„Nieaktualności” to miejsce, gdzie przeczytacie o tym, czym żył Lublin przed laty. Wielkie wydarzenia z historii miasta, państwa i świata będą tu jednak jedynie tłem dla tych mniejszych, lokalnych, które najbardziej interesowały ludzi czytających gazety codzienne w Lublinie. Człowiek, który przed kilkudziesięciu laty otwierał któreś z czasopism oczywiście czytał o nadchodzącej wojnie, wypadkach w Jerozolimie lub o sytuacji na rynku zbóż, jednak tym, co wywoływało największe poruszenie i zainteresowanie były małe wydarzenia lokalne, które elektryzowały społeczność. Czymże bowiem jest wielka polityka wobec odnalezienia ciała zamordowanej kobiety na Majdanie Tatarskim lub pożaru na Rurach Jezuickich w domu kogoś znanego z widzenia?

Choć w pierwszym wydaniu „nieaktualności” skupię się na tym, co się działo w Lublinie sto lat temu, nie będzie to regułą. Nie chcę się ograniczać do smutnego i pełnego niepokoju okresu wybuchu I Wojny Światowej. Poza tym zanadto nęci mnie bogaty w wydarzenia okres dwudziestolecia międzywojennego.

 W pierwszej połowie 1914 roku jedną z niewielu systematycznie wydawanych gazet codziennych był prawicowy „Głos Lubelski”. Pośród haseł „popieramy przemysł i handel polski” lub „swój do swego po swoje” (aby pominąć te jawnie antysemickie) możemy znaleźć sensacyjną wiadomość o hyenach emigracyjnych, gangu grasującym w Tomaszowie Lubelskim. Bandyci mianujący się „agentami emigracyjnymi” zimą i wiosną 1914 roku miała porywać dzieci, okradać emigrantów, a jednego z nich pozbawić nawet głowy.

5 marca Policmajster miasta Lublina rozporządził, aby „stójkowi podczas pełnienia służby w dzień odziani byli w lepszą odzież mundurową, zezwalając na noszenie gorszych mundurów jedynie w porze nocnej”.

16 i 17 marca Lubelskie Koło Ziemianek urządziło w Sali gmachu podominikańskiego kursy dla gospodyń wiejskich. W programie znalazły się m.in. wykłady „o hodowli drobiu”, „o obowiązkach kobiety jako matki, żony i gospodyni” oraz „o wychowie trzody”. Po wykładach dla kursantek przewidziana była pogadanka ilustrowana przezroczami oraz przedstawienie kinematograficzne.

   W wydaniu „Głosu” z 30 marca czytamy: „Wkrótce w nowej, a szybko rozwijającej się dzielnicy naszego miasta, w okolicach ul. Wieniawskiej i Szopena, ma być otwarty duży sklep z mięsem urządzony na wzór warszawskich, gdzie będzie można dostać gotowe kotlety, befsztyki, sznycle itp. (…)” Przyznajcie sami, czymże wobec takiej informacji są dla gospodyni doniesienia o niepokojach na zachodzie Europy? Nie samym mięsem jednak Lublinianin żyje.

   W ostatnią sobotę marca odbył się koncert na rzecz ochronki Lubelskiego Towarzystwa dobroczynności. „Sala teatralna wypełniona była po brzegi wykwintną publicznością”, a „deklamacya świetnej artystki p. Maryi Mirskiej stanowiła clou wieczoru”. „W charakterze jej odtwórczego talentu leżą najbardziej utwory żywiołowe, zmysłowe lub kokieteryjne, mniej liryczne, stąd też najlepiej wypowiedzianą była namiętna Prządka Ady Neri i ulotne, pełne finezyi drobiazgi”

W wydaniu z 6 kwietnia wzrok przyciąga tytuł „Awantura”, pod którym możemy przeczytać iż poprzedzającej nocy „o godzinie 3 w nocy w Hotelu Saskim wszczął awanturę w stanie nietrzeźwym murarz I.M.” (Dziś podano by w nawiasie jego wiek) „Wezwani policyanci w liczbie 4 wraz z 2-ma stróżami nocnymi nie mogli go obezwładnić. Dopiero poraniony lekko szablami, dał się zaprowadzić do aresztu policyjnego.”

Perełką wśród reklam szczelnie wypełniających łamy „Głosu Lubelskiego” wiosną 1914 roku jest z pewnością anons: Przeciwko Piegom, pryszczom i liszajom Najlepszy krem konwaljowy „Eureka” Cena rb. 1 kop. 50

Na początku kwietnia „Głos” poleca swoim czytelnikom „wyjątkowo udane przedstawienie” w kinematografie Oaza, które dotyczy „życia owadów, w zdjęciach firmy Pethe”.W recenzji możemy przeczytać: „Układ zdjęć bardzo dobry i pouczający. Jako dopełnienie – piękna natura indyjska i nie bez humoru odtworzona scena komiczna – razem łączą się w całość, pozwalając przyjemnie i pożytecznie czas spędzić.”

Ciąg dalszy przeczytasz w pierwszym wydaniu magazynu antidatum

Łucja