Na pytanie, jaka zupa pomidorowa jest najlepsza, wiele ze znanych mi osób bez wahania odpowiada, że ta ugotowana przez ich babcię lub mamę. W moim przypadku bezsprzecznie jest to zupa pomidorowa Babci Krysi, koniecznie podawana z „kluskami”, czyli domowym makaronem. Potrawa ta, ubóstwiana od wczesnego dzieciństwa, była lekiem na całe zło i najlepszym paliwem dla uczennicy podstawówki. Dziś już nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów, jednak z pewnością wzmacnia poczucie bezpieczeństwa.

Miałam to szczęście , że szkoła podstawowa, do której chodziłam znajdowała się dwieście metrów od domu moich Dziadków. Pomimo tej niewielkiej odległości Dziadzio Edzio wychodził po mnie po zakończeniu lekcji, jednak w taki sposób aby „nie robić mi obciachu”. Czekał na mnie w ustalonym miejscu, na skraju terenu szkoły. Na moje pełne nadziei pytanie, co jest na obiad, zazwyczaj żartobliwie straszył mnie znienawidzonym krupnikiem. Wiedziałam jednak, że nawet jeśli krupnik rzeczywiście jest, to kochająca babcia z pewnością ulepiła specjalnie dla mnie kilka pierogów ruskich. Największą radość jednak sprawiała zawsze ukochana zupa pomidorowa z kluskami.

Babcia Krysia przez wiele lat sama robiła i wekowała w litrowych słoikach przecier pomidorowy, który jest głównym składnikiem tego pokarmu bogów. Wiadomo jednak, że w sezonie zupę należy przygotowywać ze świeżych, pachnących słońcem pomidorów. Nadają się do tego różne odmiany, ale najbardziej lubimy tzw. „Zamojskie” – duże, czerwone i miękkie oraz malinówki, które najlepsze są w lipcu i sierpniu. Do przygotowania ciasta na kluski Babcia używa mąki pszennej kupionej u zaprzyjaźnionego młynarza i jajek, które zniosły kury sąsiadki z Woli Gardzienickiej.

Proces tworzenia pomidorowej z kluskami jest niemalże misterium, dlatego czuję, że muszę go opisać od początku do końca, z dbałością o szczegóły. Bazą zupy jest zawsze wywar z warzyw lub z warzyw i kurczaka. Na moją prośbę wybieramy opcję bezmięsną. Świeżą włoszczyznę z dodatkiem kilkunastu ziaren pieprzu i dwóch listków laurowych gotujemy przez niecałą godzinę, po czym pozostawiamy do „naciągnięcia”. W międzyczasie sparzamy i obieramy ze skórki cztery wspaniałe malinówki. Kroimy je w plastry i podsmażamy na łyżeczce masła. Moim zdaniem zapach duszonych pomidorów to jeden z najpiękniejszych aromatów świata. Gdy pomidory zaczynają się rozpadać, zdejmujemy je z ognia i miksujemy blenderem-żyrafą. Dolewamy do nich przecedzony wywar z warzyw i gotujemy kilka minut na średnim ogniu. Zupę zabielamy kilkoma łyżkami śmietany 18% (Babcia najbardziej ceni tę z Krasnegostawu) rozrobionymi z odrobiną mąki i solą. Gotową zupę gotujemy jeszcze kilka minut, aby pozbyć się surowego smaku mąki i wyłączamy gaz. Sekretem idealnej pomidorowej jest wrzucenie do garnka kawałka masła i pozostawienie go pod przykryciem na kilkanaście minut.

Prawdziwym spektaklem jest akt powstawania „klusków”, czyli makaronu.

Ciąg dalszy przeczytasz w drugim wydaniu magazynu antidatum

Łucja