze, nie jest to kuchnia, w której tylko najbardziej nawiedzony waganin odnajdzie przyjemność z jedzenia. Nic bardziej mylnego. Wyżerka Garmażerka to miejsce, gdzie każdy z nas może się poczuć jak Charlie w fabryce czekolady, jak Muminek w Dolinie Muminków, jak King Kong na Manhattanie, jak dzieci z Bullerbyn… w Bullerbyn. A tym z nas, którzy z jakiegoś powodu w Nowy Rok postanowili zmienić swoje żywieniowe nawyki bardzo ułatwi zadanie.

Koniecznie przeczytaj całe lutowe wydanie magazynu antidatum.

Łucja i Artur